Gdyby Mariusz Szczygieł nie był powszechnie znanym, zdeklarowanym czechofilem, to każdy, kto przeczytałby jego najnowszą książkę "Zrób sobie raj", nie miałby żadnych wątpliwości co do fascynacji dziennikarza naszymi południowymi sąsiadami.

Niemal z każdego zdania zamieszczonego w książce "Zrób sobie raj" przenika ogromna sympatia, tkliwość, wręcz czułość do Czech i Czechów. Trudno zakwalifikować najnowsze wydawnictwo Mariusza Szczygła do określonego gatunku. Stanowi ona taki swoisty "czeski" miszmasz: esej miesza się z reportażem, felietonem, a czasem i wywiadem. Jest dokładnie tak, jak pisze autor w rozdziale "Zamiast wstępu": książka "nie jest kompetentnym przewodnikiem ani po kulturze czeskiej, ani po Czechach. Nie jest obiektywna. Nie rości sobie pretensji do niczego (...). Jest to książka o sympatii przedstawiciela jednego kraju do innego kraju". Choć ja nazwałbym pracę Szczygła przewodnikiem po czeskiej mentalności, jakże różnej od naszej.

A poznajemy ją podczas spotkań autora z ludźmi niezwykłymi, takimi jak twórca poezji rozpaczliwej, filozof Zbynek Fiser znany także jako Egon Bondy, pisarz Pavel Kohout, tłumaczka Helena Teigova, rzeźbiarz David Cerny, ale także z osobami zwyczajnymi: wierzącym policjantem, Haliną Pawlowską, najzabawniejszą kobietą w Republice Czeskiej czy Davidem Perli, informatykiem - katolikiem.

Jakim zatem narodem są Czesi? To ludzie, jak ich przedstawia Mariusz Szczygieł, o gołębim sercu, rzadko podnoszący głos, zachowujący zaufanie do świata. Są pragmatyczni, nie znają tabu, nie lubią i nie przyjmują niczego, co ich przerasta, stąd bohaterami są dla nich hokeiści, którzy pokonali Rosję 1:0, a nie zabójcy "Archanioła Zła", bliskiego współpracownika Hitlera, Reinharda Heydricha (genialna jest rozmowa na ten temat Mariusza Szczygła ze spotkanym w lokalu "Pod Spadochroniarzami" taksówkarzem). Przede wszystkim jednak nie potrafią oni żyć bez dowcipu, wesołości i pohody. Co to takiego? To dobry nastrój, spokój, pogodne usposobienie; "Słowem, nie robić ludziom i sobie przykrości".

Dlatego tylko w Czechach mieliśmy "socjalizm z ludzką twarzą", aksamitną rewolucję, ruch antyreżimowy pod nazwą "Stowarzyszenie o Weselszą Przyszłość", a dramaty psychologiczne dystrybutorzy wprowadzają do tutejszych kin jako "komedie tragiczne", tudzież "smutne komedie". To tu pierwszym grzechem głównym jest grzane piwo.

I w ten sposób dochodzimy do spraw wielkiej wagi: wiary, religii i kościoła katolickiego. Wielkiej, jak się okazuje, dla Polaków, bo nie dla Czechów. Kościół katolicki kojarzy im się z komunizmem ("zakazy, nakazy"); Bogiem dla człowieka powinien być on sam, "bo jego wola jest równa Bożej". Na pytanie, jak żyje im się bez Boga odpowiadają: normalnie, całkiem fajnie, przyjemnie, jak bez tyrana. Nie oszczędzają też głowy Kościoła. Papież to dla ogromnej większości Czechów ludobójca, bo sprzeciwia się używaniu prezerwatyw (czytaj: wzrasta zagrożenie AIDS). Nasi południowi sąsiedzi nie przyjmują do wiadomości, że to Szwedzi, nie oni, dzierżą prym wśród najbardziej ateistycznych społeczeństw. Szokujące dla nas, Polaków, może być podejście do spraw ostatecznych.

"Tu nikt nie lubi cierpieć" - stwierdza rozmówca Mariusza Szczygła, zajmujący się na co dzień pochówkiem zmarłych. Stąd też do rzadkości należą tu pogrzeby znane z naszej obyczajowości. Bywa, że urny z prochami nie są odbierane przez rodziny zmarłych przez kilkanaście lat (sic!), a czeskie "Vademecum dobrego zachowania" z 1968 roku uznało demonstrowanie żałoby, rzeczy intymnej, za niepotrzebne. Polacy pod tym względem uważani są przez Czechów za niewolników zwyczaju i tradycji oraz konformistów, którzy wiele robią tylko z myślą o tym "co ludzie powiedzą".

Polakom zresztą, dostaje się w wielu sytuacjach opisywanych przez Mariusza Szczygła, podającego się za człowieka "chronicznie niezadowolonego z Polski". A to polscy księża obejmują opuszczone przez rodzimych duchownych parafie ("Ci Polacy wszędzie wejdą, tylko w rządzie ich jeszcze brakuje" - mówi Szczygłowi kobieta, biorąca go za ... Słowaka), a polscy żołnierze najadą sąsiedni kraj, jak Czechosłowację w 1968 roku. Inny cytowany rozmówca stwierdza, że jesteśmy lepsi w celebrowaniu pogrzebów i klęsk niż sukcesów, a polska kultura jest "kulturą nekrofilską". To dla niektórych obrazoburcze stwierdzenia, ale na pewno skłaniające do refleksji. Dla mnie osobiście nie pozbawione racji bytu. Jest ich w tej interesującej książce więcej, dlatego warto po nią sięgnąć.

Mariusz Szczygieł poświęcił swój "Raj" zmarłej w tym roku piosenkarce i instrumentalistce, Gaydze, znanej też jako MC Diva. Dla mnie była ona przede wszystkim Krystyną Stolarską, świetną solistką mojej ulubionej w latach 70. grupy wokalnej "Pro Contra". Gdy czytałem dedykację Szczygła, śpiewana przez nią piosenka "Miłosennie" znów zabrzmiała mi w uszach. Gayga jest już w swoim raju. Co na to powiedzieliby Czesi?

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2010

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!