Sześciolatki pójdą do szkoły? Sześciolatki pójdą do szkoły?

Sześciolatki pójdą do szkoły?

Są w Polsce szkoły, w których warunki lokalowe pozostawiają wiele do życzenia. Brak szatni, stołówek, nieodpowiednie podwórka, świetlice w piwnicy. Hałas i przeludnienie, nierzadko ponad trzydziestu uczniów w klasie, także pierwszej.

Katarzyna Hall, minister edukacji narodowej, uważa, że "obniżenie wieku szkolnego to najtańszy, najprostszy i najskuteczniejszy sposób na wyrównanie szans edukacyjnych". W związku z tym naukę szkolną będą zaczynały dzieci sześcioletnie, a zerówki będą zlikwidowane.

Plany grudniowe

Kiedy w grudniu 2007 ujawniono plany MEN-u związane z sześciolatkami, na forach internetowych zawrzało. Swoje obawy wyrażali rodzice, nauczyciele szkół i przedszkoli. Przypomnijmy, proponowano, aby od września 2008 do pierwszej klasy poszły (pilotażowo) razem z siedmiolatkami te sześciolatki, których rodzice wyrażą taką wolę.

Wybrane obawy internautów

Mam uwierzyć, że przez ten czas szkoły się przygotują? Będą miały nie tylko nauczycieli, ale także dostosowane do maluchów sale, ławki, łazienki, stołówkę?

Piękne plany tylko dla kogo? Zlikwidowano wiejskie przedszkola i małe szkoły. Moje dziecko z klasy 0 mające do szkoły 6 km jechało autobusem szkolnym o godz. 7.15 a wracało 14.30 - szkoła bez kuchni, jadalni. Dzieci wiejskie często do samego przystanku idą kilka kilometrów /drogi nieprzejezdne/.

Pod pretekstem wyrównania szans system wyciąga łapy po nasze dzieci po to, żeby je od najmłodszych lat indoktrynować i wkręcić w tryby systemu, aby rok wcześniej mogli rozpocząć pracę zawodową i zaczęli płacić podatki na utrzymanie tych wszystkich pierdzistołków. Do tego podwyższenie wieku emerytalnego i większa szansa na to, że człowiek wykończy się tym wyścigiem szczurów zanim doczeka emerytury.

Nasze szkoły nie są przystosowane do nauczania takich małych dzieci. Nauczyciele też nie. W naszych szkołach to nie będzie zabawa, tylko przykry obowiązek wkuwania i nadmiernych obowiązków. Biedne dzieci w karbach dyscypliny siedzenia bez ruchu w ławkach przez 45 min, a potem tylko 5 minut przerwy w zatłoczonym i hałaśliwym korytarzu.

Moje dziecko chodzi do przedszkola, w którym również działa zerówka. W przeciwieństwie do szkoły ma zapewnioną opiekę z wychowawcą od godz. 6.30 do 16.00 (jeden wychowawca 20 dzieci). W szkole po zajęciach też jest zapewniona opieka w świetlicy szkolnej 1-2 opiekunów dla wszystkich dzieci od reformowanych 6 lat do bodajże 13 roku życia. To na pewno wpłynie to pozytywnie na bogactwo słownictwa mojego dziecka (ch**, etc.), których teraz nie posiada w zasobie słów.

To, że w innych krajach tak jest, nie znaczy, że u nas się sprawdzi, u nich szkoła to zabawa, dzieci nie noszą tornistrów?

Najlepsza europejska szkoła - fińska (niedowiarki niech poczytają jakiekolwiek wyniki testów OECD) - jest od 7 roku życia.

Znowu lobby nauczycielskie zapewnia sobie pracę kosztem przedszkolanek.

Jestem nauczycielką w przedszkolu i uważam że powinny iść do szkoły sześciolatki (?) powód to przeciążone grupy przedszkolne (?) Na jednego nauczyciela przypada blisko 30 dzieci (nie ma już pomocy nauczyciela) tylko 1 nauczycielka na tyle dzieci.

Nauczyciele dostaną nową funkcję - wycierania nosa i poprawienia opadających majteczek po wyjściu z toalety. Super. W wolnych chwilach zajmiemy się uczeniem.

Najłatwiej wydać ustawę, zarządzenie, a my szarzy nauczyciele mamy się borykać wprowadzeniem tego w życie. Zapraszamy elity rządzące do zwykłych, wiejskich szkół - może otworzą się im oczy.


Aktualne plany MEN-u

Po konsultacjach plany się nieco zmieniły. Obecnie MEN informuje, że do pierwszych klas szkół podstawowych obok siedmiolatków trafią też sześciolatki, ale dopiero od 1 września 2009 i to tylko te, które urodziły się od stycznia do czerwca 2003. W następnym roku szkolnym 2010/2011 do szkoły pójdą dzieci urodzone w drugiej połowie 2003 i sześciolatki z 2004. We wrześniu 2011 do szkół trafią już same sześciolatki.

Dojrzałość szkolna

Obecne pierwszaki różnią się od swoich rówieśników sprzed lat. Przyczyny są złożone. Niektórzy mówią, że coraz więcej dzieci chowanych jest pod kloszem. Wychuchane przez rodziców i dziadków, izolowane od złego otoczenia, stykają się z rówieśnikami, którzy z kolei usamodzielniają się zbyt wcześnie, bo im nikt czasu nie poświęca. I to zetknięcie się dwóch światów bywa bolesne, głównie dla tych pierwszych.

Dzisiejsze warunki życia wpływają też na wzrost nadruchliwości dzieci, a ta utrudnia prawidłowe funkcjonowanie w grupie. Szwankuje rozwój emocjonalny i społeczny. Nauczycielki klas pierwszych mówią, że co roku przybywa dzieci bardzo płaczliwych, nieodstępujących pani na krok. Opowiadają o takich, które nie tylko nie potrafią, ale bywa nawet nie próbują odkręcić butelki z napojem, odwinąć cukierka, zapiąć rozporka, o sznurowadłach nie wspominając.

Nauczycielki nauczania zintegrowanego opowiadają się za potrzebą badań w Poradniach Pedagogiczno-Psychologicznych na temat gotowości sześciolatków do podjęcia nauki. Nie wszędzie jednak jest to przewidywane tak jak w bydgoskim kuratorium, gdzie powstał program oceniania według specjalnej Skali Gotowości Szkolnej. Sprawdzany będzie rozwój umysłowy sześciolatków, sprawność ruchowa, umiejętność pracy w grupie, dojrzałość emocjonalna i społeczna.

O siedmiolatkach cisza

Jak będzie wyglądał ten okres przejściowy dla dzieci siedmioletnich, wśród których i dziś te dobrze przygotowane do nauki nudzą się i zniechęcają? Czy ich rozwój nie będzie przyhamowany, połączenie z sześciolatkami nie osłabi entuzjazmu do nauki? Czy siedmiolatki też będą miały wyrównane szanse?

Warunki szkolne

Krystyna Szumilas, wiceminister edukacji narodowej, odpowiadała niedawno na pytania internautów:

?Rysio: Większość szkół nie jest przygotowana na przyjęcie 6-latków. Dzieci w tym wieku potrzebują innych pomieszczeń niż klasy. Czy MEN sfinansuje przystosowanie szkół?

Krystyna_Szumilas: Ulegnie zmianie sposób i metody uczenia dzieci w klasach I-III. Będzie bardziej przypominać wychowanie przedszkolne. Pomieszczenia również powinny bardziej przypominać sale przedszkolne niż klasy lekcyjne. Przygotowujemy program pomocy dla samorządów, w tym również wsparcie finansowe?.


W wielu szkołach nie ma szatni, stołówek, są ciasne, ciemne korytarze (bywa i brudne - ze względu na zbyt małą liczbę pracowników obsługi), świetlice w piwnicach, nieprzystosowane do codziennego wypoczynku na świeżym powietrzu podwórka szkolne. Zmianowość. System klasowo-lekcyjny. W czasie przerw zatem siedmiolatki biegają po korytarzu razem z sześcioklasistami, korzystają z tych samych toalet. A w klasach bywa ponad trzydzieści osób, oczywiście na jedną nauczycielkę (tu najczęściej pracują przecież panie). I jak w takich warunkach indywidualizować proces nauczania? Jak uczynić szkołę miejscem, w którym każde dziecko, czując się dowartościowane, będzie rozwijało się prawidłowo i bezstresowo?

Niektóre szkoły nie stosują systemu klasowo-lekcyjnego (45 min lekcja, przerwa...) w klasach I-III, ale to wcale nie oznacza, że jest lepiej. Skoro bywa i tak, że dzieci przez kilka godzin przebywają w niewietrzonych pomieszczeniach. A chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że: ?Każde dziecko ma przecież prawo do ruchu, do odpoczynku, do świeżego powietrza, do zabawy i do higienicznych warunków nauki?.

Problemem są też potwornie ciężkie plecaki. Rodzice lub dziadkowie przyprowadzając dzieci do szkoły, pomagają im również nieść cały ekwipunek. Spotkana przeze mnie babcia małej pierwszoklasistki wręcza mi na chwilę ów plecak, bym ?zważyła? i dodaje: - Wie pani, co bym zrobiła temu dziennikarzowi, co napisał, że dzieci noszą w plecakach lalki? Proszę sprawdzić, tu wszystko potrzebne!

A kiedy trzeba z tym plecakiem iść do szkoły kilka kilometrów ? Okazuje się, że ten problem mają nie tylko dzieci wiejskie, do czego już zdążyliśmy przywyknąć.

Liczebność klas

jan: Czy liczebność dzieci w oddziale szkolnym powinna być określona uchwałą Rady Gminy?

Krystyna_Szumilas: Ta liczebność jest określana w arkuszu organizacyjnym i zależy od pieniędzy, jakie gmina przeznaczy na prowadzenie szkół, czyli pośrednio jest ustalana przez radę gminy.


Nierzadko w przeludnionych salach lekcyjnych jest tylko tyle miejsca, aby zmieściły się ławki i krzesła, jakiś wieszak na kurtki, półka na pomoce dydaktyczne. O szafkach dla uczniów nie ma mowy. Nie ma
mowy o wygospodarowaniu kącika, w którym można byłoby usiąść na dywanie, odpocząć, jak w przedszkolu. Nie ma komfortu. O tym, że przeludnienie wzmaga też agresję, nikogo chyba nie trzeba przekonywać.

Są w Polsce szkoły, w których warunki do nauczania sześciolatków są znośne, przyjazne, a nawet bardzo dobre. Ale są szkoły, bywa w tych samych miejscowościach, w tych samych gminach, w których i siedmiolatkom jest ciężko, a jak będzie sześciolatkom? Przecież nikt nowych szkół, odpowiadających standardom, nie wybuduje. A zakupienie atrakcyjnych pomocy dydaktycznych, czy pomalowanie ciasnych sal i korytarzy, nawet na najbardziej bajeczne barwy, nie zapewni chyba przyjaznych, bezpiecznych i higienicznych warunków nauczania?

***

W wypowiedziach internautów zachowano oryginalną pisownię.

Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!