W wynikach sondy pt. "Prezydent Kaczyński udał się z misją pokojową do Gruzji" przeważają głosy przeciw pomocy, przy czym rzecz jasna nie chodzi tu o pomoc humanitarną dla ludności.

Mógłby ktoś powiedzieć, że przeciwnicy pomocy dla Gruzji, w rozumieniu naszego prezydenta są tchórzami, bo wedle pięknego występu na lotnisku - pan prezydent tchórzem nie jest i - pełen bojowego zapału - strachu nijakiego nie odczuwa.

Po obejrzeniu sceny, którą kamera objęła na nieco szerszym od pleców prezydenta planie - zrozumiałam wreszcie, dlaczego nasz prezydent niczego się nie boi. Ja bym się też nie bała, mając opodal masywne body pana Kamińskiego.
Dziury dla suflera na lotnisku nie ma, z konieczności więc doradca doskakuje z tekstem, po lewicy w niejakim oddaleniu stojąc. Wreszcie na własne oczy ujrzałam prezydenckiego suflera w akcji, aczkolwiek na przykład suflera Solskiego nie widziałam nigdy (za młoda byłam na bywanie w teatrum. Siedział w dziurze i grał, na mokre portki wielkiego histriona nie bacząc).

Ciąg dalszy bojowych wystąpień pana prezydenta miał miejsce w Gruzji, na wiecu. Towarzyszące głowy kiwały w milczącym potakiwaniu, nie przesadzając jednak w przekrzykiwaniu się wzajemnym na Rusków, zapewne z braku osobistych suflerów.
Twardy, bezkompromisowy okrzyk: "Rosja uważa, że dawne czasy upadłego niecałe 20 lat temu imperium wracają, że znów dominacja będzie cechą tego regionu. Nie będzie!" ucieszył zebranych pod wodzą ichniejszego wodza, co nie znaczy, że okrzyki te miały istotny wpływ na załatwienie konfliktu jako takiego.

Ponieważ to prezydent Francji, Sarkozy, działający w imieniu UE - jak donosi prasa -
"...nie chce drażnić Kremla. Starał się o to również jego szef dyplomacji, Bernard Kouchner, w czasie zakończonej właśnie misji w Tbilisi i Moskwie. Podobne jest stanowisko premiera Włoch Silvio Berlusconiego i kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, która już w piątek ma spotkać się z Miedwiediewem w Soczi."

Równolegle do poważnych rozmów, mających zakończyć konflikt lokalny i uniknięcie fatalnych skutków dla całej Europy - nasz prezydent wykrzykuje: - "Jesteśmy tu po to, żeby podjąć walkę..."
Przypuszczam, że głównym powodem tej teatralnej walki, obok wrodzonej rusofobii, jest zwyczajnie propaganda wyborcza pana prezydenta, który zdążył zasmakować w przywilejach, tak pięknie opiewanych w balladzie "cysorz to mo klawe życie".

Wszak obok rezydencji na Helu i innych zasłoniętych przed oczami narodu przyjemności - ma obok siebie suflera. Ten ma pozycję znacznie trudniejszą i więcej do stracenia, więc na panu prezydencie mu zależy jak mało komu. Bez głównego aktora bowiem, któremu można podpowiadać bezkarnie - zamieni się w zakalec. Całkiem, jak gwałtownie potraktowany suflet. A zakalce - no cóż, znałam takich co je lubią, ale to już zupełne dziwactwo.

Wracając do bojowych okrzyków - rodzi się obawa, że upragnioną walkę na nieprzewidzianym froncie, podjąć pan prezydent będzie musiał (a my z nim) w zależności od poczucia humoru władz Rosji, które to władze nigdy do wesołków nie należały.
Obym się myliła!
Okrzykiem tym wyrażam życzenia wszelkiej pomyślności dla naszego zwierzchnika sił zbrojnych, oraz podpowiadaczy jego.
A przede wszystkim dla siebie i wszystkich przytomnie myślących "kaczofobów".

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!