Tytuł opowieści biograficznej o poecie, satyryku, bajkopisarzu, prawniku w osobie Jana Lesmana „Brzechwa nie dla dzieci” Mariusza Urbanka jest parafrazą znanej serii „Brzechwa dzieciom”.

Jarosław Iwaszkiewicz wyznawał: „Okropnie lubię podróżować z Janem Brzechwą”. I dodawał: „Pogodny jego humor, spokojny sposób bycia, a przy tym umiejętność i wspominania, i konwersacji – sprzyjają wytworzeniu takiej atmosfery, która zaciera przykrości, a podkreśla dodatnie strony podróży i reprezentacji”. Wrażeń podobnych doznaje czytelnik, sięgający po książkę Mariusza Urbanka Brzechwa nie dla dzieci, bo zapewnia mu ona wyjątkowo sympatyczne towarzystwo. Bez trudu wchodzi więc w tok tej opowieści, podobnie jak w poprzedniej pracy autora o Władysławie Broniewskim, napisanej równie ciekawie, iskrzącej humorem, obfitującej w interesujące szczegóły i anegdoty.

Wydana nakładem Iskier biografia Jana Brzechwy opowiada nie tylko o nim jako o pisarzu, lecz odsłania inne jego zatrudnienia nieznane bliżej ogółowi. Mariusz Urbanek poprzez intrygujący tytuł, sugerujący treści nieprzeznaczone dla umysłów niedojrzałych, kładzie nacisk na te właśnie inne role w życiu pisarza dla dzieci. Okazuje się bowiem, że bajkopisarz był przede wszystkim wziętym prawnikiem, współtwórcą polskiego prawa autorskiego, a także jednym z założycieli ZAiKS-u i jego długoletnim prezesem. Brzechwa był też świetnym satyrykiem. Złożony, wielowymiarowy wizerunek ukazany został na burzliwym tle historycznym dwudziestolecia, II wojny światowej i okresu PRL-u. Autor umiejętnie zweryfikował i wykorzystał liczne dokumenty, wywiady, wspomnienia bliskich, przyjaciół, w tym też autobiograficzne motywy powieści Brzechwy Gdy dojrzewa owoc.

Mimo formy przeczącej tytuł książki w gruncie rzeczy akcentuje największe osiągnięcie Brzechwy, któremu zawdzięcza swą nieśmiertelność. Jest odwołaniem do legendarnego tytułu Brzechwa dzieciom, pod którym od lat ukazują się wiersze Brzechwy. Jest też echem tytułu innej publikacji, przywołującej twórczość Brzechwy kierowaną do dojrzałego odbiorcy - Brzechwa dla dorosłych (2006). Wiersze dla dzieci po dziś rozbrzmiewają nie tylko w przedszkolach i domach rodzinnych, ale także na ulicy. Barwne dzieje Pchły szachrajki, Lisa Witalisa, Ptasiego radia podbijają dziecięce serca. Najlepszym antidotum na wadliwe zachowania staje się recytacja historyjek o niepoprawnych bohaterach – samochwale, leniu, kłamczuchu. Lotne rymy Na wyspach Bergamutach, rozpowszechnionych muzycznie za sprawą filmowej Akademii Pana Kleksa, usłyszeć można na ulicach miast (czego onegdaj byłam świadkiem).

Niewątpliwie najciekawszymi wątkami biografii Urbanka jest przedstawienie okoliczności powstania utworów, doskonale znanych kolejnym pokoleniom, jak zdumiewający fakt, że pierwsze bajki napisał Brzechwa dopiero dobiegając czterdziestki, a Akademię Pana Kleksa, prototyp cyklu powieści o Harrym Potterze, w okresie okupacji. Jednak interesujące są też kulisy mniej znanych utworów, bo dopełniają nieznany z reguły obraz twórcy, o którego biografię w zasadzie nie pyta żaden czytelnik w wieku dziecięcym. Opis losów i rozwoju osobowości twórczej, debiutującej w 1916 r. wierszem ku czci Henryka Sienkiewicza, następnie usiłującej zdobyć uznanie starszego sławnego kuzyna Bolesława Leśmiana, zaskakuje i skłania do zastanowienia nad tajemnicą ludzkiego talentu.

Książka przedstawia też jego bogate życie emocjonalne, któremu zawdzięczał istotne zwroty w swojej biografii. Dopełnieniem opowieści Urbanka jest nie tylko kalendarium żywota twórcy, ale i przeprowadzony przez autora i dołączony do wydania wywiad z córką poety, Krystyną Brzechwą, malarką. Ujmuje on w pigułce zasadnicze rysy bajkopisarza, chociaż jest to spojrzenie subiektywne, poprzedzone trudnymi doświadczeniami artystki, która nie miała szansy wychowywać się pod jego okiem. W gruncie rzeczy z książki wyłania się zagadkowy portret Brzechwy, który nie interesował się swoją jedyną córką, ale jednocześnie kochał dzieci i umiał zdobywać ich serca.

Mariusz Urbanek przypomina, że scenarzyści serialu Ranczo nie bez powodu w jednym z odcinków zarysowali satyryczną scenkę, w której na wniosek wójta gminy Wilkowyje Lucy Wilskiej, by gmina fundowała każdej rodzinie po narodzinach dziecka bajki Brzechwy, by od najmłodszych lat móc krzewić czytelnictwo i powstrzymywać poszerzający się współcześnie analfabetyzm, radni protestują, czym wywołują jej głębokie zdumienie. Scena jest odbiciem sporu i awantur wokół akcji eliminowania Brzechwy z kręgu polskiej kultury, szerokiego zjawiska, obejmującego nie tylko rugowanie z podręczników, ale i z patronatu ulic, szkół. Zarysem burzy, jaka rozpętała się u progu XXI w., autor biografii kończy swoją opowieść, ale zarazem i otwiera dyskusję na temat ważny i wciąż żywy, powracający jak bumerang i budzący kontrowersje ze względu na absurdalność ksenofobicznych zachowań.

Jako świadectwo faktu, że problem determinuje szerokie grono ludzi, Urbanek przedstawia intrygujące dzieje pewnego felietonu, który skupił uwagę internautów. Prowokacyjny tekst Precz z Brzechwą, opublikowany w miesięczniku „Odra”, pogłębił absurdalność inkwizytorskich postulatów Ligii Polskich Rodzin o skreślenie Brzechwy z listy lektur i usunięcia z grona patronów. Rychło trafił na stronę portalu Onet.pl, gdzie wywołał stale rozwijającą się dyskusję, będącą diagnozą społecznych nastrojów. Stała się ona podstawą do wysnucia i zaprezentowania w książce wniosków, które warto rozpowszechnić.

Mariusz Urbanek, Brzechwa nie dla dzieci, Wydawnictwo ISKRY, Warszawa 2013, s. 354.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!