Foldery reklamujące Gdańsk kuszą turystów czarownym widokiem z Mostu Zielonego na Długie Pobrzeże i odpoczywającego przy nim Żurawia. Niestety, poza sezonem widok ów dostępny jest jedynie na pocztówkach

Długie Pobrzeże, jak pisała Jadwiga Łuszczewska (ps.
Deotyma), „most nie rzucony przez rzekę, ale wzdłuż niej biegnący” jest
miejscem, które działa jak magnes. Od wieków widok rozciągający się z Mostu
Zielonego w kierunku dostojnego Żurawia zachwycał malarzy, a dzisiaj trudno
znaleźć turystę, który opuszcza miasto bez pamiątkowego zdjęcia z Motławą,
rzędem malowniczych kamieniczek i zasłużonym dźwigiem portowym w tle.

Poza sezonem niemożliwe jest jednak podziwianie widoku
wychwalanego w folderach. Znakomitą część Długiego Pobrzeża zasłaniają bowiem
katamarany i inne jednostki, należące do Żeglugi Gdańskiej, cumujące tutaj aż
do wiosny.


Gdańszczanie spacerujący po mieście i „posezonowi” turyści
pytają, dlaczego pozbawia się ich tego, co w Gdańsku najpiękniejsze.


O to, czy wielkie katamarany nie mogą cumować poza centrum
miasta, zapytałam Roberta Latałę, dyrektora ds. marketingu Żeglugi Gdańskiej


- Nie, nie ma takiej możliwości. Nasze jednostki stały tam
zawsze i nikt z tego powodu nie zgłaszał nam zastrzeżeń – uciął krótko
dyrektor.


Czy jednak brak reakcji mieszkańców grodu świadczy o tym, że
nikomu taki stan rzeczy nie przeszkadza?


- To bardzo smutne – mówi prof. Andrzej Januszajtis
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Januszajtis), znawca Gdańska, autor
dziesiątek książek o mieście – że zabiera się nam tak niepowtarzalny widok. Zdecydowanie
uważam, że trzeba gdańszczan, a zwłaszcza władze miasta, tą sprawą zainteresować.
Nie sądzę, żeby nie można jej było rozwiązać. Widzę wiele miejsc, gdzie
katamarany, bo głównie one stanowią problem, mogłyby cumować.


Ze zdaniem profesora zgadza się prezes gdańskiego oddziału
PTTK Stanisław Sikora.


- Sytuacja trochę przypomina tę z rudowęglowcem „Sołdek”,
kiedy protestowano przeciwko jego cumowaniu przy Centralnym Muzeum Morskim.
Jestem zdania, że jednostki pływające powinny 
być widoczne na Motławie, bo nadają odpowiedniego klimatu. Jednakże takie
ich nagromadzenie, jak to ma miejsce w tej chwili,  
jest rzeczywiście nieporozumieniem, zwłaszcza,
że nabrzeże vis-a-vis Ołowianki, przy którym dawniej cumowały jednostki, stoi
puste.


 


Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że katamarany „Rubin”
i „Agat”, szpecące widok w Gdańsku, w lipcu i sierpniu 2006 r. pracowały dla
Zarządu Komunikacji Miejskiej w 
… Gdyni,
a na wody Motławy przypłynęły dopiero na wypoczynek.


 


Dalekosiężne plany przewidują przywrócenie dawnego kolorytu
miasta przez odtworzenie mostów zwodzonych, w tym przeprawy przez Most Zielony,
co rozwiązałoby problem cumujących w centrum miasta dużych jednostek. 
Zapewne sporo jednak wody w Motławie
przepłynie, zanim zrealizowane zostaną marzenia profesora Januszajtisa o
przywróceniu rzece pełnej żeglowności. Tymczasem więc, obywatelka miasta
Gdańska, wysyła do Żeglugi Gdańskiej prośbę o rozważenie możliwości odsłonięcia
pysznego widoku, a kopie pisma przekazuje prezydentowi i Radzie Miasta Gdańska.


 


 

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!