55. edycja Turnieju Czterech Skoczni przeszła do historii, a wraz z nią Olimpijska Skocznia w Ga-Pa która po raz ostatni gościła najlepszych skoczków świata. Kto tym razem zachwycił, a komu nie udało się spełnić oczekiwań swoich i kibiców?

W prestiżowej imprezie, rozgrywanej na niemiecko-austriackich obiektach, bezkonkurencyjny okazał się, debiutujący w niej 21-letni Norweg Anders Jacobsen, do niedawno zarabiający na życie jako hydraulik. Drugi w turniejowej klasyfikacji, siedemnastolatek z Austrii Gregor Schlierenzauer, sprawił sobie doskonały prezent urodzinowy, wygrywając, w obecności 25 tysięcy kibiców, finałowy konkurs w Bischofshofen. Niewykluczone, że zakończony przed dwoma dniami turniej wykreował nowych sportowych bohaterów, którzy przez wiele lat będą rządzić i dzielić na światowych skoczniach. Rozgrywany tradycyjnie na przełomie roku Turniej Czterech Skoczni jak zwykle wzbudził wiele emocji.

BLASKI

Anders Jakobsen i Gregor Schlierenzauer


Norweg i Austriak w obecnym sezonie zadebiutowali w cyklu Pucharu Świata i przebojem wdarli się do czołówki. W swoim pierwszym starcie w Turnieju Czterech Skoczni obaj młodzi zawodnicy wytrzymali ciążącą na nich presję, wywieraną przez kibiców, domagających się kolejnych zwycięstw swoich nowych idoli. Doskonale radzili sobie również z rosnącym zainteresowaniem mediów, pokazując, że nadszedł czas nowych twarzy w światowych skokach narciarskich. Jakobsen zostanie uwieczniony w kronikach, jako trzeci zawodnik w historii (po Finach Riisto Laakonenie i Tonim Nieminenie), który odniósł zwycięstwo w swoim debiutanckim starcie w turnieju

Drużyna Austrii


Sztaby szkoleniowe innych reprezentacji z zazdrością spoglądają w stronę Alexandra Pointnera. Jego podopieczni zdominowali kwalifikacje w Bischofshofen i w komplecie pojawili się na rozbiegu skoczni imienia Paula Ausserleitnera w zawodach kończących niemiecko-austriacki turniej. W konkursie zwyciężył rewelacyjny siedemnastolatek Gregor Schlierenzauer, debiutujący w Turnieju Czterech Skoczni. Młodzi Austriacy bez kompleksów stawali w szranki ze zdobywcami Pucharu Świata. Mario Innauerr, syn znakomitego w przeszłości zawodnika, mistrza olimpijskiego z Lake Placid Toni Innauera oraz jego kolega z drużyny, mający polskie korzenie Arthur Pauli, byli groźni dla najlepszych, a ich wyniki potwierdzają nieuchronne nadejście zmiany pokoleniowej w światowej czołówce. Błyskotliwe występy juniorów uzupełniali doświadczeni skoczkowie: Martin Hoellwarth, Andreas Widhoelzl, Wolfgang Loitzl i Martin Koch. Mistrz Olimpijski z Turynu Thomas Morgenstern oraz wicemistrz Andreas Kofler sygnalizowali, że nadal są głodni sukcesów i podczas zbliżających się mistrzostw świata z pewnością włączą się do walki o medale.

Kamil Stoch


Inauguracyjne skoki Polaka w konkursie w Oberstdorfie pozwoliły mu na zajęcie zaledwie 29. pozycji. Jednak z zawodów na zawody Stoch rozkręcał się coraz bardziej, aż wreszcie na skoczni imienia Paula Ausserleitnera w Bischofshofen udało mu się ukończyć zawody na 9. pozycji, oczko niżej od najlepszego polskiego skoczka Adama Małysza. Dzięki odległości 134,5 m, uzyskanej w drugiej serii konkursu, zdołał awansować aż o siedem miejsc, a skok ten określił jednym z najlepszych w dotychczasowej karierze.

Szwajcarzy


Siła reprezentacji Szwajcarii opiera się na dwóch zawodnikach - dwukrotnym mistrzu olimpijskim z Salt Lake City Simmonie Ammannie i Andreasie Kuettelu. W tym sezonie obaj zaliczają się do czołówki światowej, a po trzecim konkursie, na Bergisel w Innsbrucku, mieli nawet szansę stanąć na najwyższym stopniu podium i dokonać tego, co jeszcze nigdy nie udało się reprezentantom ich kraju - zwyciężyć w Turnieju Czterech Skoczni. Kciuki za rodaków mocno ściskał gość honorowy imprezy Walter Steiner, który podczas swojej bogatej kariery triumfował w Garmisch Partenkirchen (1974 r.) oraz w Bischofshofen (w 1977 r. ). Ostatecznie Ammanowi udało się zająć trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej turnieju, jego kolega z drużyny uplasował się na pozycji piątej. Szwajcarski duet jest niezwykle lubiany przez kibiców skoków narciarskich, a radość, jaką okazują po udanych występach, powiększa i tak liczną już rzeszę ich zwolenników.

Projekt nowej skoczni w Garmisch-Partenkirchen


Skocznia, wybudowana na potrzeby zimowych Igrzysk Olimpijskich, rozgrywanych w Niemczech w 1936 roku, lata świetności ma już dawno za sobą. Ostatnim skoczkiem, który, zgodnie z zapowiedziami organizatorów, miał wybić się z progu obiektu nazywanego „Starą Damą”, był Andreas Goldberger. Jednak z powodu niekorzystnych warunków atmosferycznych, powodujących szybkie pogarszanie się stanu torów najazdowych, Austriak nie otrzymał zezwolenia na oddanie historycznego skoku i tym samym ostatnim zawodnikiem siedzącym na belce Olympia-Schanze został późniejszy triumfator turnieju Anders Jacobsen. Do historii przejdzie również rekord obiektu 129,5 m, ustanowiony przez Adama Małysza 1 stycznia 2001 roku. Kiedy zmodernizowano skocznie w Bischofshofen, Innsbrucku i Oberstdorfie, Olympiaschanze w Ga-Pa pozostawała jedynym reliktem przeszłości. Zgodnie z zapowiedziami głównych projektantów Alfreda Siebera i Hansa-Martina Renna, w ciągu roku, u stóp najwyższego szczytu Niemiec Zugspitze, powstanie nowy, futurystyczny obiekt o wysokości 50 metrów, spełniający wszystkie wymogi Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS). Koszty jego budowy szacowane są na ok. 8-10 milionów euro.

CIENIE

Pogoda


Zwolennicy skoków narciarskich przyzwyczaili się podziwiać zmagania zawodników na przełomie roku w pięknej, zimowej scenerii. Tym razem aura nie okazała się łaskawa i pojawiły się obawy, czy uda się przeprowadzić konkursy w warunkach atmosferycznych, typowych raczej dla jesieni lub wczesnej wiosny. Brano nawet pod uwagę możliwość zastosowania mat igielitowych. Temu pomysłowi zdecydowanie sprzeciwił się dyrektor Pucharu Świata Walter Hofer, mówiąc, że skoki narciarskie są dyscypliną zimową i nie widzi sensu wprowadzania takich innowacji. Na pomoc organizatorom przyszła technika. Śnieg do przygotowania obiektów sprowadzano z wyższych partii gór, rozbieg w Bischofshofen chłodzono ciekłym azotem. Magia jednak jakby nieco uleciała.

Reprezentacja Niemiec


Drużyna dysponująca imponującym, jak na skoki narciarskie, budżetem ok. 1,6 miliona euro nie sprostała oczekiwaniom swoich zwolenników. W 55. edycji Turnieju Czterech Skoczni Niemcy zanotowali najgorszy rezultat w historii startów w tej imprezie. Georg Spaeth, doskonale znający skocznię w Oberstdorfie, gdyż wywodzi się z miejscowego klubu, zaliczył najkrótszy turniej w karierze. Popularny Schorschi nie zdołał przebrnąć przez kwalifikacje do konkursu inauguracyjnego i został wycofany z udziału w imprezie. Powstałej luki nie zdołali wypełnić Christian Ulmer i Maximilian Mechler. Jedynym powodem do radości dla niemieckich fanów były bardzo dobre skoki Martina Schmitta podczas treningów, kwalifikacji oraz konkursu w Garmisch-Partenkirchen, w którym skoczek ze szwarzwaldzkiego Furtwangen zajął ósme miejsce. W kończących turniej zawodach w Bischofshofen reprezentacja naszych zachodnich sąsiadów wystartowała w zaledwie trzyosobowym składzie.

Występy „starej gwardii”


Już inauguracyjne zawody na Erdinger Arena w Oberstdorfie pokazały, że zawodnikom, których nazwiska przez wiele lat widniały na czele listy zwycięzców, będzie bardzo trudno włączyć się do rywalizacji o triumf w całej imprezie. Choć duet ubiegłorocznych zwycięzców, Janne Ahonen i Jakub Janda, z ogromnymi nadziejami przystępował do zawodów, doskonała postawa „młodych wilków” sprawiła, że to oni rozdawali karty w turnieju. Janda, obrońca Pucharu Świata skarży się, że trudno mu przywyknąć do metod pracy nowego trenera reprezentacji Czech Richarda Schallerta. Dobrej formy nie mogą odzyskać Norwegowie, podopieczni fińskiego trenera Miki Kojonkoskiego. Roar Ljoeleksoey zapowiedział, że wraz z zakończeniem tego sezonu pożegna się ze skokami narciarskimi. Cień formy z ubiegłych lat prezentują również skoczkowie słoweńscy.

Japończycy


W sezonie, w którym najważniejszą imprezą dla wszystkich zawodników będą z pewnością mistrzostwa świata w Sapporo, skoczkowie japońscy, gospodarze tej imprezy, nie są w stanie nawiązać walki z czołówką. Trudno oczekiwać, że w ciągu kilku tygodni, które pozostały do ich rozpoczęcia, Kari Yliantila, fiński trener zawodników z Kraju Kwitnącej Wiśni, dokona cudu. W Pucharze Narodów Japończycy plasują się dopiero na jedenastej pozycji. W walce o Kryształową Kulę najlepiej spisuje się Noriaki Kasai, który w dotychczasowym dorobku ma zaledwie 63 oczka, z czego 60 zawdzięcza zajęciu trzeciego miejsca w loteryjnym noworocznym konkursie w Garmisch-Partenkirchen. Sam zawodnik przyznał, że trafił na doskonałe warunki atmosferyczne, które, dzięki swojemu ogromnemu doświadczeniu, potrafił wykorzystać. Daiki Ito, rekordzista skoczni w Bischofshofen, nie zdołał tej zimy zdobyć ani jednego punktu do klasyfikacji Pucharu Świata.

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!