Koncerty polskiego zespołu Band of Endless Noise i niemieckiej grupy Fausta, podgrzały atmosferę w katowickiej Hipnozie wczorajszego wieczora. Po elektronicznym początku, nadeszły srogie gitary i industrialne gadżety - ku zachwytom publiczności.

Band of Endless Noise zabrzmieli wyśmienicie. Ich koncert promował nową płytę, która dokładnie tego samego wieczora trafiła na stolik przed wejściem do klubu Hipnoza. Krążek został bardzo ładnie, minimalistycznie wydany.

Godzinna przejażdżka wypełniona była eksperymentami i gadżetami muzycznymi - tony kabli, cymbałki, setki pokręteł, gitary, tuby, wokodery, znów gitary, klawisze...

Mnogość dźwięków tworzyła istny kosmos możliwości, elementów, połączeń i doznań. Można w nim było szukać przedziwnych zawodzeń albo syntezatorów z początków ich świetności, dużej ilości bardzo ciekawych gitarowych melodii. Klimat przypominał mi Something Like Elvis - eklektyczne, ambitne i złożone granie. Szkoda, że tak późno się o nich dowiedziałam. Lepiej jednak później, niż wcale - będę miała ucho na ich nieskończony hałas z nieskończoną radością.

Bardzo ładnie zostaliśmy więc wprowadzeni w klimaty Fausta, który oczywiście podniósł i poziom nieskończonego hałasu i adrenaliny o kilka szczebli wyżej. Świetnie się trzymają - pomarszczeni, z brzuchami, siwowłosi, popijający trunki od piwa, po przezroczyste i bardzo mocne i prowokują publiczność ciągłym aktorstwem.

Pięknie obrzucili nas krautrockowym szaleństwem, tak długo powtarzali teksty, riffy, uderzenia w perkusję, mącili nam w głowie elektronicznym chaosem, że w końcu wpadaliśmy w trans, w którym czas i przestrzeń nie były już odrębnymi wymiarami. Oczywiście nie zabrakło atrakcji i fajerwerków - poza wierceniem w beczce na środku sali, malowniczo obsypanej jesiennymi liśćmi, pojawiła się betoniarka, z której tryskały na publiczność odłamki szarej skały, rzecz jasna blondwłosa liderka malowała jakiś niepokojący obraz na płótnie, który Péron systematycznie niszczył. Trochę kłótni, trochę iskier wyprodukowanych przez szlifierkę w rękach Wernera, i dużo mięsistego grania. Nie silę się na obiektywizm, jako zdeklarowana fanka niemieckiego krautrocka - ale on naprawdę świetnie wychodzi tej grupie.

A już jutro - Jane Birkin w Sosnowcu, dzień przerwy - 12 listopada Bill Callahan w Teatrze Rozrywki w Chorzowie oraz spotkanie z Sergio Caballero oraz pokaz filmu "Finisterrae" w Kinie Rialto w Katowicach.


Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!