Książka Claire Berman i Kena Steele bardzo szczegółowo pokazuje osobę chorą na schizofrenię, jej walkę o normalne życie, rozpacz, ból, osamotnienie, cierpienie oraz poszczególne etapy pokonywania jej i dochodzenia do zdrowia.

Ja nie tylko teraz radzę sobie z moją chorobą, ja teraz naprawdę żyję (Ken Steele)

Powyższe słowa wypowiedział bohater i zarazem współautor tej książki. Człowiek, któremu udało się pokonać chorobę i wyjść ze schizofrenii nękającej go kilkadziesiąt lat.

Wszystko zaczęło się, kiedy miał 14 lat. To wtedy usłyszał je po raz pierwszy. Przyszły tak niespodziewanie. One. Głosy. Najpierw cicho, a potem głośno i wyrażnie dawały o sobie znać: "Zabij się... podpal się. Światu będzie lepiej... Jesteś nic nie wart...(...) Umrzyj, umrzyj, umrzyj. Zrób to teraz,
natychmiast, nie póżniej" (...) Masz umrzeć. Musisz umrzeć". I tak coraz częściej i coraz głośniej mówiły do niego tonem nieznoszącym sprzeciwu, jednocześnie instruując, jak ma się pozbawić życia. Z czasem stawały się coraz bardziej podstępne, natarczywe i coraz bardziej bezlitosne.

Z początku chłopak nie wspomniał nikomu z rodziny o tym, co mu się przydarzyło. Nie chciał martwić rodziców, ani ukochanej babci. Próbował sam sobie z nimi poradzić. Zagłuszał je, wertując podręczniki szkolne, a następnie wszystkie książki, jakie wpadły mu w ręce w miejskiej bibliotece. Dzięki temu głosy w jego głowie stawały się mniej słyszalne.

Ale wkrótce urosły w siłę. Ken czuł, że odchodzi od zmysłów i tylko krok dzieli go od samobójstwa. Udał się do kościoła i tam zwierzył się spowiednikowi. Chcąc zapobiec nieszczęściu, ksiądz powiadomił pogotowie, które zabrało przerażonego chłopca do szpitala psychiatrycznego. Tam po raz pierwszy usłyszał diagnozę: schizofrenia. Od tego czasu szpitale i ulice stały się jego domem, a mieszkający tam ludzie jego wspólokatorami.



Jak przez najbliższych kilkadziesiąt lat będzie wyglądać jego życie? Tego się nie da opowiedzieć w kilku zdaniach. To trzeba przeczytać samemu. Przebyć wraz ze Steelem ten kawałek drogi, o którym by chciał zapomnieć. Być razem z nim, słyszeć, widzieć i przeżyć to samo, czego on doświadczył. Taka podróż pomoże zrozumieć osobę chorą psychiczną, poznać jej chorobę od środka i dać nadzieję na jej pokonanie.

Bo nie ma rzeczy niemożliwych. Bohaterowi tej książki udało się wyjść ze schizofrenii. W końcu przyszedł taki dzień, w którym głosy całkowicie umilkły. I wówczas Ken poczuł, że żyje. Stało się to dzięki pomocy lekarza specjalisty, nowoczesnych lekarstw, wsparciu przyjaciół i ludzi dobrej woli, oraz (a może przede wszystkim) dzięki walce i jego samozaparciu.

Ken został wychowawcą, działaczem i mentorem. Założył gazetę "Głosy Nowego Jorku". Czasopismo stało się narzędziem edukowania społeczeństwa w zakresie chorób psychicznych. Jednym z największych jego osiągnięć było stworzenie "Projektu umożliwienia wyborów", który spowodował, że zdrowie psychiczne stało się elementem publicznej debaty o służbie zdrowia.

Jednocześnie podróżował po kraju, wygłaszał prelekcje, na których udzielał porad jak wpierać chorych umysłowo. Nigdy nie odmawiał pomocy, nawet jak
chorzy dzwonili w środku nocy. W zasadzie był na każde ich zawołanie. Jego działania i ogromne zaangażowanie wpłynęło pozytywnie na życie tysięcy osób.

Warto sięgnąć po książkę "Dzień, w którym umilkły głosy. Moja walka ze schizofrenią"

"Dzień, w którym umilkły głosy. Moja walka ze schizofrenią"
Tytuł oryginalny: The Day the Voices Stopped:A Schizophrenic's Journey from Madness to Hope
Autor: Claire Berman, Ken Steele
Tłumaczenie: Danuta Korziuk
Wydawnictwo: Replika


Znajdź nas na Google+

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!