Zadanie które sobie wyznaczyłem nie należało do łatwych. Rozmowa, którą przeprowadziłem, dotykała spraw przykrych, bolesnych i jakże osobistych. Musiałem umieć znaleźć się w tej sytuacji tak, aby nie zranić rozmówczyni jeszcze bardziej.

Często zdarza mi się przechodzić koło jednego z wrocławskich zakładów karnych. Przed jego wejściem, zawsze można spotkać mniejszą lub większą grupę ludzi, którzy stoją tu żeby odwiedzić osadzonych. Mijając ich, za każdym razem starałem się wejść w ich położenie, zadając sobie wiele pytań dotyczących sytuacji w której się znaleźli. Postanowiłem, że namówię do rozmowy jedną z nich. Nie było to łatwe. Mój wybór padł na panią Janinę.

Pani Janina mieszka w jednej z południowych dzielnic Wrocławia. Duży poniemiecki dom wymaga natychmiastowego remontu. Towarzystwa dotrzymują jej psy i koty, których jest miłośniczką. Przy świetnej herbacie i ciastkach, oraz przy przysłuchującej się rozmowie suczce Łajce, rozmawiamy o jej synu, przebywającym w zakładzie karnym, o jej miłości do niego oraz nadziei, że kiedyś go odzyska.


Pani Janino, kogo odwiedzała pani w zakładzie karnym i kim pani jest dla osadzonego?
- W więzieniu przebywa mój syn Adam. To jego drugi raz, choć ma dopiero 24 lata.

Czyli syn odbywa karę w warunkach recydywy? Proszę powiedzieć, za co syn trafił za kratki pierwszym razem?
- Przez głupotę, przez narkotyki i szukanie możliwości łatwego zarobku. Chociaż w gruncie rzeczy, to dobry chłopak. Dużo winy jest w tym mojego byłego męża. Jest alkoholikiem, często wszczynał awantury. Potrafił uderzyć i mnie i Adama. Nigdy go nie kochał, nie zależało mu na nim. Adam szukał w nim mimo wszystko oparcia. Chciał mieć ojca jak jego rówieśnicy, ale mąż zupełnie go lekceważył. Myślę, że to była główna przyczyna tego, że Adam popadł w złe towarzystwo i narkotyki. Zaczęły się kradzieże, rozboje i handel narkotykami. Nazbierało się tego wszystkiego na 2 lata więzienia. Pamiętam jak policja wyprowadzała go z domu w kajdankach. Tego widoku nie da się opisać. Myślałam, że pęknie mi serce. Płakałam, miałam problemy ze snem. Często chodziłam do jego pokoju i oglądałam jego zdjęcia. Byłam bardzo samotna.

Często odwiedzała Pani wtedy syna w więzieniu?
Tak, czasem nawet 3 razy w miesiącu. Tęskniłam za nim i wiedziałam, że on na mnie czeka. Wiedziałam, że byłam mu potrzeba. Mieliśmy tylko siebie. Żeby zdobyć widzenie, wyjeżdżałam z domu o 4 rano. Zimą było naprawdę strasznie. Czekało się na dworze na stojąco, często nie wiedząc czy dostanę się na widzenie. Najgorsza była ta niepewność. Adam zawsze przychodził na widzenie ogolony i czysto ubrany. Witał się ze mną jak ze swoją dziewczyną. Zawsze mówił, żebym się nie przejmowała i nie martwiła o niego. Trzymał mnie za rękę i głaskał. Pamiętam jak pierwszy raz poszłam na widzenie z synem, przyszedł na salę cały poobijany, w sińcach. Miał złamany łuk brwiowy. Pobili go inni więźniowie bo był "świeżakiem". Wyglądał okropnie. Bardzo się popłakałam. Płakałam całą drogę do domu. Bardzo się o niego bałam. Dręczyły mnie koszmary. Widywałam go w snach. To wszystko było dla mnie takie okropne.

Czy kiedy syn opuścił mury więzienia, wierzyła Pani, że się zmieni i więcej tam nie wróci?
- To było wszystko co miałam. Właśnie ta wiara, że się zmieni, że zacznie pracować, że pomoże matce. Adam często pisał do mnie listy, w których zapewniał o swoich postanowieniach. Że już nigdy, przenigdy nie wróci do więzienia. Obiecywał, że znajdzie pracę, że będzie mi pomagał w domu. Dzwonił także często, zawsze z tym swoim - mamuś. Mówił - Kocham cię mamuś, nie martw się. No i koniecznie - przyjedź na odwiedziny. Robiłam mu paczki żywnościowe i ubraniowe i wysyłałam je pocztą, albo sama zanosiłam do więzienia. Tylko 5 kilo i zawsze 5 kilo.

To były skromne paczki, ale cieszyłam się, że mogę mu pomóc. Że on też będzie się cieszył.
To w końcu mój jedyny syn, jedyne dziecko. Listów od syna zebrało się około stu. Czytałam je po parę razy. W każdym zawsze było narysowane serce lub kwiaty, albo i to i to.
Adam po miesiącu poszedł do pracy. Pomagał mi w domu, rąbał drewno, palił w piecu. Jedliśmy razem posiłki. Byłam naprawdę szczęśliwa, że go odzyskałam. Że jest w domu.

Pracę rzucił po miesiącu. Oszukiwał mnie, że dalej pracuje, a faktycznie wrócił do kolegów. Znowu zaczął palić marihuanę i haszysz. Zażywał też amfetaminę. Byłam załamana, myślałam nawet o samobójstwie. Mój syn ponownie mnie zawiódł, a jak tak mu wierzyłam.

To musiał być dla Pani cios. Co sprawiło, że ponownie wrócił za kratki?
Mimo wszystko starałam się o niego walczyć. Chciałam wymusić na nim ponowne podjęcie pracy. Odbywając karę, zdobył uprawnienia elektryczne, zrobił też kurs na wózki widłowe. Miał możliwości żeby znaleźć dobrą pracę. Chciałam żeby zostawił kolegów, ale nic do niego nie docierało. Żył w swoim świecie. Zamknęłam przed nim nawet lodówkę. Powiedziałam, że nie będę żywić darmozjada. Byłam u kresu sił. Nie wiedziałam co robić, gdzie szukać pomocy. Byłam z tym wszystkim sama. Ponieważ przestałam go żywić i dawać na papierosy, zaczął być wobec mnie wulgarny, obrażał mnie, trzaskał drzwiami i puszczał muzykę na cały regulator. Czasem podstępnie wyniósł coś z kuchni do jedzenia. Byłam bliska obłędu. Moja nerwica na którą cierpię była jeszcze większa. Do tego ciągle problemy z nogami, które bardzo puchną. Mam też żylaki których nabawiłam się przez 30 lat pracy w handlu.

Adam poznał dziewczynę, która mieszkała osiedle dalej. Po pewnym czasie wprowadził się do niej. Jej rodzice prowadzili firmę, w której syn trochę pomagał. Dzięki temu miał gdzie spać i co jeść. Do mnie wpadał tylko na chwilę i wtedy kiedy czegoś potrzebował.

Pasją Adama od zawsze były samochody. Znał się na nich, umiał naprawić, ale najbardziej lubił nimi jeździć. Problem w tym, że nigdy nie miał prawa jazdy. Rodzice dziewczyny byli dobrze sytuowani, mieli trzy czy cztery samochody. Adam mógł nimi jeździć. To było dla niego najważniejsze. Ale dalej nie miał stałej pracy. Ponieważ został zwolniony z więzienia warunkowo, musiał się pilnować. Miał pracować i kontaktować się z kuratorem. Nie robił ani tego ani tego. Prowadził auta bez uprawnień, raz nawet potrącił człowieka. Sprzedawał i sam brał narkotyki. Okłamywał kuratora. Złamał wszystkie warunki zwolnienia. W styczniu tego roku, przyprowadzili go do domu policjanci, znowu w kajdankach. Robili rewizję. Okazało się, że tym razem chciał wyłudzić kredyt z banku i wpadł na gorącym uczynku. Znowu jest w więzieniu.

Czy nadal wierzy Pani w syna i pomaga mu tam za kratkami?
Tak, wierzę w niego. Jestem przecież jego matką. Mam tylko jego. Odwiedzam go, robię paczki, w końcu mam już wprawę. Nie mogę go zostawić. Jaki by nie był, to mój syn. Chociaż dzisiaj zapowiedziałam mu, że to już naprawdę ostatni raz. Że jeżeli się nie zmieni, to go wymelduję.
Kocham go tak, jak potrafi kochać chyba tylko matka.

Pani Janino, bardzo dziękuję Pani za tą niełatwą przecież rozmowę i za przepyszną herbatę
- Ja też dziękuję, a z tą herbatą to musiałam się postarać, w końcu na wstępie powiedział pan, że to pana ulubiony napój.

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!