(© Andrzej Wiktor/Polskapresse)

- Dzisiaj dziennikarzom jest trudniej - przyznaje Bogdan Rymanowski. On rozpoczynał karierę na początku lat 80. kiedy dla wielu otworzyły się drzwi do zawodu. Nigdy nie przekroczyłby ich progu gdyby nie wyrozumiała matematyczka.

Matematyka nigdy nie była jego mocną stroną. Interesowały go raczej przedmioty humanistyczne: język polski, historia, wiedza o społeczeństwie. Do dzisiaj jest wdzięczny swojej nauczycielce matematyki z liceum, że przymykała oko na jego złe stopnie i pozwoliła mu ukończyć szkołę średnią. - W przeciwnym razie na pewno nie dostałbym się na studia- przyznaje.

Trafił na odpowiedni moment


Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ale planów na przyszłość miał wiele. Prawnik, dziennikarz, komentator sportowy. Zawsze interesował się piłką nożną. Kibicował Wiśle Kraków po przeprowadzce do stolicy także warszawskiej Legii.

Ostatecznie wybrał zawód dziennikarza. Przyznaje, że trafił na dobry moment. Początek lat 80 zmiana generacji. Poszukiwano młodych dziennikarzy. W latach 90 jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać rozgłośnie radiowe. To tam rozpoczął dziennikarską przygodę. Najpierw w redakcji Radia Kraków potem w RMF FM.

To nie tylko zawód


Dziennikarstwo to dla Bogdana Rymanowskiego przede wszystkim ogromna pasja. I dlatego nie przeszkadza mu, że w pracy jest cały czas. - To nie tylko kilkanaście minut w programie telewizyjnym- przyznaje. Na bieżąco musi śledzić wydarzenia na świecie. Stwierdza, że gdyby nie był dziennikarzem, nie miałby telewizora. To pożeracz czasu. Dla niego jednak przede wszystkim narzędzie pracy. Czasem łapie się na tym, że po powrocie z urlopu jest niedoinformowany. Zdarzało mu się, że gość programu wspominał o faktach, które nie były mu znane. Co robi w takiej sytuacji? - Zmieniam temat- śmieje się.

Być w centrum wydarzeń


Tak naprawdę nawet urlop nie daje dziennikarzowi gwarancji odpoczynku od pracy. Bogdan Rymanowski wspomina rok, w którym zmarł papież Jan Paweł II. Spędzał wakacje z rodziną i znajomymi w Alpach, kiedy otrzymał informację o krytycznym stanie zdrowia papieża. Był akurat najbliżej Watykanu, więc wsiadł w samochód i ruszył w kierunku Rzymu. Po drodze zdobywał najważniejsze wiadomości, które mógłby przekazać na wizji. Takie momenty najbardziej ceni w swoim zawodzie. - Mogę być w miejscu, na które patrzy cały świat – mówi.

Wpuścić polityka w zasadzkę


Częściej można go jednak zobaczyć w porannym programie „Jeden na jeden” i niedzielnej „Kawie na ławę” emitowanych w TVN24. Przyznaje, że często niełatwo namówić polityka na udział w programie. Są bardzo różni. Nieśmiali lub kłótliwi, rozmowni albo zamknięci w sobie. W przypadku problemów z zaproszeniem czasem musi uciec się do fortelu. Kiedyś po długich pertraktacjach obiecał pewnemu ministrowi, że rozmowie na niewygodny dla niego temat poświęci zaledwie kilka minut. Na wizji stało się jednak zupełnie inaczej. Polityk wyszedł obrażony w przerwie. Obrazą nie należy się szczególnie przejmować. Zazwyczaj nie trwa długo. - Media to współczesna arena gladiatorów-polityków- przyznaje Rymanowski. Wiedzą oni, że istnieją dzięki dziennikarzom.

Trudne pytania


Zawsze spokojny i wyważony panuje nad sytuacją w studio. Szczególnie w tym ostatnim programie, do którego zaprasza polityków różnych ugrupowań, wdających się często w żarliwą dyskusję. Jak mu się udaje zaprowadzić porządek? Każdego staram się traktować tak samo- mówi. Czasem łagodzi napiętą atmosferę podczas przerw. Taktownie, ale stanowczo wycisza rozemocjonowanych gości. - Albo się uspokoicie albo kończę program- zdarza mu się mówić w takich sytuacjach.

Nie boi się zadawać niewygodnych pytań. Kiedy zbierał materiał do filmu „Szpieg” o agencie wywiadu PRL Marianie Zacharskim główny bohater urażony pytaniami niemal nie przerwał współpracy. - Wytłumaczyłem mu wtedy, że te słowa po prostu musiały paść - mówi Rymanowski. Ostrożnością i czujnością musiał wykazać się także podczas wywiadu z bohaterem swojej publikacji „UBEK wina i skrucha”. - Jak miałem rozmawiać z człowiekiem, który całe życie kłamał?- zastanawia się. Bał się, że zostanie z manipulowany. Gdyby nie zaufanie jakim obdarzył rozmówcę, książka pewnie by nie powstała. Uwierzył, że ten człowiek chce się zmienić, oczyścić. - Zrozumiałem, że mówienie nieprawdy nie przyniesie mu żadnej korzyści- mówi Rymanowski.

Dżentelmen w każdym calu


W studio znacznie trudniej mu rozmawiać z kobietami. Nie potrafi ich przyprzeć do muru, wyciągnąć satysfakcjonującej go odpowiedzi. Mam opory w takim traktowaniu kobiety- mówi. Jak na prawdziwego dżentelmena przystało. Taki tytuł przyznał mu zresztą w 2005r. miesięcznik „Gentleman”. Patent na dżentelmena? - Trzeba być po prostu dobrze wychowanym- stwierdza.

Bogdan Rymanowski 24 września gościł w Zespole Szkół Ekonomicznych w Złotowie, gdzie opowiadał o początkach kariery, pracy i swoich zainteresowaniach.

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!