Organizatorzy katowickiego festiwalu zakasali rękawy i przez niecały rok uczynili z tego przyzwoitego wydarzenia spektakularny przegląd muzyczny. Taurona nie można w tym roku lekceważyć.

O ile w tamtym roku Autechre i Jaga Jazzist były, powiedzmy, wielkimi headlinerami, i poza nimi rzeczywiście zdarzyło się kilka naprawdę zacnych, mniejszych koncertów - Panthy Du Prince'a czy Prefuse'a w Szybie Wilsona, to jednak impreza wydawała się jeszcze wówczas poszukiwać jakiejś recepty na siebie, jakiejś wyraźnej, silnej osobowości. Mając w ręce kilka naturalnych atutów, wyróżników w postaci ciekawych miejsc, dobrej lokalizacji, dostępu do niezbyt niszowych i niezbyt sławnych zarazem muzyków, trzeba wciąż przebijać się w naszpikowanym terminami festiwalowym polskim lecie. Mam nieodparte wrażenie, patrząc na tegoroczny line-up, że ciężka praca została wykonana i miłośnicy alternatywnych brzmień przybędą tłumnie pod koniec sierpnia do Katowic.



Cnota pierwsza - umiarkowanie

Tauron konsekwentnie nie jest kolejnym kolosem, festiwalowym gigantem przytłaczającym przestrzenną rozległością, line-upowym przepychem i monstrualną infrastrukturą. Jest kompaktowy pod względem terytorium i rozmieszczenia scen, ma umiarkowane zaplecze rozrywkowo-namiotowe i wreszcie nie zarzuca nas artystami tak, abyśmy w nerwach i bólach dokonywali procesów decyzyjnych. Rok temu można było, jeśli się tylko miało na to chęci i siły, zobaczyć każdy z występów. Uwaga, nawet bez biegania!

Cnota druga - roztropność

Nader roztropny jest tutaj dobór artystów i koncepcja artystyczna. Po pierwsze - nie ograniczono się tylko do koncertów, ale zaoferowano jeszcze warsztaty muzyczne i fotograficzne (o których będziemy jeszcze szczegółowo informowani) oraz innego rodzaju imprezy towarzyszące. To dobrze, że próbuje się uczestnikom prezentować szersze spektrum możliwości i aktywności. Strefa dla dzieciaków ułatwi też zabawę tym, którzy zdążyli już założyć rodziny.

Po drugie - wybranie Mary Anne Hobbes na kuratorkę jednej ze scen i pozwolenie jej na dobranie artystów to strzał w dziesiątkę. Ta radiowa DJ-ka jest słynna z genialnego ucha do nowej muzyki.

Cnota ostatnia - program

Zaproszeni muzycy to seria strzałów w dziesiątkę. Pierwszym celnym rzutem było rzecz jasna Lamb, którzy zdążyli już zdobyć sławę i chwałę nad Wisłą. Po latach milczenia wrócili do grania dwa lata temu i niebawem światło dzienne ma ujrzeć ich nowy materiał - mówi się, że spora jego część pojawi się na katowickim koncercie inaugurującym Taurona.

Battles! Nie było ich jeszcze u nas do tej pory, a to bardzo pożądane przeżycie muzyczne. W szczególności na żywo. Nagrali do tej pory dwie płyty, z ogromną pauzą między nimi, która niejednego fana doprowadzić mogła do szaleństwa. Na "Gloss Drop" zmienili się, choć uniknęli drastycznych środków - po prostu rozhuśtali psychodeliczne, math-rockowe struktury, które rządzą ich muzyką, egzotycznym, tropikalnym instrumentarium. Ta płyta jest osobliwie lekka i przyjemna, i domniemywam, że bitwa o "bitwy" była zażarta. Gratuluję wygranej organizatorom Taurona.

Darkstar, skład, którego jednoosobową, zakapturzoną namiastkę mieliśmy rok temu na Offie, wydał wreszcie płytę i zmienił odrobinę koncepcję, odchodząc od oczywistości dubstepu w bardziej eklektyczne i zwiewne obszary synth-popu. Trzech panów spod ciemnej gwiazdy przywiezie ze sobą materiał z płyty "North", soczysty, urozmaicony ciepłymi wokalami i mnóstwem syntezatorów, klawiszy i skrzypiec. I na słowo mogę uwierzyć, że będzie to koncert totalny.

Ford & Lopatin. O ile znacie Games, albo Tigercity, albo Oneohtrix Point Never, i o ile możecie sobie wyobrazić uroczą fuzję talentów związanych z tymi składami, będziecie mieli obraz tego, kim na scenie są Ford i Lopatin.

Zauważyłam na Primaverze, że wśród pewnej części publiczności (szczególnie tej mającej bezpośredni kontakt ze sceną nowojorską) udział w ich koncercie - nota bene woleli oni wówczas mówić, że widzieli GAMES, niż Forda i Lopatina, bo to przecież na jedno wychodzi - był przeżyciem przebijającym wszystkie pozostałe. Co tam Explosions, co tam Deerhunter, GAMES dyktują warunki w synth-popowym świecie. I jakkolwiek hype nie lubię, tu chyba jeszcze jest to za duże słowo. A z resztą, nawet jeśli, Ford & Lopatin to naprawdę zdolne chłopaki.

Ażeby nie przemęczać zachwytami, dwa słowa na koniec o pewnym niemieckim zespole, który zasili szeregi Taurona w tym roku - Bodi Billu. Pamiętam, że niechcący natrafiłam na nich kiedyś na Icelandic Airwaves - skończyła się ta przygoda znakomitym koncertem i kilkoma zakupionymi płytami. Bodi Bill znaleźli recepturę na zgrabne łączenie berlińskiej miłości do minimal techno z popową melodyjnością. Zastanawiające, jak ten niepozorny z pozoru skład obezwładnia publiczność. Banał to będzie, ale wygodne buty na ich koncercie to absolutna podstawa.

Wreszcie, cnotą jest ceny biletów i karnetów, z którymi zapoznać możecie się na stronie TNM.

Do wyliczanek cnót muzycznych Taurona jeszcze powrócę.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!