1 grudnia jest jednym z tych dni, kiedy mówi się na jeden temat, wymyśla sposoby pognębienia palących i reklamuje cudowne preparaty wspomagające adeptów rzucania palenia.

Sama wiele lat paliłam i jak to zwykle bywa, rzucałam nałóg wielokrotnie. Stosowałam kolejno a to pastylki, a to plasterki nasycone różną dawką nikotyny, które powodowały drżenie rąk z przedawkowania oraz furię wywołaną brakiem zwykłego papierosa i oczekiwaniem na cud, czyli utratę chęci zapalenia kolejnego.


W końcu dałam sobie spokój z rzucaniem nałogu, machnął ręką lekarz któremu na rutynowe pytanie "no i dlaczego pani pali" odpowiedziałam zdecydowanie, a nawet mało grzecznie: bo lubię, lubię jak wszyscy diabli.


Tak doczekałam do emerytury, kiedy zaczęło się skrupulatne wyliczanie kosztów utrzymania. Wypadło cieniutko. Dyżurami nie dorobię, zastępstwa nie wezmę, na pół etatu nie pójdę, bo z moją wąską specjalnością zawodową pozostaje tylko praca przy rentgenie, z którym właśnie się rozstałam. Papierosy to za duże koszty. Tak pojawił się pierwszy poważny argument.


Drugim argumentem był kaszel. Wieloletnie pokasływanie, łatwość przeziębienia i chrypki zmieniły się w ciężki poranny kaszel. Przypominały mi się szpitalne schody, na które pacjenci wychodzili chyłkiem, żeby zapalić. Stare schorowane chłopiska z ogarkami przylepionymi do warg, kaszlący, plujący......i fuj! To była jedyna wydalina ludzkiego organizmu, na którą patrzeć bez mdłości nie mogłam.


A więc to mnie czeka? - pomyślałam przerażona. No nie! Popatrz idiotko, do czego się doprowadziłaś - przemawiałam do tej w lustrze. Pukałam się w czoło i mieszałam ją z błotem. Niech wie jak jej nie lubię!


Córka po krótkim pobycie w Anglii wróciła z nowym poglądem na uzależnienie od papierosów i sposób rzucania palenia, o których czytała w brytyjskim poradniku. Jego autor przekonuje, że nie ma uzależnienia od nikotyny, jest natomiast
przyzwyczajenie do gestu, wypełnianie nim przestrzeni, zajęcie dla rąk. Należy więc zmienić sposób myślenia, uświadomić sobie motywację i wprowadzić niewielkie ale znaczące zmiany w życie.


Przyciśnięta do muru dwoma ważkimi argumentami przemawiającymi za rzuceniem palenia, zaczynam "tą w lustrze" utwierdzać w przekonaniu, że palenie rzucić musi. Musi, bo tak będzie lepiej, zdrowiej, taniej i nie będzie śmierdzieć w domu. Dyskusja z lustrem trwała około miesiąca, wreszcie któregoś dnia, jak zwykle, wypiłam poranną kawę pod 4 ostatnie fajki jakie mi zostały i poszłam na zakupy.


"Nie kupiłam papierosów" oznajmiam córce po powrocie, na co dziecko rutynowo odpowiedziało: "no to zaraz polecę do kiosku". Nigdzie nie polecisz - oznajmiłam twardo. Niczego nie zapomniałam. Od teraz nie palę.


Zaczął się pierwszy dzień walki. Unikałam przebywania w miejscach, gdzie siadywałam z książką, robótką, gazetą. Pomyłam i pochowałam popielniczki. Wychodziłam na balkon i wciągałam głęboko powietrze, wymyślam sobie jakieś bzdurne zajęcia, piłam popołudniową herbatę w korytarzu, byle nie tam, gdzie zazwyczaj siadałam z papierosem. Wywracałam porządek dnia do góry nogami. Wieczorem wzięłam relanium, przespałam noc bez papierosa i wstałam ze świadomością że dostałam piękny prezent, byłam dumna, że cały jeden dzień bez papierosa mam za sobą.


Córka obserwowała, czuwała, rozpraszała moją uwagę i podtrzymywała mnie na duchu. Minęły trzy dni. Chęć jeszcze sie pojawiała, ale coraz łatwiej było mi przejść nad tym do porządku dziennego. Sprzątałyśmy z córką mieszkanie, prałyśmy firanki, zasłony, mieszkanie pachniało. Wiedziałam, że już żaden papieros ze mną nie zwycięży; byłoby wielką stratą zmarnować 3 dni wolne od dymu i następne, z coraz lżejszym oddechem.


Zwycięstwo! Mijały dni, sekundowe zachcianki na dymek wracały coraz rzadziej. Przyszedł dzień, kiedy wystarczyło sobie w takiej chwili powiedzieć: " przecież ja nie palę". Z doświadczenia ubiegłych lat i opowieści osób rzucających palenie wiem, że nie wolno pozwolić sobie "na tego jednego". To jest ostatni gwóźdź programu - nie sięgnąć po żadnego cudzesa oferowanego z dobrego serca biednej istocie która tak się męczy.


Świętuję od 6 lat moje dni bez papierosa. Codziennie. Być może moje doświadczenie komuś choć troszkę pomoże. Jedno wiem na pewno. Ja, paląca nawet 40 sztuk na dobę, rzuciłam nałóg siłą woli. Bo tak chciałam. I żadne plasterki czy pastylki nie zastąpią nam własnej motywacji.


Rzuć papierosy razem z nami - od 1 grudnia w gazecie Wiadomości24.pl




Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!