W licznych wątkach i ożywionej dyskusji na tematy ciężko polityczne padły, jak wołanie na puszczy, słowa o sezonie ogórkowym.

Rzecz sama w sobie jest na tyle godna uwagi, że postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. I to pod każdym względem. Będę konsekwentna i motyw ogórka ozdobi ten tekst jak szydełkowy kołnierzyk letnią suknię. Fakty są takie, że - aczkolwiek ogórki małosolne mam już zakiszone - to na próżno w tym sezonie nadstawiam uszu i wytrzeszczam oczy; ani radio, ani telewizja nie poszukują słynnej paskudy, która w okresie kanikuły rokrocznie gościła w miejscach tajemnych.
Widywana była tu i ówdzie ale - spryciula jedna - złapać się nigdy nie dawała. A szczególnie na gorącym uczynku.

W tym roku, zamiast paskudy letniej sezonowej, mamy Palikota całorocznego i kto żyw, urządza polowanie na ten jedyny w swoim rodzaju egzemplarz. To akurat polowanie nie wymaga posiadania wąsów, strzelby ani nawet szlacheckiego pochodzenia. Na upatrzonego bowiem ławą idzie nagonka z kołatkami, łamiąc krzewy leśne, depcząc uprawy ogórków chłopskich i pokrzykując hu hu! Na wynik poczekać przyjdzie trochę, ale czy go upolują, wypatroszą i skórę rzucą przed kominkiem, to się okaże jesienią. Tyle chyba wystarczy o obowiązkowej letniej paskudzie, która niestety, reguł polowania nie przestrzega i w krzakach się nie chowa.

W tej sytuacji wracać mi trzeba do ogórków, bo to jedyny stały i niezmienny element upalnego lata. Upycham jeden za drugim ciasno do słoja, daję liść chrzanowy, koper, czosnek i
różne różności (tajemnica firmy) na specjalny smaczek. Pozostało zalać solanką. Żeby zalać cokolwiek solanką - trzeba kupić sól. Żeby kupić sól, trzeba mieć parę złotych. Na sól mi wystarczy, ale przecież są i tacy, którym braknie, co stoi jak byk w gazecie napisane: oto staruszkom o zbyt miękkim sercu komornik na lichą emeryturkę wchodzi, bo się biedacy dali podejść: skamlącym dorosłym dzieciom - że im brakuje forsy na lepszy samochód i radosnym oferentom - że nic łatwiejszego, jak pożyczka.

Cwaniactwo, pasożytnictwo i naiwność w jednym stoją domku - można by tak zdiagnozować sytuację, ale przecież żal serce ściska; człowiek stary jest w takiej sytuacji bezbronny. Na służbę przy włoskich czy niemieckich wiedźmach nie pojedzie, na czarno nie zarobi, na plantacji ogórków nie porobi, bo udaru dostanie. Katastrofa.

I tu pojawia się jak na zawołanie perspektywa, stworzona przez kolejnych dobroczyńców, którzy nam na zawołanie forsę w zębach przyniosą i u stóp złożą. Wystarczy zawołać „mam złoto” aby z przytupem zjawił się wesoły amator na nasze precjoza. Nawet połamane lub takie, których nigdy nie nosiliśmy!

Nie nosiliśmy - bo ich nie mieliśmy! To jest właśnie gwóźdź całego interesu oraz nasza niepowtarzalna szansa! Fakt, że nie nosiliśmy złotych świecidełek nie oznacza, że nie możemy ich sprzedać. Wystarczy przypomnieć sobie koleżanki-strojnisie i sprawa załatwiona.

Dlatego, aby zabezpieczyć swoją przyszłość w ogóle, a sól na kolejny sezon ogórkowy szczególnie, dziś w nocy biorę sprawy w swoje ręce.

Drucik przemyślnie wygięty mam w szufladzie z rupieciami, a otwieranie zamków co najmniej raz w życiu każdy na filmie widział. Jutro powiem, jak mi poszło.

Ps. Jeśli ktoś łaskawie i cierpliwie doczytał do końca - dziękuję; upał taki, że mózg się lasuje. Ale przecież mamy sezon i najwyższa pora, pod małosolnego ogórka, poopowiadać trochę głupot.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!