Nawet 300 tys. osób w zeszłym roku mogło stracić życie z powodu cholery. Pod osłoną kryzysu finansowego, zapominana choroba wciąż zbiera śmiertelne żniwo. W wielu miejscach na świecie wybuchają tragicznej zarazy.

Wprowadzając do tematu, warto poznać tę straszną chorobę. Cholera to ostra zakaźna i zaraźliwa choroba biegunkowa, wywołana przez bakterie, a dokładnie przecinkowce cholery (Vibrio cholerae). Do zakażenia dochodzi drogą pokarmową: poprzez wypicie zakażonej wody (z tego powodu wybucha większość epidemii) lub produktów spożywczych. Ten czynnik powoduje, że cholera szybko się rozprzestrzenia w rejonach klęsk żywiołowych (przypadek epidemii na Haiti po niszczycielskim trzęsieniu ziemi) oraz w najuboższych częsciach świata. Początek choroby przebiega nagle z niekontrolowanymi wymiotami oraz biegunką. W bardzo szybkim czasie dochodzi do odwodnienia organizmu (chory jest w stanie nawet stracić 15 litrów płynów w ciągu doby). Postępująca choroba wywołuje również zmianę głosu czy zapadnięcie oczu. Leczenie głównie opiera się na podawaniu pacjentowi odpowiedniej ilości wody pitnej oraz zastosowania m.in. antybiotyków z grupy tetracyklin.

W krajach rozwiniętych, gdzie szybkiej reaguje się na ewentualne przypadki cholery, śmiertelność wynosi mniej niż 1 proc. Niestety, statystyki wypadają o wiele gorzej patrząc na biedniejsze rejony świata - w przypadku nieleczonej choroby śmiertelność może wynosić 50-60 proc. Dodatkowe obciążenia genetyczne, mogą doprowadzić nawet do zgonu w ciągu dwóch godzin od pojawienia się pierwszych objawów cholery (takie przypadki miały miejsce podczas wcześniej wspominanej epidemii na Haiti w 2010 r. oraz w Indiach 2004 r.).

Gdy większość z nas usłyszy hasło "cholera", od razu do głowy przychodzi skojarzenie z zarazą, która już dawno trafiła na śmietnik historii, która jest tylko tragicznym wspomnieniem sprzed wieków. W szkołach, na lekcjach biologi bardzo rzadko się wspomina, że cholera jest wciąż wielkim zagrożeniem nie tylko dla krajów trzeciego i czwartego świata. Obecnie trwa siódma pandemia cholery (z powodu sześciu poprzednich życie straciło kilkaset milionów osób), rozpoczęta w Indonezji na początku lat 60. XX wieku. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), w 2010 roku zanotowano na całym świecie 3,5 miliona zachorowań, które mogły doprowadzić nawet do 300 tys. zgonów. Przed wieloma dziesięcioleciami, nad Wisłą dochodziło do kilku epidemii ale nawet w 21. wieku dochodziło w Polsce do zakażenia Vibrio cholerae.

11 lipca 2006 r. do szpitala klinicznego MSWiA trafił 49-letni mężczyzna w stanie upojenia alkoholowego (3,44 promila alkoholu we krwi), który topił się w Jeziorku Czeniakowskim. Wyjaśnienie jego bardzo ciężkiego (spowodowanego również obrażeniami nabytymi podczas mechanizmu utonięcia), wciąż pogarszającego się stanu zdrowia pokazały wyniki podstawowych badań - w 99 proc. wykazały wykrycie bakterii wywołującej cholerę (nie była to jednak postać zakaźna, wywołująca klasyczną cholerę). W jak najszybszym możliwym czasie wdrożono procedury bezpieczeństwa - zamknięto oddział szpitala, na którym znajdował się zakażony oraz dokładnie przebadano osoby, które miały z nim kontakt (w tym członków najbliższej rodziny). Mimo wysiłków lekarzy, mężczyzny nie udało się uratować. Chory zakaził się bakterią w miejscu pracy - na dworcu centralnym PKP w Warszawie, gdzie pracował około 6 lat. Ale i również we wcześniej wspominanym Jeziorku Czerniakowskim znaleziono bakterie przecinkowca cholery (ich obecność stwierdzono również w 2009 r.)


W tym momencie należy uspokoić każdego, kto przestraszył się możliwością zakażenia cholerą w Polsce - przypadki zakażenia Vibrio cholerae są bardzo sporadyczne, a jeszcze rzadziej prowadzą do rozwinięcia się cholery. Prawdziwym problemem natomiast jest skala tej choroby w najbiedniejszych rejonach świata. W sierpniu 2008 r. w Zimbabwe rozpoczęła się epidemia cholery, która trwa po dziś dzień. Do stycznia 2010 r. oficjalnie zanotowano 98 741 przypadków zakażenia, w tym 4 293 zgonów z powodu choroby (przez słabą infrastrukturę informacyjną oraz zły stan służby zdrowia, zarażonych może być jeszcze więcej). Powodem wybuchu epidemii był m.in. brak dostępu do czystej wody pitnej oraz brak odpowiedniego systemu kanalizacyjnego. Reżim Roberta Mugabe wcale nie ułatwiał walki z epidemią - wielu lekarzy uciekło z kraju ze względu na represje polityczne a władze używając środków chemicznych, które w planach miały zatrzymać rozwój cholery, w konsekwencji spowodowały skażenie ujęć kanalizacyjnych.

Co najgorsze, emigracja chorych mieszkańców Zimbabwe szukających pomocy medycznej w krajach ościennych, spowodowała wzrost zachorowań na cholerę m.in. w RPA czy Mozambiku. Międzynarodowa pomoc w ilości kilkudziesięciu milionów dolarów, która miała miejsce w 2008 i 2009 r., dziś jest ona marginalna choć potrzeby są wciąż ogromne.

W dotychczasowych miesiącach 2011 roku zanotowano już 431 przypadków zakażenia cholerą oraz 16 zgonów (w całym poprzednim roku było ich 22). Co ważne, ponad 90 proc. przypadków zachorowań stwierdzono na terenach wiejskich, gdzie jest bardzo niski poziom higieny i społecznej świadomości o zagrożeniu cholerą.

Ale nie tylko kontynent afrykański jest wciąż zagrożony epidemią cholery. Po wielu latach nieobecności, w 2007 r. w Wietnamie zaczęto notować znaczny wzrost zachorowań na najbardziej niebezpieczną odmianę cholery. Choroba najłatwiej się rozprzestrzeniała na terenach dotkniętych powodzią. W następnym roku potwierdzono 377 przypadków wykrycia groźnej bakterii przecinkowca cholery. Przez czas trwanie epidemii nie stwierdzono natomiast zgonów spowodowanych chorobą. Natomiast brak dostępu do czystej wody pitnej doprowadził do wybuchu epidemii w Iraku w 2007 r. Według danych WHO, zanotowano 4467 przypadków zakażenia Vibrio cholerae, z czego 24 pacjentów zmarło. W następnych dwóch latach notowano jeszcze przypadki cholery, jednak nie było ich tak dużo jak w 2007 r.

Zdecydowanie największa epidemia cholery ostatnich lat miała miejsce na Haiti, po tragicznym trzęsieniu ziemi, które doszczętnie zniszczyło karaibski kraj.
W październiku 2010 r. zaczęto notować pierwsze przypadki zachorowań na cholerę. W ciągu kilku miesięcy od kataklizmu nie udało się zapewnić godziwych warunków higienicznych we wszystkich rejonach kraju m.in. czystej wody pitnej. Choroba bardzo szybko rozprzestrzeniła się po Haiti - do marca 2011 r. zanotowano ponad 252 tysiące przypadków, które spowodowały śmierć u 4672 pacjentów.

Żadne organizacje humanitarne nie były gotowe na, aż tak wielką skalę dramatu - zdarzały się nawet akty przemocy wobec zagranicznych wolontariuszy oraz podpalenia szpitali z zarażonymi. Choć temat epidemii cholery na Haiti nie znajduje się w centrum zainteresowania opinii publicznej, to na wyspie wciąż odnotowuje się ciągle nowe przypadki zakażenia (kilka tysięcy w każdym tygodniu). ONZ wraz z władzami Haiti ostrzega przed wzrostem zachorowań, spowodowanym ulewnymi deszczami. "Więcej wody oznacza więcej cholery, wśród i tak bardzo złych warunków sanitarnych w kraju" - mówi agencji Reutersa, Emmanuelle Schneider, rzecznik Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej (UNOCHA).

Niestety, nie da się pomóc wszystkim zagrożonym lub już zakażonych cholerą. Można natomiast podjąć działania zmierzające do zwiększenia dostępności wody pitnej w rejonach świata, gdzie jest najbardziej potrzebna. W przeciwnym razie widmo cholery jeszcze przez wiele wieków będzie wisieć nad ludzkością.

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!