Koalicyjny rząd PO-PSL stoi wobec bardzo trudnych wyzwań. Tymczasem musi zająć się porządkami na swoim podwórku politycznego działania. Ma na nim zbyt wiele niebezpiecznych ładunków, które należy rozbroić.

Nie ma żadnego innego tematu, który tak bardzo rozpalałby społeczne i polityczne nastroje w kraju, jak robi to sprawa premii dla byłego prezesa Narodowego Centrum Sportu - Rafała Kaplera. Nie dość, że dał się mocno wkręcić w pokrętne decyzje polityków i decydentów, w związku z dziwnie pojętą decyzją o premii, to jeszcze zieloniutka i skromniutka z niedoświadczenia minister sportu, poszła tą drogą. W efekcie mamy niekończący się awanturniczy spektakl przeciwko premii, którego wynikiem może być zapowiedziana rekonstrukcja rządu.

Premier Donald Tusk będąc w podwójnej roli: głównego i dyżurnego strażaka politycznych pożarów, jakie od kilku tygodni wybuchają w Polsce, stanął przed ogromnie trudnym wyzwaniem. W obliczu "ogniowych" zdarzeń, ma do wyboru przynajmniej dwa wyjścia: dokonać rzetelnej oceny i rekonstrukcji rządu, albo poddać się pod referendum ogólnonarodowe. Z dnia na dzień może stracić wiarygodność społeczną i będzie mu trudno wprowadzić niezbędne i konieczne reformy.

Premier zdaje sobie z tego sprawę, skoro stwierdził, że "żaden minister nie może czuć się bezpieczny". A minister "ds. propagandy i dobrego wizerunku premiera", czyli rzecznik prasowy rządu Paweł Graś zapowiedział w TVN24, że "przepytywanie" ministrów nastąpi w przyszłym tygodniu. To tzw. przepytywanie w istocie ma być ocenianiem członków rządu. Bo z jednej strony, jak mówi premier, mija 100 dni rządu, więc to dobra okazja żeby dokonać przeglądu sił w wojsku rządzących, a z drugiej chce wysłać na odpoczynek poministerialny zmęczonych i niedołężnych.

Pamiętamy przecież, że szef nowego-starego rządu przy powoływaniu ministrów, wypowiedział znaczące słowa: żaden z ministrów nie może czuć się pewny, że stanowisko jest mu dane raz na zawsze. I dźwięczą nam one w uszach do dziś. Nie dlatego, że mamy krwiożercze nawyki czy nastroje. Chcemy, aby rządzili nami i państwem, ludzie kompetentni, uczciwi, pracowici i bardzo oddani sprawom narodu i kraju. Czy premier, po przeglądzie sił, zrobi należyty porządek na swoim podwórku rządowym, w dodatku tak, że "Mucha nie siada"?
Użyłem słowo "Mucha" wielką literą nieprzypadkowo. Zastrzegam - z szacunku do pani minister. Uważam bowiem z pełnym przekonaniem, że stała się (po części z własnej winy), zbyt jawnym obiektem ostrych ataków (nieraz natrętnych), z różnych stron sceny politycznej oraz gremiów dziennikarskich i społecznych. Ktoś powiedział: "Jest na nią zamówienie". Być może jest. Ale trzeba rozważyć obiektywnie przynajmniej to, ile czasu i kiedy przejęła funkcję ministra oraz doświadczenie i znajomość problematyki, którą się zajmuje. Wiem, powie ktoś: widziały gały... Owszem. Któż by jednak odmówił tak eksponowanej i radosnej fuchy, jaką bywa ministrowanie.

Och, ministrowanie - to brzmi co najmniej śmiesznie. Przecież funkcja ministra jest z naznaczenia politycznego. A że minister jest posłem, to i politykiem. Wybitny polityk i generał francuski, Charles de Gaulle mawiał: "Polityka jest sprawą zbyt poważną, aby pozostawić ją w rękach polityków". To jednak aluzja nie pod adresem minister sportu.

Patrząc z boku na działania i zachowanie minister sportu, na jej skromne słowa w mediach i unikanie tzw. szkła, o które z troską zabiegają niemal wszyscy politycy, można domniemywać, iż jest człowiekiem zdolnym do poświeceń. Postawiła się na szali ogólnej oceny (źle odebranej), mówiąc, że byłemu prezesowi NCS Kaplerowi należy się premia, bo tak mówi polskie prawo.

Cóż znaczy ten "językowy" błąd, wobec szlachetnych celów pani minister? Ktoś zauważył - nie pamiętam kto, że polityka to prowadzenie spraw publicznych dla prywatnych korzyści. Być może. Ale czy jakiś tam, dajmy na to znajomy fryzjer, może być przeszkodą w polityce? Tym bardziej, jeśli jest przedsiębiorcą? Jeżeli to właśnie, aż tak bardzo zabolało niektórych, w decyzji minister Muchy, to można się nie dziwić. Przecież mogła sięgnąć z łatwością po kadry dla swoich celów politycznych z zupełnie innej półki. A może teraz powinna sięgnąć po dobre rady poety, satyryka i aforysty, Stanisława Jerzego Leca, który był zdania, iż najlepiej "być swoim własnym ministrem. Spraw wewnętrznych!" Bo to praktyczne i mało kosztowne, przynajmniej dla zdrowia.
A więc rekonstrukcja rządu powinna być, a czy będzie... Premia dla Kaplera - na razie zawieszona - wydaje się być ze wszech miar nieuzasadniona. Póki co, najważniejsze dla kraju i naszej przyszłości są reformy. Sondaże opinii publicznej i słupki sondażowe niezbyt dobrze służą Platformie. Rzecznik rządu Paweł Graś mówi, że to nieistotne. Najtrudniej czasem przyznać się do prawdy. A najgorzej, gdy prawda boli. Szefa rządu muszą boleć strajki lekarzy, żenujące wpadki minister sportu, kłótnia o premię Roberta Kaplera, tarcia z koalicjantem na tle aktualnych spraw politycznych i podobno tarcia wewnętrzne w PO, utarczki z opozycją, zapowiadane na tle reformy emerytalnej protesty związków zawodowych i inne sprawy.

Ważnym akcentem, a być może rozstrzygającym wiele nabrzmiałych problemów wewnętrznych w PO, będzie spotkanie i oczywiście rozmowa, premiera Tuska z Grzegorzem Schetyną, który jak ćwierkają wróbelki na dachu Pałacu Prezydenckiego, szykuje rzekomo skrzydła odwodowe na wypadek nowego rozdziału walki politycznej.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!