Wydawać by się mogło, że spisanie dwóch liczników (od gazu i energii) może zająć maksymalnie 10 minut. Nic bardziej mylnego. Pilska Agencja Mienia Wojskowego w bardzo ciekawy sposób obsługuje lokatorów, mieszkających w jej blokach.

Piła, blok Wojskowej Agencji Mieszkaniowej przy ul. Ludowej. Mieszkanie wynajmuje tu firma Insefarm Sp. z o.o z siedzibą w Smiłowie, od której z kolei podnajmował je pracownik, Katarzyna Piłat. Do końca stycznia mieszkanie miało zostać zwolnione.

Cała sprawa zaczęła się pod koniec grudnia od wizyty w siedzibie Wielkopolskiej Spółki Gazowniczej w Pile oraz w firmie ENEA w Pile. Z tymi firmami Katarzyna Piłat ma podpisane umowy o świadczeniu usług dostawy gazu i energii. W firmach tych zostaliśmy poinformowani, iż takich umów się nie rozwiązuje z miesięcznym wypowiedzeniem. Według zatrudnionych w firmie osób, tylko kompetentny pracownik WAM może przyjść i dokonać spisania liczników.

Mieliśmy trochę czasu. Dwa tygodnie przed wizytą pracownika WAM-u, zadzwoniliśmy tam celem umówienia się na konkretną godzinę 31 stycznia. Pracownik zlecenie przyjął i umówił się na godzinę 10.00.

Na szczęście wziąłem 1 dzień urlopu. O godzinie 10.00 w mieszkaniu zjawiła się przedstawicielka firmy Insefarm Sp. z o.o – jako główny najemca, zjawiła sie też Katarzyna Piłat (w 8 miesiącu ciąży) – jako podnajemca zdający mieszkanie, oraz ja jako jej narzeczony. Zabrakło jedynie pracownika WAM-u.

Co ja robię tu?



Po ok. 20 minutach spóźnienia postanowiliśmy zadzwonić do niego i zapytać czy pamięta, że umówił się na godzinę 10. Ten, zaskoczony, stwierdził, że zapomniał, bo ma do obsługi tysiąc mieszkań i zaraz postara się przyjść. Na pieszo.

Po kolejnych 20 minutach faktycznie do nas dotarł. Na powitanie stwierdził, że tak naprawdę to nie wie, po co został tutaj wezwany. Wytłumaczyliśmy, że umówiliśmy się na odczyt liczników gazowego i elektrycznego. – To nie leży w moich kompetencjach, nie mam kluczyków do kłódek. Powinni je mieć pracownicy odczytujący liczniki – upierał się. Wykonaliśmy więc telefon do firmy ENEA, której pracownik ponownie poinformował nas, że osobą kompetentną jest pracownik WAM. Ten z kolei zaczął twierdzić, że może wspólnota mieszkańców ma kluczyki. Zadzwoniliśmy więc do wspólnoty. Tu natomiast osoba wskazała dokładnie z imienia i nazwiska pracownika WAM, jako osobę, która takie kluczyki posiada. A przynajmniej powinna.

Pan z WAM-u nie krył oburzenia. Nic dziwnego, najprawdopodobniej przeszkodziliśmy mu w zakrapianej alkoholem imprezie. Jego zachowanie wyraźnie wskazywało na spożycie kilku setek, a podkreślić trzeba, że była 10 rano.

To po prostu mój gorszy dzień...



Co ciekawe, kiedy stanowczym tonem poprosiłem o numer telefonu i nazwisko jego przełożonego, odmówił mi, tłumacząc się mętnie, że nie zna... Kiedy w końcu postraszyłem go policją, wziął mnie na bok. – Mam dziś gorszy dzień, nie chciałbym mieć problemów... – oświadczył.

Jako, że chcieliśmy sprawę załatwić jak najszybciej (a także bojąc się o zdrowie pana z WAM, bo zaczął coraz bardziej nerwowo i szybko oddychać) zgodziliśmy się, że pojedziemy moim samochodem do siedziby WAM i tam poszukamy kluczyków do skrzynek.

I tu kolejny szok. Nikt w WAM nie zwrócił uwagi, że ich pracownik jest wstanie wskazującym. Mało tego, starano się mnie jeszcze przekonać, że to i tak powinni robić pracownicy gazowni i energetyki.

Na szczęście są sąsiedzi



Na szczęście kluczyk się znalazł. Wróciliśmy do mieszkania. Pierwszej próbie dopasowania go do kłódki skończyła się jednak fiaskiem. Wreszcie z pomocą przyszli sąsiedzi, widząc nieudolne starania pracownika WAM i otworzyli kłódki kombinerkami. Odczytaliśmy liczniki i udaliśmy się do gazowni i firmy ENEA.

I znów zaskoczenie. W ENEA poinformowano nas, że tylko liczniki są własnością firmy ENEA, a skrzynki, w których się one znajdują należą do administratora budynków (wg prawa budowlanego). W gazowni usłyszeliśmy dokładnie tą samą wersję.

Co więcej, kiedy chcieliśmy zapłacić za wystawianą fakturę okazało się, że pan z WAM źle odczytał licznik. Zamiast czterech cyfr, podał tylko trzy. Musieliśmy ponownie udać się na ulicę Ludową i odczytać licznik jeszcze raz (już bez światłego pracownika). Dzięki uprzejmości pracownicy gazowni, mogliśmy podyktować odczyt telefonicznie, a fakturę otrzymaliśmy listownie na nowy adres. Mogliśmy odetchnąć z ulgą.

Odczyt licznika trwał dwie godziny. To mój życiowy rekord.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!