W ramach bijatyki postsolidarnościowych elit oglądaliśmy żałosne spektakle z udziałem polityków, którzy nad merytoryczny spór przedkładają zwykłą, słowną rozróbę.

Koniec II wojny światowej rzucił nasz kraj w objęcia systemu, którego korzenie tkwiły w ideologii lewicowej przemocy, niecofającej się nawet przed zbrodnią. Z upływem czasu lewicowy terror systematycznie słabł, lecz mimo cyklicznych buntów, trzeba było dziesiątek lat, żeby ostatecznie opadł z ludzi, podtrzymujący komunistyczny ustrój strach. Wtedy pozbawiony spoiwa system rozsypał się niemal w jednej chwili jak dziecinny domek z kart.

Pod wpływem fundamentalnych zmian ustrojowych wahadło społecznych nastrojów opuściło lewą stronę i powędrowało pod skrajnie prawicowy znak. Chwała tym, dzięki którym przemiany społeczne i ustrojowe miały pokojowy przebieg i łagodny charakter. Niestety, na solidarnościowej przemianie zaczęła wyrastać prawicowa ekstrema.

Zamiast osądzić funkcjonariuszy reżymu winnych totalitarnej przemocy, potraktowano lewicowość jako przestępczą ideę i gnębiono wszystkich, którzy ośmielili się mieć lewicowe poglądy. Z postsolidarnościowych elit wyłoniła się radykalna frakcja, która bezlitośnie zaatakowała nie tylko postkomunistów, ale też dawnych kolegów, którzy przejęli w Polsce władzę.

Symptomatycznym przykładem prawicowego odchylenia było złożenie hołdu w Londynie przez wywodzących się z Solidarności prominentnych polityków, chilijskiemu, prawicowemu dyktatorowi Augusto Pinochetowi, który rozprawił się krwawo z legalnym rządem i jego zwolennikami. Innym przykładem była nominacja na ministerialne stanowisko dla zadymiarza, który w Paryżu rozbijał jaja na wizytujących Francję osobach polskiego prezydenta i jego małżonki.

Sygnały przyzwalające na wybryki prawicowych ekstremistów płynęły z najwyższej, politycznej półki. Wysokie odznaczenia i pomniki dla kontrowersyjnych, prawicowych bojowników, prowadzących po wojnie zbrojną walkę z uznanym przez najważniejsze kraje świata państwem polskim, przyjmowane były ze zdumieniem przez żyjących jeszcze ludzi, od nich pokrzywdzonych.

W ferworze i zgiełku bezlitosnej walki politycznej, jej główni uczestnicy cynicznie wykorzystują każdą nadarzającą się okazję, żeby mocno przyłożyć przeciwnikowi, nie zważając na negatywne skutki społeczne własnych poczynań. W ramach bijatyki postsolidarnościowych elit oglądaliśmy ostatnio żenujące spektakle z udziałem polityków, którzy nad merytoryczny spór przedkładają zwykłą, słowną rozróbę.

Czytaj więcej -->

Szczególnie obłudnie zabrzmiały w ustach niektórych czołowych polityków argumenty, podniesione w obronie stadionowych bandytów, którzy rzekomo są dyskryminowani przez władze za publiczne prezentowanie swego przywiązania do patriotyzmu i tradycji narodowych.

Czym innym, jeśli nie wezwaniem do szerzenia nietolerancji i nienawiści, są cykliczne marsze nieprzejednanych fanatyków na Krakowskie Przedmieście, ze złowrogo płonącymi pochodniami? Czy okrzyki o narodowej zdradzie i zaprzaństwie dawnych kolegów z antykomunistycznej opozycji to naprawdę godny sposób uczczenia pamięci tragicznie zmarłego prezydenta?

Opamiętanie na elity krążące w orbicie władzy, nie przyszło nawet po morderstwie dokonanym przez fanatyka na pracowniku łódzkiego biura prawicowego europosła, mimo oddania mu pośmiertnego hołdu przez najwyższych dostojników w państwie i nawoływań trzeźwo myślących ludzi do politycznego pojednania.

Zamiast tego oglądaliśmy w Brukseli prawdziwą bitwę na głosy, a w założeniu - o głosy w jesiennych wyborach. Na forum Parlamentu Europejskiego, podczas posiedzenia inaugurującego polską prezydencję w Unii, były prokurator generalny bronił jak lew prawa do wolności słowa pewnego nawiedzonego internauty, który z politycznej antypatii zaprogramował i upublicznił grę, polegającą na szybkim zastrzeleniu polskiego prezydenta.

Masakra w Norwegi to kolejny, ostry sygnał do wzmożenia czujności wobec potencjalnych dewiantów szukających moralnego potwierdzenia do traktowania swoich morderczych instynktów, jako narzędzi do rzekomej naprawy świata w imię jakiejś chorej idei. Polityków, którzy ich utwierdzają w słuszności, powinny demokratyczne społeczeństwa nie tylko jak najszybciej odsuwać od władzy, ale w ogóle eliminować z życia publicznego.

Quieta non movere.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!