Kolejny festiwal w Łodzi i kolejna awantura. Miała być promocja miasta, a w efekcie znów stało się coś, co umocniło stereotyp Łodzi pełnej przemocy i awantur.

Festiwal Dialogu Czterech Kultur to z założenia impreza bardzo ciekawa. Idea imprezy promującej to, co najciekawsze w kulturze polskiej, żydowskiej, niemieckiej i rosyjskiej, imprezy zorganizowanej w Łodzi, mieście mocno związanym z każdą z tych nacji (by przypomnieć przedwojenną historię miasta, które dzięki współdziałaniu czterech kultur wyrosło na europejską metropolię), jest niezwykle cenna i warto ją kultywować. Jednak nawet tak świetny pomysł na festiwal można w brawurowy sposób popsuć.


Podczas tegorocznego festiwalu większość imprez masowych zorganizowano w Manufakturze, zrewitalizowanym kompleksie fabrycznym Izraela Poznańskiego (dziewiętnastowiecznego łódzkiego „króla bawełny”). W zeszłą sobotę na rynku Manufaktury odbył się koncert, w którym miałem wątpliwą przyjemność uczestniczyć.


Po przyjeździe na miejsce okazało się, że duży teren pod sceną został otoczony barierkami – stworzona tam tak zwany „sektor VIP-owski”, cały zastawiony krzesłami. Pomysł dziwaczny, zważywszy na zestaw kapel, które miały tego dnia wystąpić. Oprócz zespołu w którym gram (Cool Kids of Death) wystąpić miał zaproszony przez nas z Niemiec zespół Mediengruppe Telekommander, wykonujący energetyczną mieszankę muzyki electro, hip-hopu i gitarowych sprzężeń. Nie jest to muzyka dla VIP-ów, a przynajmniej nie dla takich VIP-ów, którzy pragną oglądać występ siedząc w równiutko ustawionych rzędach krzeseł. Próbowaliśmy jakoś przekonać organizatorów, że pomysł z tym dziwacznym sektorem to niewypał – bez skutku.


Koncert rozpoczął się około godziny 18. Jako pierwszy wystąpił zespół z Rosji. Trudno było jednak się zorientować, że jest to kapela rosyjska, ponieważ panowie z iście klezmerskim wdziękiem odegrali zestaw hitów takich wykonawców, jak The Beatles, Dire Straits i – uwaga, coś dla młodych! – Nirvana. Był to zwyczajny cover-band, który mógłby z powodzeniem pograć w jakiejś knajpie „do kotleta”. Kto wpadł na durny pomysł zaproszenia ich jako reprezentantów kultury rosyjskiej – tego nie wiem. Grunt, że podobało się VIP-om, którzy radośnie klaskali w dłonie do rytmu piosenek, jakie pamiętali z licealnych prywatek. To było coś dla nich.


Potem wystąpili nasi przyjaciele z Niemiec. Przed występem byli mocno zdegustowani i odrobinę wystraszeni, jednak mimo obaw zdecydowali się wystąpić. Zapowiedział ich konferansjer, którego chwiejny krok i kiepska dykcja mogły sugerować, że i on był nieco wystraszony i być może przed imprezą dodawał sobie otuchy jakimś napojem niegazowanym. Pan zapowiadacz plótł bez ładu i składu, przekręcając co chwila nazwę niemieckiej kapeli (przypominam: MEDIENGRUPPE TELEKOMMANDER!). W końcu Niemcy rozpoczęli koncert. Do sektora vipowskiego wpuszczono w końcu kilku młodych ludzi i zaczęła się normalna zabawa. MTK dało świetny koncert, choć ochroniarze i ludzie z sektora VIP-ów zdawali się kompletnie nie wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.


Mimo że impreza zaczęła nabierać rumieńców, sektor pod sceną nadal był otwarty tylko dla wybrańców. Nie wszyscy mogli do niego wejść, co było skrajnie irytujące – zważywszy na energetyczny potencjał muzyki płynącej ze sceny. Ochrona z firmy „Impel” zachowywała się jak stado niewyżytych, napompowanych testosteronem zapaśników.


Po Mediengruppe wystąpiliśmy my. Ludzie zaczęli skakać i tańczyć – rzecz to nadzwyczaj normalna na koncertach rockowych. Jednak nie dla ochroniarzy, którzy zapewne zaprawiają się w bojach podczas ochrony podłódzkich dyskotek. Rozpoczęły się przepychanki z publicznością. Jeden chłopak został skopany, 17-letnia dziewczyna otrzymała potężny cios w głowę (wylądowała w końcu na obdukcji, obecnie przez jakiś czas będzie musiała chodzić w gorsecie). W końcu, kiedy kilka osób weszło na scenę (rzecz niemalże oczywista na naszych koncertach) ochroniarze nie wytrzymali – weszli na scenę i wyłączyli nam sprzęt.


Jest mi niezwykle wstyd za to, co się stało. Rzecz jasna nie mam tu na myśli naszego występu. Jest mi wstyd, że znowu w moim mieście, na imprezie, która w nazwie ma słowo „dialog”, doszło do bezmyślnego pokazu siły. Nie wiem ile w tym winy organizatorów, jednak ktoś powinien odpowiedzieć za to zajście. Nie może być tak, żeby kilku ochroniarzy terroryzowało całą zgromadzoną publiczność. Fani MTK i CKOD to nie banda agresywnych osiłków, których trzeba za wszelką cenę prewencyjnie pacyfikować. Znów okazało się, że nikt nie ma zaufania do młodych ludzi, nikt im nie wierzy, że potrafią się bawić bez spowodowania jakichkolwiek szkód i zniszczeń. Na wszelki wypadek postanowiono doprowadzić ich „do porządku”. Jeśli ochroniarze działali z polecenia organizatorów, to powinni oni ponieść konsekwencje. Jeśli był to tylko wybryk pojedynczych, nadgorliwych osiłków z ochrony, to im należy się jakaś kara.


Pomijając całe to bezmyślne zajście, kolejny raz okazało się, kto nie powinien zajmować się organizacją imprez kulturalnych. Nie powinni tego robić ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o młodej kulturze. Był to ewidentnie festiwal zorganizowanym „przez VIP-ów dla VIP-ów”, którzy najlepiej bawią się przy cover-bandach grających do kotleta. Po co w takim razie te wzniosłe słowa o „Dialogu Czterech Kultur”? Czy służą one tylko temu, żeby wyciągnąć z publicznej kasy jak najwięcej pieniędzy, a potem zrobić sobie środowiskowe party, które z prawdziwą kulturą nie ma nic wspólnego?

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!