Syndrom plemienności Syndrom plemienności

Syndrom plemienności. Praca z cyklu: "Syndromy barier mentalnych polskiej współczesności" (© Tomasz Rogalewski)

Tam, gdzie ludzi dzieli się na "swoich" i "obcych" tylko pozornie żyje się dobrze części z nas. W sumie wszystkim żyje się fatalnie. Dzięki syndromowi plemienności. Jest u nas tak powszechny, że aż go nie widać...

Karolina i Agnieszka studiują na tej samej uczelni. Zaocznie. Karolina europeistykę, a Agnieszka dziennikarstwo. Pracują w tej samej firmie, ale w różnych działach. Zjazdy są dwa razy w miesiącu i zajmują całą sobotę oraz niedzielę. A w poniedziałek trzeba wracać do normalnej pracy, jak wszyscy. Karolina ma chociaż dobre słowo od szefa, który pamięta o tym, aby w takie poniedziałki zapytać jak tam na uczelni, podtrzymać na duchu, wesprzeć psychicznie. Inaczej niż Agnieszka. Ta na powitanie słyszy od szefa, że wygląda na bardzo zmęczoną. Szef wyraża głośno obawy o jej efekty pracy tego dnia i zapowiada wzmożony nadzór.

Taka sytuacja trwa już dwa lata. Nikogo już nie dziwi. Karolina jest znajomą szefa. Agnieszka jest obca.

Kiedyś, kiedy był inny szef, ludzie zachowywali się inaczej: skłonni byli do wspólnych działań, mieli jakieś pomysły na zmiany. Teraz nikogo nie można do niczego namówić. Tzw. swoi, jak Karolina, nie muszą robić czegokolwiek, aby szef ocenił ich pozytywnie. A obcy? Obojętnie co zrobią, zawsze jest to oceniane źle.

Chociaż przeciętna wieku oscyluje w granicy trzydziestu kilku lat, sądząc po poziomie paraliżu motywacyjnego, można by uważać, że zespół cierpli na syndrom wypalenia zawodowego. Wygląda to tak na pierwszy rzut oka. W gruncie rzeczy jest to jednak syndrom plemienności: jeden z najpowszechniej występujących w polskich realiach społeczno-gospodarczych.

Syndrom plemienności przejawia się w respektowaniu podziału na tzw. swoich i obcych. Swoim przypisuje się zawsze cechy pozytywne, a obcym negatywne. Swój niezależnie od tego, co robi, zawsze oceniany jest pozytywnie, a obcy negatywnie. Zespół w sposób niewidoczny, ale oczywisty dla jej członków, dzieli się na lepszych i gorszych. I taka jest rzeczywistość: zarówno ta płacowa, uznaniowa, jak i relacji międzyludzkich. Swoi trzymają ze swoimi, a obcy z obcymi. Jeśli pojawiają się redukcje, to obejmują tylko obcych. Jeśli nagrody - to tylko swoich.

Syndrom plemienności jest dla organizacji śmiertelnym zagrożeniem. Dla każdej: administracji, usług, przedsiębiorczości czy NGO. Atomizuje zespół i pozbawia go motywacji do działania. W takich warunkach zmiany, nawet te ustawowo wymuszone, przeprowadzane są powierzchownie, formalnie, bez rzeczywistych rezultatów. Nie ma tu miejsca na pomysłowość, synergię, współpracę, na innowacyjność. Jest za to wrażenie niemocy, bezradności i konieczności trwania tego, co jest.

Syndrom plemienności niszczy ludzi, organizacje, pozbawia nas szans zmiany rzeczywistości na lepszą. Są wprawdzie skuteczne metody blokowania go. Ale pod warunkiem, że zechcemy zauważyć jego obecność w naszym miejscu pracy. Wskazać palcem i nazwać. Bez tego syndrom plemienności pozostanie skutecznym, cichym mordercą. Także naszych marzeń o lepszym życiu. O dobrobycie.

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!