O sile sprawczej miłości, akcie twórczym, prasie lokalnej, pantagruelizmie, pospiesznej ejakulacji, talencie, spełnieniu i niespodziewanych przypadkach – tekst niezobowiązujący.

Alfreda podeszła cicho i stanęła za plecami Teodora, który z przejęciem walił w klawiaturę. Trzymała w ręku szklankę z wykwintnym drinkiem. Miała na sobie lekki, satynowy szlafroczek, który nieskromnie uwypuklał bujne kształty właścicielki.
- Co tam piszesz tygrysku? - spytała miękkim, aksamitnym głosem, z odpowiednio kontrolowaną, stosowną chrypką. Teodor drgnął.
- Ach, kochanie nie zauważyłem cię. Skradasz się jak kotka – odpowiedział.
- Jestem twoją kotką prawda? Mraaauuu – zamruczała.
- Tak, to prawda, jesteś moją kociczką – potwierdził Teodor odchylając głowę tak, by musnąć ciepły biust partnerki. Alfreda uśmiechnęła się.
- Że też ty wiesz co trzeba nacisnąć na tym kompjuterze, żeby osiągnąć zamierzony efekt mój ty autorze niezwykły.
- Ach Fredziu, to doprawdy nic nadzwyczajnego. My, współcześni redaktorzy, musimy znać się na wielu rzeczach. Gdybyś tylko chciała, mogłabyś też ... - zaczął, ale Alfreda mu przerwała.
- Oj miśku, wiesz dobrze, że my kobietki do takich spraw się nie nadajemy. Zresztą mam za długie pazurki. Mraaauuu - Alfreda dotknęła wypielęgnowanymi tipsami szyi Teodora, łaskocząc go delikatnie.
- Skarbie, litości, muszę skończyć ważny esej, a ty mnie rozpraszasz kwiatuszku - jęknął.
- Och piszesz esej, przepraszam. Już, już zmykam mój ty autorze! Mój literacie! Ale zanim odejdę, muszę powiedzieć, że każdego dnia dziękuję losowi, iż nas ze sobą zetknął – rzekła tym razem głosem poważnym, trochę uroczystym nawet i pewnie by odeszła, gdyby nie silna dłoń mężczyzny, która złapała ją za udo i przyciągnęła do biurka.

- Ja też kochanie jestem zachwycony, że ciebie mam przy sobie - odpowiedział Teodor pospiesznie, puścił udo i znów począł walić w klawiaturę. Można mniemać, iż myśl nowa i ważna w jego głowie domagała się natychmiastowej ejakulacji.
- Kochanie.
- Tak, słucham?
- Słowo burak pisze się przez „u” otwarte.
- Och dziękuję skarbie. Jesteś bardzo spostrzegawcza. Zaraz poprawię. Myślałem, że burak wymienia się na „o”, ale pewnie się mylę - rzekł Teodor i sprawnie poprawił błąd.
- To przez te nudne studia wiem jak co napisać. Nie mam talentu jak ty. Wiem też, iż każdy dzień z tobą powoduje, że jestem lepsza i mądrzejsza. A to już twoja zasługa misiu. Nie mam pojęcia jak zdołam spłacić dług, który u ciebie zaciągam.

- Och kociaku, przecież oboje wiemy jak pełna seksapilu, stuprocentowa kobieta może spłacić dług mężczyźnie - zaśmiał się Teodor. Już nie był taki spięty jak wcześniej, gdy rozpoczynał pisać artykuł. Miał teraz zalążek i myśl główną. Czuł, że nic więcej i tak dziś nie stworzy. Powoli się rozluźniał choć w głowie szamotały się idee, pomysły i konstrukcje literackie najwyższej, możliwej w danej konfiguracji, próby.
- Ach ty miśku, ty świntuszku – zamruczała Alfreda. - Wiem o czym teraz myślisz. Uwielbiam gdy stajesz się pieprzny. Ten twój uroczy pantagruelizm. Ty bestyjko, ty łobuziaku - zaśmiała się perliście mierzwiąc, nie bez trudu, jego rzadkie włosy.
- No, no - zdumiał się Teodor – jakie to znamy wyrażenia: „pantagruelizm”, „konstatuję”. Proszę, proszę. Może kotku powinnaś też zacząć coś pisać. Jakieś przepisy, albo wiersze. Albo nawet coś do lokalnej prasy. Jakiś artykuł. Na eseje jeszcze nie pora. Czy ty wiesz kobieto jak podniecającym jest akt twórczy? - dodał zamyślając się.

Nagle, jakby coś w mężczyźnie burzyć się poczęło, głos siły i dźwięczności nabrał i ciskać Teodor zaczął w zaskoczoną Alfredę pytania retoryczne, niczym Zeus pioruny:
- Czy wiesz ty kobieto – pytał w ekscytacji - jak sztuka, jak literatura pobudza i drażni nas twórców? Jak szarpnie czasem trzewiami? Jak, bywa, wywróci nieprzygotowanemu autorowi świat na lewą stronę, by odsłonić przed zdumionym to, co przed innymi zazdrośnie skrywa? Jak podnieci i zostawi literata niezaspokojonego? Jak zadrwi? Jak ukróci, albo nieprzyjemnie wydłuży, lub wzniesie na piedestał i strąci? Jak nierzadko nabrzmiewa i drżeć poczyna, a z nią autor, który w tym wszystkim łapać się musi, bo zginie niezaspokojony? – przerwał nagle, spojrzeli po sobie i odkrywając jednocześnie istotę wszego, pobiegli razem do sypialni. Aby spełnić to, co spełnić się natychmiast musiało. Hacząc przy tym o kabel i wyrywając nieprzygotowaną na potok nagłych wypadków wtyczkę z kontaktu. Komputer smutno zawył, zakaszlał i ucichł, gubiąc w niebycie niezapisany Tekst o Czymś Ważnym.

I tak, dzięki wielkiej sile sprawczej miłości, świat ominął kolejny potworek w postaci marnego eseju przeciętnego autora.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!