Alfons Olszewski. Olimpijczyk z lilijką w życiorysie

II wojna światowa nie oszczędziła mieszkańców Wolnego Miasta Gdańska. Tamte dni początku wojny wspomina Alfons Olszewski, harcerz i olimpijczyk z 1936 roku.
 Haine/CC-BY-SA

Darek Szczecina:

Jaka była w Gdańsku atmosfera przed wojną, jakie panowały stosunki z niemieckimi sąsiadami?

Alfons Olszewski: W latach 20. nie było najgorzej, zdarzały się od czasu do czasu polsko-niemieckie bijatyki, Niemcy najczęściej demolowali polskie skrzynki pocztowe. W miarę upływu czasu atmosfera w Wolnym Mieście psuła się, ale z sąsiadami do końca żyliśmy dobrze. Nie było żadnych zadrażnień. Po dojściu Hitlera do władzy w Gdańsku pojawiło się SA, a następnie SS i gestapo. W ostatnich tygodniach przed wojną przyjeżdżało do nas niemieckie wojsko, ubrane w sportowe dresy, przez stocznię przesyłano broń i mundury. Przy lotnisku we Wrzeszczu rozstawiono działa. Czuło się zbliżającą się wojnę.

W sierpniu 1939 roku wypłynął Pan w rejs. Gdzie zastała Pana wojna?

Wypłynęliśmy w rejs, ale już w Kopenhadze czekał na nas telegram od komandora Ziółkowskiego, nakazujący nam natychmiastowy powrót. Wróciliśmy. Na dwa dni przed wojną udało nam się wysłać matkę z siostrą i siostrzenicą do Lublina. 1 września byłem w naszym domu przy ul. Kościuszki w Sopocie, z ojcem i szwagrem. Nagle, o godzinie 5.30, łomot do drzwi. Krzyki: otwierać! Od razu zrewidowano nas i, o nic nie pytając, tak jak staliśmy, zabrano na gestapo. Tam ustawiono nas twarzą do ściany przy tym trochę szturchając. Potem spisano nasze personalia, wypytywano o organizacje, do jakich należeliśmy. Około 9.00 załadowano nas na ciężarówki i zawieziono do Gdańska, do Victoriaschule. Tam czekało na nas gestapo i gapie. Najgorsze były kobiety. Pluły na nas, wygrażały i buntowały eskortę, aby nas natychmiast powiesić. Na plac szkolny biegliśmy między szpalerem SS-manów, którzy bili nas lagami gdzie popadnie. Jakiś czas trzymali aresztantów na placu. W pewnym momencie pojawił się na niebie polski wodnopłatowiec z Pucka. Niemcy wpadli w popłoch. Zaczęli strzelać do samolotu, chociaż tego typu samoloty nie miały uzbrojenia. Potem odgrywali się na nas.

Jakie informacje o sytuacji w kraju, o losach rodzin docierały do was?

Niemcy dbali o odpowiednią propagandę. Mówili nam, że Westerplatte już zajęte, że ich wojska doszły pod Warszawę, że są już w całej Polsce. Ale mieliśmy nadzieję, że to nie prawda. Zresztą było słychać strzały. Potem zaczęły się przesłuchania szczegółowe. Często pomagali nam przypomnieć różne fakty, oczywiście przy pomocy siły.

Pytali np. o tajne organizacje paramilitarne działające w Wolnym Mieście?

Jakie ja mogłem mieć informacje typu wojskowego? Wprawdzie przed wojną w harcerstwie byłem na szkoleniu, gdzie zapoznawano nas z bronią, materiałami wybuchowymi itp. Ale o tym nikt nawet nie śmiał mówić.


Czym trzeba było "zasłużyć" na aresztowanie?
Niemcy mieli gotowe listy do zatrzymania. Ja byłem oskarżony o organizowanie polskich organizacji młodzieżowych, szpiegostwo i przygotowanie do zdrady stanu. Były to bzdury. Ale Niemcy moje żeglarskie wizyty w portach interpretowali po swojemu. Z Gdańska wywieźli nas do Stutthofu. Byłem w pierwszej grupie, która budowała baraki. Karczowaliśmy teren, a pnie nosiliśmy na plecach do pobliskiego tartaku. Wielu połamało nogi lub nabawiło się przepukliny.

Jesienią pracowałem u bambra na żuławach. Był to ludzki człowiek. A potem osadzono mnie w Nowym Porcie. Sprzątaliśmy Westerplatte, w ruinach znajdowaliśmy szczątki polskich obrońców. Kilku kolegów zginęło tam na polu minowym.

Gdyby można było cofnąć czas, czy tak samo narażałby się pan na szykany i niewolę?
Załóżmy, że nawet uciekłbym z miasta. Jaki los by mnie czekał? Przecież nic nie gwarantowało przeżycia. Gdybym jeszcze miał możliwość wypłynąć jachtem... Ale Niemcy zamknęli nasz klub (Polski Klub Morski - przyp. D.S.).

Spytam inaczej. Mógł Pan trenować w niemieckich klubach, być bardziej proniemiecki, nie narażać się na aresztowanie.
Nie było takiej możliwości. Zostaliśmy wychowani w takim, a nie w inny duchu. Oczywiście, zdarzały się sytuacje, że jeden brat ginął w obozie koncentracyjnym, a drugi wkładał mundur esesmański.

Alfons Olszewski, gdańszczanin, rocznik 1916, harcerz w Wolnym Mieście Gdańsku, absolwent Gimnazjum Macierzy Polskiej, makler okrętowy, kapitan jachtowy żeglugi wielkiej, od 1932 r. przepłynął ponad 12 tys. mil morskich na jachtach: „Pirat”, „Korsarz”, „Polaris”, „Andromeda” i inn. W 1936 r. uczestniczył w olimpiadzie jako pierwszy oficer na jachcie „Danuta” wywalczając dla Polski 11 miejsce. W 1937 r. podczas regat o mistrzostwo Pomorza na jeziorze Charzykowskim reprezentując z Kazimierzem Samuelsonem I Gdańską Morską Drużynę Harcerską zajął pierwsze miejsce.

Znajdź nas na Google+

Darek Szczecina

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3