Wojna stanowi stały element, powtarzający się w historii. Wszystkie cywilizacje wzrosły na gruncie grząskim od krwi. Próbę analizy badawczej tego zjawiska przedstawił w zbiorze esejów historyk Ludwik Stomma.

Książka Ludwika Stommy „Antropologia wojny” podejmuje temat ważny i trudny, bez wątpienia ponadczasowy. Wojna jest nieodłącznym składnikiem dziejów. Jest udziałem ludzkiego pogłowia nawet w czasie określanym mianem pokoju. Wszak zdarzają się „zimne wojny”, „ekonomiczne podboje” itp. Nie bez słuszności stwierdził Władysław Mickiewicz w „Pamiętnikach”, że „Wojna jest tak samo niezbędna w polityce, jak chirurgia w medycynie”. Jakkolwiek aforyzm ten uznaje autor w znaczeniu postulatu za „absurd moralny i logiczny”, trudno bowiem zgodzić się na racje uzasadniające stosowanie mordu, to przyznać trzeba, że ciąg wieków potwierdza jego trafność jako obserwacji. Ludzkość wciąż sięga po wypróbowane w przeszłości metody zadawania śmierci w imię określonych interesów pewnej grupy, inicjującej zastosowanie zbrojnej agresji. Wygląda na to, że od zarania ludzkich dziejów po dziś nie potrafi wyeliminować wojny z życia.

„Antropologia wojny” wprowadza w wybrane odsłony teatru okrucieństwa, będącego składnikiem historycznych bojów ludzkości na przestrzeni wieków. Autor nie kryje swej dezaprobaty dla każdej wojny, która niezależnie od nadawanego jej sensu jest złem, brutalnym mordem. Nie dyktuje jego analiz jednak pacyfistyczna intencja, lecz uzmysłowienie problemów związanych ze zjawiskiem wojny. Nie czuje się na siłach, by rozstrzygać wątpliwości, formułować odpowiedzi na trudne pytania, ale skłania czytelnika do namysłu nad nimi. Dystansuje się od teorii sakralizujących wojenne działania, wychodząc z założeń racjonalistycznych, stawiających przed gatunkiem homo sapiens wyższe zadania niż doskonalenie się w sztuce zabijania. We wstępie Stomma deklaruje: „Wojna, wbrew sztabom i teoretykom, jest bezsensem i zawsze wymyka się ich kontroli”.

Głównym zadaniem rozważań analitycznych autora jest weryfikacja mitów, jakimi obrosła w ciągu stuleci wojna. Konfrontacja rzeczywistości z założeniami ideologicznymi ma „pokazać, jak dalece mit wygrywa z racjonalizmem, jak kpi z rzeczywistości dziejów”. Spojrzenie z pozycji antropologa umożliwia dystans i krytyczne myślenie. Prowadzi do demaskacji mitów, co służy zdroworozsądkowej ocenie dziejów. Interpretacja musi być jednoznaczna: „wojna to krwiożercza, zabójcza, przerażająca gra, jej zasady mają się nijak do cywilno-pokojowych dekalogów, praw człowieka i obywatela zawartych – zdaniem autora – w tamtym odległym, przedwojennym czasie umów, przysiąg i zobowiązań”. Czy jednak faktycznie był kiedykolwiek w historii tak idealny moment?

Wyłożone we wstępie założenia Ludwik Stomma realizuje w publicystyczno-gawędziarskim stylu, a więc z dużą swobodą językową i kompozycyjną. W zajmujący sposób autor analizuje wybrane zdarzenia, gęsto posługując się cytatami. Przywołane przykłady mają ilustrować demaskatorskie tezy, niestety, niewsparte argumentacją właściwą dla wagi sformułowanych sądów. Z właściwą sobie ironią, ale i nonszalancją rozprawia się zatem autor esejów z subiektywnie interpretowanymi przez siebie ujęciami kronikarzy, historyków, a nawet pisarzy. Stałym określeniem stosunku do cytowanych obszernie autorów są efektowne, ale pozbawione uzasadnienia stwierdzenia: „myli się”, „nie rozumie”. Można zauważyć, że stanowią one wszechobecny element wywodu, co stwarza iluzję objawienia nowej, nieznanej dotąd prawdy. Można temu wrażeniu ulec, bo opowiadanie rozwija się potoczyście. Jednakże chwila namysłu przynosi rozpoznanie, że w istocie negacja przywołań przynosi stare jak świat odkrycia.

Na przykład po stwierdzeniu „Długosz myli się na całej linii” w kwestii tego, że „szlachta polska ma szczególną skłonność do rabunków”, Stomma wypunktowuje kontrargumenty oparte na przykładach francuskich. Innym razem przypisuje Henrykowi Sienkiewiczowi domniemane rozumienie faktów, by w czambuł mu zaprzeczyć. Krytyczne podejście jest tu z pewnością właściwą metodą odczytywania źródeł czy literatury, jednak w wypadku rozważań autora „Antropologii wojny” nie łączy się z odpowiednią, pełną motywacją radykalnego oskarżenia. Zarzuty, nieraz rzucane mimochodem, mają często funkcjonować na zasadzie aksjomatu – nie opatruje ich autor komentarzem uzasadniającym, uznając, że czytelnik w pełni się z nimi identyfikuje. Przywołane cytaty mają zapewne zastąpić autorskie uzasadnienie.

Książka Ludwika Stommy jest niewątpliwie interesującą pozycją, z której można dowiedzieć się wielu ciekawostek, jak też spojrzeć na znane fakty z nowego punktu widzenia. Zajmujący wywód pobudza zainteresowanie historią, by uświadomić powtarzające się w dziejach zjawiska. Wymaga jednak od czytelnika krytycznego odczytywania, jakie należne jest publicystyce, nie zaś dziełu naukowemu. W tym wypadku kieruje uwagę w stronę literatury przedmiotu, bogato przez autora cytowanej, by z jednej strony zweryfikować rozumowanie i wnioskowanie autora, z drugiej poszerzyć pole obserwacji.

Ludwik Stomma, Antropologia wojny, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014, s. 318.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!