Wybierz region

Wybierz miasto

    Jedzie na Olimpiadę do Salt Lake City

    Autor: Zbigniew ICIASZEK

    2002-01-26, Aktualizacja: 2004-12-18 01:16

    We wtorek, 29 stycznia, w Warszawie odbędzie się uroczyste ślubowanie polskich reprezentantów na Igrzyska Olimpijskie w Salt Lake City. Dzień później 30-osobowa ekipa sportowców wsiądzie do samolotu, który wyląduje w ...

    We wtorek, 29 stycznia, w Warszawie odbędzie się uroczyste ślubowanie polskich reprezentantów na Igrzyska Olimpijskie
    w Salt Lake City. Dzień później 30-osobowa ekipa sportowców wsiądzie do samolotu, który wyląduje w Stanach Zjednoczonych.



    Będzie wśród nich Tomasz Gatka z Turku, który z białym orłem na piersi wystartuje
    w zawodach bobsleistów.

    A jeszcze 7 lat temu zawodnik Maratonu Turek należał do najbardziej uzdolnionych w Polsce... skoczków w dal.

    Piąty w Europie

    Junior Tomasz Gatka zdobył 6 medali, w tym 2 złote, na zawodach rangi ogólnopolskiej. Stawał na najwyższych stopniach po- dium mistrzostw kraju. W 1992 roku, wynikiem 7,54 metra plasował się na 5 miejscu w Europie.
    – Gdyby wówczas władze Polskiego Związku Lekiej Atletyki wysłały go na Mistrzostwa Świata Juniorów do Seulu, to nawet skacząc 7,40 byłby w pierwszej szóstce A Tomkowi często udawało się wylądować pod granicą 8 metrów. Pech polegał na tym, że skoki te minimalnie ,,palił” – wspomina Albin Zańko, ówczesny trener Gatki w Maratonie Turek.

    Załamanie

    Zwątpienie przyszło w najmniej oczekiwanym momenice. Skoczek w dal z Turku dostał się na wrocławską Adademię Wychowania Fizycznego. W stolicy Dolnego Śląska, u boku wytrawnego – wydawało się – szkoleniowca trenował skoki nadal. Ale wyniki były coraz gorsze.

    – Wiedziałem, że coś muszę zrobić. Albo zmienić klub i trenera, albo nawet dyscyplinę sportową – mówi Tomasz Gatka.

    Skok na bob

    W 1995 roku, wykorzystując swoją niebywałą szybkość, Gatka wywalczył brązowy medal Mistrzostw Polski seniorów w sztafecie 4x100 metrów. Wówczas też wydarzyła się dziwna historia. Na imprezie pojawił się Andrzej Kupczyk, który szukał kandydatów na... bobsleistów. Spadł Tomkowi, jak ,,manna z nieba”. Propozycja została przyjęta natychmiast.

    Debiut olimpijski

    Po długich treningach w Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej pojawiła się propozycja startu w Igrzyskach Olimijskich w japońskim Nagano. Polskiej osady bobsejowej w rodzinie olimpijskiej nie było od 40 lat i trzeba było zapłacić frycowe. Miejsce na początku trzeciej ,,10” w Nagano odpowiadało faktycznym możliwościom polskiej czwórki. Gatka pełnił w niej rolę ostatniego pchacza, którą najczęściej powierza się najszybszemu i najsilniejszemu w całej ekipie.

    Absolwent trenerem

    Dwa lata temu Tomasz ukończył wrocławską AWF . Zdobył dyplom trenera lekkiej atletyki. Trochę później, jak przewiduje to ,,normalny” program, ale bobseleje pochoneły go bez reszty.

    – W domu, w Turku, spędzam dwa-trzy miesiące w roku. Reszta to starty i treningi – przyznaje Gatka cztery dni przed wyprawą do Salt Lake City.
    Ale ,,papiery” trenera przydały mu się. W obecnej osadzie bobsejowej jest nie tylko pchaczem, ale także trenerem. Andrzej Kupczyk został zatrudniony przed federację bobsejową Kanady.

    Pierwsza ,,15”.

    Podczas IO w USA Polacy do grona faworytów należeć nie będą. Co prawda podczas niedawnego Pucharu Świata we Włoszech mieli 10 ,czas otwarcia, ale później spadli niżej w klasyfikacji. Pilot Tomasz Żyła robił niby wszystko jak należy, ale bob jechał wolniej od innych.

    – Mamy problemy ze sprzętem. Takim bobem jak nasz w Pucharze Świata jeżdżą tylko Ukraińcy i Rosjanie. Reszta ma maszyny dużo lepsze, przez to szybsze – przyznaje Tomasz Gatka.

    Marzeniem polskiej osady jest zdobycie w Salt Lake City pozycji w pierwszej ,,15”. I to pod warunkiem, że już z USA uda się skoczyć na kilka treningów do Calgary. Miesiąc przerwy w ślizgach, a tyle minie od PŚ we Włoszech do startu na Olimpiadzie, to zdecydowanie za długa pauza.

    Gatka turysta

    Tomasz Gatka ma 27 lat i różne pomysły. Po Salt Lake City chce odpocząć od sportu, może nawet z niego zrezygnować.
    – Wyjadę pewnie na pół roku do Indii i Nepalu. Powłóczę się trochę. Później zobaczymy. Może wrócę do sportu, może nie. Może jako zawodnik, ale najpewniej jako trener. Nie wykluczone, że bobsejów. Raczej jednak nie w Polsce – przyznaje Gatka.

    Do tej pory nie ma damy swojego serca. Ale teraz zacznie bardziej myśleć o sobie.
    – To świetny syn, chciałby pan takiego mieć. Nie mieliśmy z nim żadnych problemów – przyznają Urszula i Wiesław Gatka, rodzice Tomka. To oni, pod koniec zmagań w Salt Lake City, najbardziej zaciskać będą kciuki za sportowca, który ostatni wskoczy do polskiej czwórki bobsejowej.