Wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej mamy już w zasięgu ręki, w czym niewątpliwe zasługi przypadną Polonii amerykańskiej, do której udał się sam Macierewicz i bardzo słusznie.

Ostatecznie kto ma pomagać, jak nie właściciele dolarów? Zawsze tak było, że zielone pomagały na wszystko i nie ma powodu niczego zmieniać.

W kraju pozostał prezes Jarosław K., który nigdzie latać nie musi, bo sam z siebie potrafi myśleć i socjotechnicznie przemawiać tak, aby miejscowy ciemny lud kupił. To co prezes powie, a najwierniejsi z wiernych powtarzać będą jako prawdy objawione do każdej kamery.

W ostatnich dniach, między pisaniem listów do członków swojej partii, wywalaniem Migalskiego, który mimo zapewnień o wielkim uznaniu dla najjaśniejszego rozumu nie wymigał się od kopa, a zaprowadzaniem totalnej dyscypliny w rozmiękłych szeregach, zdradził był prezes jakby mimochodem i z cała swoją skromnością, znajomość konstrukcji samolotów. A szczególnie ruskiego tupolewa.

Tak się dobrze składa, że ja na tupolewach znam się równie dobrze jak prezes, wobec czego w ramach socjotechnicznego poparcia prezesa uzupełnię te skromne wiadomości, aby ludzie dokładnie wiedzieli, jak to naprawdę jest.

I tak: ponieważ tupolew jest (jak wyjawił prezes) przerobionym bombowcem, wyjaśnić należy, że przeróbki takiej dokonuje się ciągnąc bombowiec za ogon dopóty, aż się z bombiastego zrobi taki więcej podługowaty. Wtedy do środka wstawia się fotele bujane, aby pasażerowie bujając w obłokach, bujali się tym bardziej. Następnym etapem przeróbki bombowca jest doklejenie mu skrzydeł ze stali hartowanej, nierdzewnej o zaostrzonych krawędziach. Wiadomo bowiem, że jak taki tupolew poleci w ruskie lasy, to brzozy powinien ścinać symetrycznie, żeby się na jednej nie wykopyrtnąć do góry kołami. O kołach też prezes mówił, że powinny zaryć w błocie, hamując gwałtownie acz skutecznie, co należy rozumieć, że brat brata ocalałby na pewno.

Ja bym tu na podstawie znanych mi praw fizyki (nie umniejszając w niczym wiedzy prezesa) dodała, że przeróbka bombowca na tupolewa powinna uwzględniać inny rodzaj podwozia.
Zamiast kół - nowoczesna, elastyczna, podpatrzona w naturze konstrukcja zwana „kaczą łapą” dałaby możliwość hamowania, zarycia w błocie, trzęsawisku, czy nawet w wodzie gdyby
ruskie zamiast rozpylać mgłę - nalały wody po samą szyję.

Jeśli ktokolwiek po moich wyjaśnieniach miał jeszcze wątpliwości natury technicznej, odsyłam do dyskusji na jednym z forów, gdzie znajdujemy sytuację analogiczną, aczkolwiek nie uskrzydloną:
- Pomóżcie! Pisze ~blondi. Kupiłam dzisiaj samochód z komisu i nie wiem po czym poznać, czy to dizel, czy benzyniak?!
- Jak samochód robi brum brum to jest benzyniak a jak kle kle to ropniak.
A jeśli robi brum i kle - śmiało lej gaz - odpowiada jej ~doświadczony kierowca.

Sądzę, że tym optymistycznym przykładem bezinteresownego wyjaśnienia blondynce różnic między rodzajami samochodów, przekonałam chyba już wszystkich, że popieram prezesa, bo prezes się zna na wszystkim najlepiej i zawsze ma rację.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!