Dwóch różnych ludzi, dwa krańce Ameryki, dwie złożone osobowości, ale jedna rzecz wspólna - obydwaj sięgnęli po broń i zamordowali bezbronnych cywili. W ciągu ostatnich dni w USA doszło do dwóch strzelanin.

6 listopada, Orlando (Floryda). Do 16-piętrowego budynku w centrum miasta wchodzi 40-letni biały mężczyzna. Pracownicy biura architektonicznego "Reynolds, Smith and Hills" rozpoznali go jako byłego współpracownika. Jason Roriguez wyciągnął zza koszuli pistolet i otworzył ogień. Ofiarą śmiertelną okazał się Otis Beckford (26 lat), który został zamordowany obok biurka recepcjonisty w biurze. Potem oprawca wszedł do biura i strzelając dookoła ranił pięć innych osób. Na miejscu błyskawicznie pojawiają się służby ratunkowe, w tym policja. Wokół biurowca zapanował chaos, nikt nie wiedział ile jest ofiar oraz gdzie jest sprawca strzelaniny. Policja szybko ustaliła, że strzelec uciekł z miejsca zdarzenia i rozpoczęła poszukiwania. Został złapany w domu matki, gdzie się ukrył przed ścigającymi go siłami porządkowymi. Oddał się w ręce wymiaru sprawiedliwości bez sprzeciwu. Bilans strzelaniny: jedna ofiara śmiertelna (Otis Beckford) i pięciu rannych (Gregory Hornsbeck, Ferrell Hickson, Guy Lugenbeel, Edward Severino i Keyondra Harrison).

5 listopada, baza Frot Hood (Teksas). 39-letni major jordańskiego pochodzenia, Malik Nadal Hasan w małym sklepie 7-Eleven w miejscowości, w której mieszkał zamówił kawę, jak każdego dnia. Zostaje uchwycony przez kamerę ochrony. Następnie wchodzi na teren największej w USA bazy wojskowej i otwiera ogień do kolegów z pracy. Strzela z dwóch rodzajów broni krótkiej, w tym półautomatycznej. Morduje z "zimną krwią" i niezwykłą systematycznością. Wg świadków zachowywał się jakby wykonywał egzekucję. Trafieni żołnierze mimo przebywania w bazie wojskowej nie mieli przy sobie broni. Nie mieli żadnej szansy ochrony przed strzelcem. Zamachowiec zostaje cztery razy trafiony przez kule gwardii narodowej oraz unieszkodliwiony. Obecnie leży nieprzytomny pod respiratorem. Bilans strzelaniny: 13 zabitych (Justin M. DeCrow, John Gaffaney, Jason Dean Hunt, Amy Krueger, Aaron Thomas Nemelka, Michael Pearson, Russell Seager, Francheska Velez, Juanita Warman i Kham Xiong) oraz 30 rannych.

Dwa dni przyniosły dwie tragiczne strzelaniny. Wczoraj zabijał zwolniony dwa lata temu jak sam powiedział "bez powodu" z pracy, zadłużony na 90 tys. dolarów oraz sfrustrowany Jason Rodriguez. Dziś na konferencji prasowej obrońca oprawcy z urzędu miał powiedzieć, że sprawca jest "bardzo, bardzo chory psychicznie". Natomiast dwa dni temu zamachowcem był przerażony myślą o wyjeździe do Afganistanu major Malik Nadal Hasan. Skierowany do Fort Hood, z powodu niskich zdolności psychologicznych, z Waszyngtonu, gdzie pomagał weteranom z Iraku. Otwarcie w internecie usprawiedliwiał działania arabskich zamachowców-samobójców. Pierwszy zabijał "bo miał długi" a motywy drugiego na razie nie są znane.

Co łączy obu sprawców ? To, że sięgnięcie po broń uznali za jedyne rozwiązanie własnych problemów. Potrzebowali rozładowania emocji, odegrania się na społeczeństwie za ich niepowodzenia. I co z tego, że zabili niewinnych ludzi - liczy się satysfakcja, której prawdopodobnie nigdy nie doznają. Ci, którzy spodziewają się kolejnej debaty nt. ograniczenia w Stanach Zjednoczonych dostępu do broni palnej muszą szybko o tym zapomnieć. Nawet większe tragedie (Virginia Tech) nie poruszyły osób mogących zmienić prawo USA, tak aby przynajmniej ograniczyć dostęp do broni palnej dla osób mogących stanowić zagrożenie dla społeczeństwa.

Najlepszym podsumowaniem artykułu są słowa dr. Parka Dietza:


Źródło:
gazeta.pl
wyborcza.pl

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!