Ulotka "Solidarności" dotycząca towarów wywożonych do ZSRR Ulotka "Solidarności" dotycząca towarów wywożonych do ZSRR

Ulotka "Solidarności" dotycząca towarów wywożonych do ZSRR. (© http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/63/Ulotka_1981.gif)

Odpowiedzialność gen. Jaruzelskiego w kontekście orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego o nielegalności dekretów o stanie wojennym.

Stan wojenny był niezgodny z konstytucją – orzekł po niemal 30 latach Trybunał Konstytucyjny. Skłania to do ożywienia dyskusji o odpowiedzialności gen. Jaruzelskiego. Tymczasem jeszcze niedawno prezydent Komorowski zaprosił go na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego – na beatyfikację Jana Pawła II do Rzymu już go nie zaprosi.

"Rzeczpospolita" z 14 marca 2011 opublikowała list p. Mariusza Wisa pt. "Dzielenie według ordynacji wyborczej": "Prezydencki minister Sławomir Nowak informował, że Bronisław Komorowski, który wybiera się w maju do Watykanu na beatyfikację Jana Pawła II, zaprosi na pokład samolotu byłych prezydentów, wybranych w wyborach powszechnych oraz byłych premierów. Oczywiście prezydent może zaprosić kogo chce, ale dzielić prezydentów według ordynacji wyborczej wolnej Polski to gruba, najdelikatniej mówiąc, niezręczność (…)."

Dalej autor listu wskazuje, że również gen. de Gaulle był wybierany przez parlament, a jakoś Francuzom to nie przeszkadza. Nie sądzę jednak, aby to było dzielenie prezydentów wg. ordynacji - w końcu premierzy, których prezydent zaprosi też nie są wybierani w wyborach
powszechnych, tylko przez parlament. Różnica między gen. de Gaullem, a gen. Jaruzelskim jest jednak taka, że ten pierwszy jest bohaterem narodowym, a ten drugi zdrajcą, który wysługiwał się Moskwie. W dodatku, jak ostatnio orzekł oficjalnie Trybunał Konstytucyjny, dekrety o stanie wojennym były niezgodne nawet z obowiązującą wówczas, daleką od ideału, konstytucją, a zatem Jaruzelski nawet zgodnie z obowiązującym wówczas porządkiem prawnym dopuścił się zdrady stanu. No cóż, komuniści łamali i te zasady, które sami jakoby wprowadzali, a Jaruzelski dla takiej obrony socjalizmu (który charakteryzował się bolszewickim pustosłowiem przepisów prawa), prosił nawet o „bratnią pomoc” i interwencję militarną, żeby nie było na niego (ostatecznie Sowieci zajęci Afganistanem jej nie udzielili).

Po zaproszeniu w zeszłym roku Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, prezydent Komorowski dostał nauczkę, spadła na niego duża fala krytyki i raczej tym bym tłumaczył tę oszczędność w zapraszaniu Jaruzelskiego ponownie. Nawet jeśli nie przeszkadzałoby mu zapraszanie zdrajcy, kierującego związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym (co już raz udowodnił), to już z krytycznym głosem opinii publicznej trudno się na dłuższą metę nie liczyć, będąc prezydentem pochodzącym z wyborów powszechnych, wybranym na pierwszą kadencję. Natomiast to, że twórca stanu wojennego w odróżnieniu od pozostałych prezydentów, został wybrany przez parlament, to i tak dla Bronisława Komorowskiego najlepszy powód oficjalny, by nie zapraszać Wojciecha Jaruzelskiego do wspólnego wylotu do Rzymu.

Gdyby jeszcze prezydent uzasadniając swą decyzję powiedział, że trudno mówić o wolnej Polsce w 1989 r. i wolnym wyborze przez Zgromadzenie Narodowe dyktatora na prezydenta, byłoby to nawet pięknym gestem, a nie jak mniemam czystym pragmatyzmem. Zwłaszcza, iż wybór Jaruzelskiego odbył się zdecydowanie wbrew woli narodu, który już w wyborach czerwcowych opowiedział się jednoznacznie za odrzuceniem komunizmu i skreślał masowo PZPR-owską listę krajową. Dla elit tej klasy, co Zbigniew Herbert czy Kazimierz Sabbat (przedostatni prezydent na uchodźstwie - zmarł na zawał serca kilka godzin po tym, jak się dowiedział o wyborze Jaruzelskiego), była to prawdziwa tragedia. Nie tak wyobrażali sobie wolność.

W filmie „Obywatel poeta” twórca Pana Cogito wyznał z goryczą: "Otóż ja nie wiem, jaki był początek, co można uważać za początek nowej Polski. Moja teza jest następująca: w Polsce panuje neokomunizm." Już w 1986 r. rolnik z Kobylej Głowy śp. Stanisław Helski – działacz „Solidarności Chłopskiej”, któremu władza ludowa bezprawnie zniszczyła gospodarstwo, w stanie wojennym internowany i brutalnie pobity – w ramach protestu wysłał Jaruzelskiemu podpisany przez siebie wniosek o Trybunał Stanu. Oczywiście w tamtym czasie taki wniosek mógł tylko przysporzyć kłopotu, ale to, co dla hardego chłopa i dla tysięcy innych ofiar bezprawia stanu wojennego było oczywiste od dawna, wymiarowi sprawiedliwości III RP i kolejnym parlamentom sprawia problemy do dziś. Mimo upływu kilkunastu lat od śmierci ich autora, słowa Herberta o neokomunizmie pozostają nadal aktualne.

Wymowną karą, jaka dotknęła Jaruzelskiego – gdy zabrakło tej państwowej – był kamień rzucony w niego w 1994 r. przez Helskiego w jednej z księgarni we Wrocławiu. Działo się to w czasie, gdy Michnik mówił „odpieprzcie się od generała”, a Jaruzelski podpisywał książki, w których usiłował przekonać tych, którzy oddali swe mózgi w depozyt Michnikowi, jak to on wierny sługa Kremla uratował Polskę przed inwazją sowiecką (dziś wiemy już, że sam o nią prosił). Komunistyczny generał stracił okulary, które roztrzaskały się o ziemię po tym jak trafił go kamień owinięty w gazetę (ciekawe czy była to „Gazeta Wyborcza”?). Jaruzelski odniósł nieznaczne obrażenia na twarzy, po czym szybko przebaczył sprawcy, który „nie wiedział, co czyni”. Kamień, który owinięty w gazetę uderzył Jaruzelskiego, nakazem sądu został zniszczony, co w tym wypadku miało iście symboliczne znaczenie. Helski dostał wyrok w zawieszeniu, ale sam przebaczać nie miał zamiaru, uzasadniając, że aby była mowa o przebaczeniu musi być zadośćuczynienie, a on nie dostał zadośćuczynienia za utratę dorobku swojego życia. W mediach głównego nurtu nie zostawiono na Helskim suchej nitki, został nazwany terrorystą, w najlepszym razie człowiekiem psychicznie chorym, po czym sprawę szybko wyciszono i starano się nie pisać o motywach, no bo przecież ci, którzy stali tam, gdzie stało ZOMO, a nawet kierowali ZOMO, stali się nagle w 1989 r. „ludźmi honoru”, od których się trzeba odczepić.

Pokłosiem kłamstwa okrągłostołowego jest to, że państwo polskie do dziś nie ukarało Jaruzelskiego, Kiszczaka i reszty tej wierchuszki WRON. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest dobrym – choć spóźnionym – krokiem w kierunku sprawiedliwego rozliczenia stanu wojennego i szerszego zadośćuczynienia ofiarom. Na pewno wpłynie na linię obrony Jaruzelskiego we wznowionym niedawno procesie o wprowadzenie stanu wojennego. Jaruzelski bronił się dotychczas twierdząc, że Rada Państwa działała, tak jak ujął to już 13 grudnia 1981 r., "w zgodzie z postanowieniami konstytucji."

Szkoda tylko, że Rzecznik Praw Obywatelskich śp. Janusz Kochanowski składając wniosek do Trybunału Konstytucyjnego musiał się czepiać aż takich szczegółów, jak tryb wejścia w życie dekretów o stanie wojennym mimo trwania sesji parlamentu PRL, aby w ogóle można było liczyć na wskazanie odpowiedzialności tych satrapów. Za same zbrodnie komunistyczne państwa, którym kierowali powinni siedzieć od 20 lat w ciężkim więzieniu, za drenaż ekonomiczną i upokorzenie społeczeństwa pozbawionego dostępu do podstawowych artykułów również. Nawet w takich demoludach, jak Czechosłowacja czy Węgry, skąd też wywożono towary do ZSRR, stopa życiowa i zaopatrzenie były w latach 80 na wyższym poziomie, a ekipa Jaruzelskiego zostawiła gospodarkę Polski w stanie permanentnego rozkładu. Zadbali jednak o intratne posady dla swoich kolesi w spółkach nomenklaturowych i bankach, z którymi związane były liczne afery założycielskie III RP z aferą FOZZ na czele, będące przyczyną dalszego pogarszania się stanu gospodarki. Przeciągali procesy sądowe za stan wojenny i Grudzień ’70 poprzez opuszczanie rozpraw i cieszyli się z wysokich emerytur, utrzymywanych przez lata na przemian, a to z pomocą SLD, a to „konstruktywnej opozycji” z Okrągłego Stołu. Haniebną rolę odegrał tu też prezydent Lech Wałęsa, który gdy Sejm podjął w 1993 r. uchwałę zmniejszającą znacząco emerytury esbeckie, ustawę zawetował, a weta nie udało się odrzucić. Przypomina mi to słowa wiersza Stefana Dembowskiego o tym, jak to kat z ofiarą się brata, zadedykowanego pamięci Anny Walentynowicz:

Ja wiem, że mamy taki czas,
Że kat z ofiarą się brata
I zapomniało wielu z nas
Krew Ojców na rękach kata.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!