To mecz inny niż wszystkie. Mecz, którego stawki nie da się opisać tylko liczbami i zweryfikować tylko przez pryzmat końcowego wyniku. Najlepsi z najlepszych, najdrożsi z najdroższych, wizjonerzy i czarodzieje futbolu - Real i Barcelona.

Jeśli w skomercjalizowanym do cna świecie piłki nożnej pozostało coś niezmiennego, nietkniętego zachłanną ręką marketingu i nie wymagającego wysiłku armii specjalistów od PR-u, jest to rywalizacja "Królewskich" i "Dumy Katalonii". Ona reklamy nie potrzebuje.

Real na fali

W Madrycie czekają na zwycięstwo w Gran Derbi od sezonu 2007/2008, ale po raz pierwszy w erze Mourinho jego zespół postrzegany jest jako faworyt, ba, wygrał ostatnie 10 ligowych spotkań i jako jedyny zespół zdobył komplet punktów w fazie grupowej Champions League. Wielu obserwatorów Primera Division uważa, że Cristiano Ronaldo i spółka to najmocniejsza drużyna na Santiago Bernabeu od czasów Zidane'a, Figo i Ronaldo.

Jose Mourinho jeszcze przed sezonem wywalczył sobie pełnię władzy, eliminując dyrektora sportowego Jorge Valdano. A że pełnia władzy to pełna odpowiedzialność, drugi rok bez tytułu może być dla niego ostatnim na Santiago Bernabeu. Obsesja zwycięstwa nad Barceloną w jego przypadku wydaje się więc zrozumiała.

Po jakie środki sięgnie "The Special One"? Czy znowu pośle do boju nierespektującego żadnych reguł boiskowego zabijakę Pepe, wrogo inspirującego Marcelo oraz Sergio Ramosa i Xabiego Alonso, którzy urządzą polowanie na swoich kolegów w reprezentacji? Możliwe, ale na razie przewidywania co do postawy Realu są obarczone wiele mniejszym stopniem prawdopodobieństwa niż rywali z Camp Nou. Tajemniczy pozostaje również Mourinho, który nie pojawił się na przedmeczowej konferencji.

Trudno sobie przypomnieć, kiedy o najbardziej kontrowersyjnym trenerze świata było w mediach tak cicho - nie obraża rywali, nie oburza się na sędziów, nie deprecjonuje wyników innych drużyn, nie szuka rzekomych spisków przeciw swojemu klubowi. Zmienił się również jego sposób komunikacji z ławki rezerwowych - w miejsce wybuchów złości i nerwowej mimiki pojawiły się gesty tonujące napięcie, jakby chciał przez nie powiedzieć: "wygramy bez względu na wszystko". Czyżby oznaką jego wewnętrznej metamorfozy miałaby być zamiana eleganckiego płaszcza na klubową bluzę? Pamiętając o wyczynach Mourinho z dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii i nie posądzając go o krztę pokory może to być tylko cisza przed burzą.

Barcelona pod ścianą?

"Chciałbym, żeby było to piłkarskie spotkanie, żeby mówiło się o dobrym spektaklu. Bo niestety po ostatnich klasykach mówiono tylko o decyzjach sędziów i faulach" - powiedział Xavi (za fcbarca.com). Rozgrywający "Dumy Katalonii" nie przypadkowo wraca do Gran Derbi z końca ubiegłego i początku tego sezonu, kiedy jedyną odpowiedzią "Los Blancos" na pięknie operującą piłką Barcelonę była agresja i brutalność. Dziś z pewnością zdaje sobie sprawę, że to jego zespół jest w trudniejszej sytuacji, a rywale zrobili ogromny krok do przodu.

Pep Guardiola raczej zrezygnuje z eksperymentalnego ustawienia z trójką obrońców, próbowanego w starciach z zespołami ze środka i dolnej części tabeli. Pod znakiem zapytania stoi występ Carlesa Puyola, który opuścił boisku po 35 minutach ostatniego meczu z Levante. Poza tym... niby wszystko jasne, ale jak powstrzymać katalońską maszynę, która z dziedziny sportu futbol wytransferowała do rangi sztuki...

Spłycanie starcia obu drużyn do pojedynku Mourinho z Guardiolą czy Ronaldo z Messim byłoby nadużyciem. Gran Derbi to nie teatr jednego, dwóch aktorów, ale całych drużyn. Prawdziwa wojna szykuje się w środku pola, gdzie Iniesta, Xavi i Fabregas zderzą się z Diarrą, Khedirą i Xabim Alonso. Piekielnie szybką lewą stronę Realu Marcelo-Di Maria będzie próbował powstrzymać niczym im nieustępujący Dani Alves. Wspomniani Pepe i Ramos utworzą parę stoperów uprzykrzającą do bólu życie genialnemu Argentyńczykowi i Davidowi Villi, który nawet w słabej formie stanowili śmiertelne zagrożenie. A kto wie, może dzisiejszy pojedynek wykreuje innych bohaterów - najdroższego rezerwowego świata Kakę czy wyśmienitego dryblera Alexisa Sancheza?

Real Madryt - FC Barcelona, sobota, godz. 22

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!