(© w24)

Szczęściem w nieszczęściu życiu płk M. Przybyła już nic nie zagraża. Jego tragedia będzie jednak jeszcze bardzo długo przez media omawiana, i co gorsza, pokazywana. I to pokazywanie jej na wizji, publicznie, jest co najmniej niehumanitarne.

9 stycznia wszystkie polskie media na gorąco informowały o próbie samobójczej płk. Mikołaja Przybyła. Na różne sposoby także ją komentowały. Niby to normalne, w końcu media wykonywały swoją pracę. Jest jednak coś, co mi się w ich przekazie bardzo nie spodobało. Mianowicie upublicznienie nagrania z przebiegu tej tragedii. Moim zdaniem media przesadziły. Zwykłe zasady przyzwoitości dziennikarskiej zostały bardzo poważnie naruszone.

Uważam, że ze względów chociażby czysto humanitarnych, takich tragedii na wizji nie powinno się pokazywać. Stała się rzecz straszna. To fakt. Ale ledwo do niej doszło, w internecie pojawił się filmik z jej przebiegu. Jestem zbulwersowana tym filmikiem. Widać na nim wyraźnie, że jeden z dziennikarzy zamiast biegnąć z pomocą leżącemu na podłodze we krwi pułkownikowi, biegnie po kamerę. Sfilmowanie tragedii pułkownika było dla niego ważniejsze.

Miałam nadzieję, że kiedy wszyscy już ochłoną po pierwszych chwilach szoku, to media tego nagrania nie będą na wizji pokazywać. Przynajmniej poważne media, za jakie uważam TVP. Moje nadzieje okazały się jednak płonne. We wszystkich wiadomościach pokazywano je bardzo skrupulatnie.

Nie mniej zbulwersowała mnie wiadomość w wieczornych Wiadomościach TVP, mówiąca o tym, że płk Przybył czuje się już dobrze i najprawdopodobniej opuści szpital następnego dnia. To, że pułkownik czuje się już w miarę dobrze, to akurat dobra wiadomość, ale to, że już następnego dnia może zostać wypisany ze szpitala do domu, to wiadomość co najmniej zastanawiająca. To znaczy co, pułkownik wykonał zadanie, i to pomyślnie - w jakimś sensie - więc może już wracać do domu? A przecież jeśli to był z jego strony akt samobójczy, to po nim, po uratowaniu mu życia, powinien zostać w szpitalu przynajmniej pod opieką psychologiczną. Niedoszły samobójca po nieudanej próbie samobójczej może wszak ponownie targnąć się na swoje życie.

Czytaj więcej -->

Tak naprawdę nikt tego wiedzieć nie może, oprócz samego płk Przybyła, czy on rzeczywiście chciał odebrać sobie życie, czy tylko zranić się i tym czynem coś zademonstrować. Nie zmienia to jednak faktu, że była to tragedia, zwłaszcza jego osobista tragedia, i pokazanie jej na wizji, publicznie, świadczy jedynie o coraz większej bezduszności opanowującej polskie media. A to, czy pułkownik wiedział o tym, że jego próba samobójcza będzie nagrywana przez kamerę, czy nie, to jest już mniej ważne.

Nasuwa się pytanie, jak mają tę tragedię zrozumieć ludzie, którzy się polityką nie interesują? Jak jej wizualny przekaz wpłynie na ich morale? Przecież w społeczeństwie żyje także wiele osób ze skrzywioną psychiką. Takie obrazki działają na nich zupełnie inaczej niż na normalnego człowieka. Działają destruktywnie.

Bloger broni okładki tabloidu, wcześniej nazwał dziennikarzy szmatami

Jestem zdania, że takich tragedii nie powinno się pokazywać publicznie. Trzeba o tym mówić, tak, ale nie pokazywać. Dla ludzi, którzy z jakiś swoich osobistych powodów życie ma ją za nic, takie obrazki to tylko "woda na młyn".

Po paru godzinach od tragedii płk Przybyła media już „trąbiły” o samobójstwie, skutecznym samobójstwie, jakiegoś 29-letniego policjanta z Łodzi. Nagrania nie pokazały. Pewnie tylko dlatego, że tej tragedii akurat nikt nie sfilmował.

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!