Dziś jeszcze chińska waluta pozostaje w pozycji skromnego kmiota, ale szybko rośnie w gospodarczych obrotach. Za 10 lat dzisiejszy dolar może pójść won i na światowych rynkach chiński juan wskoczy na tron.

Od dziesiątków lat w światowej gospodarce finansowej panuje niepodzielnie zielony dolar. Ten światowy amerykański pieniądz może wkrótce skończyć niepodzielne panowanie. Na czoło peletonu wysuwa się chiński juan. Władze Państwa Środka czynią wiele dla liberalizacji zasad obrotu swoją walutą. Eksperci przewidują, że za 10 lat 15 proc. światowych rezerw walutowych, będzie denominowanych w juanie. Media donoszą, iż Japonia, Korea, Chile chcą już teraz mieć juana w swoich rezerwach. Rzecz ciekawa, także w polskim NBP kilka lat temu dyskutowano, o kupowaniu juanów.

A jak jest w Europie? Podobno Europejczycy wolą kupować towary w euro. Zwyczaj ten chcą przeciąć Chińczycy. Widać to po tym, jak chińskie firmy przenoszą produkcję do Europy. Tymczasem w polskim BRE Banku z niemieckim udziałowcem (70 proc. udziałów) otwarto nowe konto walutowe. Rozliczenia są właśnie w chińskim juanie.

Tradycyjnie ostatniego dnia grudnia 2011, decydowało się w pewnych gremiach, po jakim kursie Polska będzie przeliczać dług publiczny. Fachowcy robią to, przeliczając polskie zadłużenie w euro, na naszego złotego. Z tego względu im słabszy złoty, tym dług państwa większy. A im większy dług - tym bardziej rośnie ryzyko przekroczenia groźnego progu ostrożności, który w Polsce zgodnie z Konstytucją wynosi 55 proc. PKB. Przekroczenie 55 proc. PKB oznaczałoby, że rząd musi m.in. podnieść stawki podatku VAT i zlikwidować ulgi PIT.

Z tych powodów były przypuszczenia, że może nastąpić gwałtowny atak spekulantów na polską walutę, w celu jej osłabienia. Podobno spekulanci wiedzieli, że NBP nie pozwoli na dużą obniżkę. W końcu, choć nie było zagrożenia, że przekroczymy niebezpieczny próg 55 proc., NBP jako bank centralny, jak nigdy dotąd opóźniał publikację kursu złotego. Ostatecznie podał go kilkadziesiąt minut później niż zwykle.

Dla takich celów, dla zabezpieczania polskich interesów przed atakami spekulantów finansowych, bardzo ważne jest i wręcz konieczne utrzymywanie na dużym poziomie rezerw walutowych. Według ekspertów, na co dzień rezerwy walutowe służą celom regulacyjnym ryku. Konkretnie służą temu, żeby zmniejszać skutki odpływu kapitału, lub znaczne przewyższanie eksportu przez import. Duże rezerwy w praktyce płatniczej dają gwarancję, że nagle na rynku nie zabraknie dewiz, którymi np. polskie firmy płacą swoim zagranicznym kontrahentom. Dla ekspertów i analityków, kraj o dużych rezerwach, postrzegany jest jako stabilny.

Aktualnie u nas (również na świecie) główną walutą rezerwową pozostaje dolar. Ale za 10 lat – zdaniem ekonomistów – może dojść do wielkiego przetasowania w światowym systemie rezerw walutowych. Takie opinie padają coraz głośniej z ust coraz więcej liczby ekonomistów, w tym także amerykańskich. Barry Eichengreen z Uniwersytetu Kalifornijskiego (USA) uważa, że w ciągu bieżącej dekady rola chińskiego juana gwałtownie wzrośnie i za 10 lat 15 proc. światowych rezerw walutowych, pozostanie właśnie w chińskiej walucie. Dla porównania - obecnie nie jest to nawet promil. A jednocześnie zmniejszy się zapotrzebowanie na dolary i euro.

Jakie są podstawy tych prognoz? Otóż prognozy wynikają z obserwacji rosnącej roli chińskiej gospodarki. W 2011 roku Chiny wyprzedziły Japonię i stały się drugą po USA pod względem wielkości gospodarką na świecie. Wciąż jednak juan Państwa Środka nie odgrywa znaczącej roli w wymianie międzynarodowej. Dzienny obrót juanem na rynkach stanowi zaledwie 0,9 proc. i jest tylko 0,1 pkt proc. większy niż wartość obrotu na polskim złotym. Liderem światowym, z 85-procentowym udziałem, wciąż pozostaje amerykański dolar. Drugie miejsce zajmuje euro - 39 proc., a trzecie japoński jen z obrotami rzędu 19 procent.

Według analityków i ekonomistów, zanim banki centralne zaczną gromadzić juana, najpierw Chiny muszą zliberalizować drakońskie zasady obrotu swoją walutą. O skomplikowanych warunkach obrotu juanem przekonują się polscy turyści, którzy jeżdżą na wycieczki do Chin i nasze firmy, które coraz częściej handlują z Chinami.

Władze w Pekinie dobrze znają problemy wymiany juana. Toteż stopniowo od kilku lat liberalizują zasady obrotu swoją walutą. Według niektórych – robią to w niespotykanie szybkom tempie. Dla przykładu: w 2010 roku otwarto w Hongkongu rynek kasowy z juanem. Tam transakcje w juanie można rozliczać na zasadzie "Tu i teraz". W sierpniu 2011 roku władze w Pekinie pozwoliły zagranicznym firmom rozliczać kontrakty w juanach w każdej prowincji Chin. Rektor prestiżowego, m.in. w świecie finansów Uniwersytetu Yale w USA, podczas forum ekonomicznego w Davos w 2012 powiedział, że jego zdaniem za 8 lat, tj. w 2020 r. juan będzie całkiem wymienialną walutą.

Tak jakby, idąc w ślady tej obiecującej profesorskiej prognozy, w połowie stycznia 2012 roku, w trakcie wizyty w Hongkongu angielski minister finansów, George Osborne, podpisał umowę w sprawie uruchomiania w londyńskim City, największego poza Chinami centrum obrotu chińską walutą - juanem.

Stanisław Cybruch

Rozpoczął się konkurs Dziennikarz obywatelski 2011 Roku.
Zgłoś swój materiał! Zostań najlepszym dziennikarzem 2011 roku. Wygraj jedną z ośmiu zagranicznych wycieczek.

Portfel

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!