Mieszkaniec Kołobrzegu bronił się przed bandytami. Za to został skazany na 10 lat. Na rozprawę czeka 64-latek, który bronił się przed bandytą scyzorykiem. Francuski jubiler zastrzelił bandytę - grozi mu 30 lat. Czy tak być musi?

Podczas wystawy organizowanej przez Śląskie Stowarzyszenie Miłośników Broni, na targach Expo Hunting 2013, dużym zainteresowaniem cieszył się malutki pistolecik „damski mufkowy”. To sprawiające wrażenie zabawki maleństwo, to jednostrzałowy pistolet czarnoprochowy niewielkiego kalibru, przygotowany jako narzędzie skutecznej obrony własnej dla kobiet. Noszony w mufce mógł być przez napadniętą kobietę natychmiast wyciągnięty i użyty i choć jego skuteczność określa się jako „na odległość wyciągniętego ramienia”, to jednak świadczy on o jednym. W XIX wieku napadnięta kobieta miała prawo się bronić. Nawet z użyciem broni palnej.

„Ten, kto daje, by jego życie zostało mu odebrane przez tego, który nie ma władzy w takim celu, gdy mógł był zachować je dając odpór, dopuszcza się Winy samobójstwa, gdyż Bóg nakazał mu przedłużać życie, a sama Natura uczy każdą istotę jak się bronić.” - tak brzmiało kazanie wygłoszone przez pewnego pastora w Filadelfii. W wielu Amerykańskich stanach do dziś obowiązuje zasada „Stand Your Ground”, która pozwala na to, by na swojej ziemi „nie ustąpić” przed obcym. W praktyce oznacza to, iż można użyć wszelkich dostępnych środków by odeprzeć napaść. I choć co jakiś czas przeciwnicy broni nagłaśniają sprawy zastrzelenia osób niewinnych, to starannie przy tym muszą pomijać prosty fakt, że do tragedii nie doszłoby, gdyby owa osoba nie naruszyła świadomie terenu prywatnego. Warto też pamiętać, że Amerykańscy cywile strzelając do przestępców mylą się 5 razy rzadziej niż Policja. Wynika to z prostego faktu, że cywil strzela widząc przestępstwo. A Policjant przyjeżdża po pewnym czasie, nie mając żadnego rozeznania w sytuacji.

I choć trudno w to uwierzyć niegdyś takie podejście było właściwe nawet i w Polsce. Co więcej nawet pod zaborami. Choć zaborcy wprowadzili pozwolenia na broń, to nie były one aż tak rygorystyczne jak dziś, a i lud potrafił wymusić na władzach by pozwoliły dbać o własne bezpieczeństwo. Nikt nie miał żalu do gospodarza dworu w okolicach Sochaczewa, który w 1909 roku bronił wraz z krewnymi swojej posiadłości przed bandytami strzelając do nich przez okna. Warta uwagi jest postawa żony gospodarza, która donosiła im amunicje i w „wolnych chwilach” sama strzelała w stronę bandytów z rewolweru. Atak został odparty, a dwie godziny później patrol kozacki idąc po śladach krwi ujął bandytów. Warto tu zauważyć, że było to możliwe, gdyż po ruchach rewolucyjnych w 1905 przestępcy wszelkiej maści nie mieli żadnego problemu by zaopatrzyć się w broń, co skłoniło cara do wprowadzenia ułatwień również dla ludzi uczciwych. W 1906 roku zezwolono na kupowanie bez pozwolenia rewolwerów oraz ładunków do nich, a także oddano ludziom broń wcześniej zarekwirowaną. Szczęśliwi posiadacze zezwoleń mogli kupić każdą możliwą broń. Rosyjski Car rozumiał, że jego Polscy poddani też mają prawo do obrony.

Również XX lecie międzywojenne nie wprowadziło zbyt wielu zmian w tej kwestii. Co prawda w wolnej Polsce rewolwery znów były na pozwolenie, a co więcej władze wydawały pozwolenia „wg własnego uznania”. Jednakże ówczesne władze Polskie ze zrozumieniem podchodziły do prawa obywateli do obrony. Znany jest przypadek kapitana Nowakowskiego, który napadnięty na ulicy przez bandytę postrzelił go. Bandyta trafił do szpitala, a napadniętego odwiedził prokurator. Ale tylko po to by spytać, czy pan kapitan jest już usatysfakcjonowany, czy może życzy sobie jeszcze złożyć doniesienie na napastnika.

Czasy dzisiejsze wyglądają pod tym względem o wiele gorzej. Kilka tygodni temu mieszkaniec Kołobrzegu, który napadnięty we własnym domu przez uzbrojonych w pałkę i wiatrówkę bandytów chwycił za nóż, został skazany na 10 lat pozbawienia wolności. Sąd uznał, że choć miał prawo użyć noża, to jednak powinien się ograniczyć do działań koniecznych do przerwania ataku. Natomiast dążenie do usunięcia napastników z mieszkania, nawet kosztem ich śmierci, było już podwójnym zabójstwem. Zarzut uszkodzenia ciała usłyszał również 64-latek, który napadnięty przez 27 letniego bandytę bronił się scyzorykiem. De facto w obecnym systemie prawnym odpowiedzialność za właściwe rozpoznanie intencji sprawcy oraz ocenę jakie środki obrony będą współmierne do ataku, spada na napadniętego. To napadnięta przez gwałciciela kobieta ma obowiązek tak dobrać metodę obrony, by nie obronić dobra o niższej wartości (to jest swojej wolności seksualnej) kosztem dobra wyższej wartości (czyli życia i zdrowia gwałciciela). To ona musi mieć świadomość, że jej działanie będzie potem przez prokuraturę rozpatrywane pod kątem, czy aby na pewno uszkodzenie ciała jakiego doznał napastnik, było spowodowane strachem ofiary a nie świadomym działaniem, mającym na celu odeprzeć atak za wszelką cenę. Również mundurowi nie są w lepszej sytuacji. Prokuratorowi musiał się tłumaczyć np. policjant, który postrzelił człowieka biegnącego na niego z siekierą. Zdaniem prokuratora być może napastnik pragnął tylko przestraszyć interweniującego policjanta, a wtedy użycie broni byłoby bezzasadne. Dopiero gdyby Policjant został uderzony siekierą w głowę, sprawa stałaby się jednoznaczna i nie zostawiłaby prokuratorowi pola do spekulacji.

Co gorsza brak jest również zrozumienia ze strony polityków, odnośnie prawa do obrony. Niektórzy z nich, jak np. Arkadiusz Mularczyk z Solidarnej Polski, próbują forsować przepisy, które ułatwiają życie bandytom. Projekt zmian w ustawie o broni i amunicji opracowany przez „Solidarną Polskę” czyniłby przestępcą np. harcerza, który wracając z ogniska zapomniałby o wyjęciu noża z plecaka i znacznie poprawiłby „komfort pracy” bandytów, którzy zakaz noszenia noży traktowaliby równie poważnie, jak zakaz napadania. Co ciekawe można mnożyć przypadki, gdy tego typu rozwiązania zaowocowały wręcz wzrostem liczby napadów. Np w Wielkiej Brytanii zakaz noszenia noży całkowicie rozbroił ofiary i rozzuchwalił bandytów, którzy po prostu zaczęli używać do napadów śrubokrętów. Ciekawostką jest fakt, że poseł Mularczyk po zapoznaniu się z pismem działaczy ROMB wytykającym błędy i brak logiki w jego projekcie zmian, nazwał ich „Miłośnikami Gangów”. Mocne słowa ze strony człowieka, który dba, by wspomniany 64 letni emeryt w razie napadu nie miał przy sobie nawet scyzoryka.

Podobna sytuacja jest w Europie. Kilka dni temu jubiler napadnięty przez bandytę zastrzelił go. Został za to aresztowany i grozi mu do 30 lat więzienia. Ta sytuacja wywołała we Francji wielki skandal. Założony zaledwie 10 dni temu facebookowy fanpage, domagający się zwolnienia jubilera, już dziś zarejestrował 76 000 polubień. Pytanie, czy Francuskie oburzenie pozwoli na zmianę prawa tak, by napadnięty jednak mógł się bronić, nie martwiąc się przy tym o życie bandyty. I czy da to impuls do zmian również i w innych krajach Europejskich? Jedno jest pewne. Jeżeli obywatele nie zażądają od rządzących prawa do obrony, to ci im go nie dadzą. Ostatecznie oni mają ochroniarzy. A my powinniśmy dzwonić po Policję. Nawet jeśli nikt nie odbiera.

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!