- Jeśli ktoś mówi, że mamy wolne media, to ja odpowiadam, że to bajka - tymi słowami ponad rok temu skwitował sytuację rynku medialnego w Polsce Jarosław Kaczyński. Jego zdanie podziela międzynarodowa organizacja zajmująca się wolnością prasy Reporterzy bez granic. Zdaje się jednak, że Kaczyński i „Reporterzy” rozumieją to zupełnie inaczej.

Polska w rankingu zajmuje najbardziej odległe miejsce spośród wszystkich państw Unii Europejskiej – 56. Oprócz krajów unijnych, poza pięćdziesiątką znajduje się jeszcze Bułgaria (51). Warunki pracy dziennikarzy w Polsce porównywalne są do tych, które panują w Ekwadorze. Chodzi między innymi o to, że są ścigani za przestępstwa prasowe oraz dostają kary pozbawienia wolności w zawieszeniu. Organizacja zauważa, że warunki w Polsce pogorszyły się wraz z objęciem władzy przez braci Kaczyńskich. Nie posuwa się do tak radykalnego stwierdzenia jak premier, ale już od dwóch lat daje nam wyraźne sygnały, że coś złego się dzieje.

W większości krajów normalne jest, że media interesują się tym, co robią politycy. Premier Kaczyński jednak nie lubił mediów. Szczególna antypatią darzył „Gazetę Wyborczą”. Insynuował, że gazety, które mają niemieckich właścicieli nie są w pełni obiektywne. Niejako na drugim biegunie znajdowały się media ojca Rydzyka, które zostały nawet nagrodzone za lojalność wyłącznością na transmitowanie podpisania paktu stabilizacyjnego przez PiS i jego przyszłych koalicjantów.

Dziennikarze wielokrotnie dostawali sygnały, że władza ich nie lubi. A to prezydent nazwał kogoś „małpą w czerwonym”, a to Ludwik Dorn obdarzył „ścierwojadami”. Jacek Kurski obraził się na twórców programu „Teraz my”, a Andrzej Lepper chciał Andrzejowi Morozowskiemu przyłożyć „w papę”. Wprawdzie potem się z tego wytłumaczył, ale niesmak pozostał.

Nie do końca jednak wiadomo, jak premier Kaczyński rozumiał pojęcie "wolne media" . Znaczący wpływ na to, co jest w nich ukazywane miał PiS tylko w Telewizji Publicznej, gdzie najpierw osadził w roli prezesa Bronisława Wildsteina, a potem byłego pracownika Kancelarii Prezydenta, Andrzeja Urbańskiego. Jednak TVP nie udało się do końca opanować. Tuż przed przedterminowymi wyborami z prowadzenia Wiadomości została zwolniona Dorota Wysocka. Oficjalnie, z powodu chęci wprowadzenia nowych twarzy, nieoficjalnie mówi się, że sprzeciwiła się szefowej Agencji Informacji – Patrycji Koteckiej. Wyemitowała materiał o kampanii wyborczej PO. W konflikt z nią wchodzili też inni pracownicy „Wiadomości”, m. in. wtedy, gdy Kotecka chciała zablokować ukazanie się materiału dotyczącego akcji policji przeciw pielęgniarkom.

Na sam koniec kadencji wyrafinowany prezent sprawił przedstawicielom mediów Ludwik Dorn. 26 października zorganizował w restauracji sejmowej swoje pożegnanie z dziennikarzami. Spóźniał się na nie, więc oni zrezygnowali z tego spotkania. Zapowiadanej przez niego „miłej niespodzianki” w zasadzie nie miał przed kim ogłaszać. Ale i tak do tego doszło. Otóż z dniem 1 listopada dziennikarzom zostały cofnięte pewne uprawnienia. Nie mogą wchodzić do sejmowej restauracji i w kuluary bez zezwolenia szefa Biura Prasowego. Dlaczego to zrobił? Pierwsze, co się nasuwa, to, że chciał się zemścić (to takie ludzkie). Innego wytłumaczenia osobiście nie znajduję. Za rok na pewno odniosą się do tego autorzy kolejnego raportu dotyczącego wolności prasy. I nie przysporzy to nam dodatkowych punktów.

Zmienia się władza. Może i zmieni się sposób traktowania dziennikarzy.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!