Kolejny etap projektu „Bródno kocha kino” realizowanego przez warszawskie kino Świt to przegląd filmów koreańskiego reżysera Kim Ki-Duka. W dniach 9-10 czerwca 2012 r. będzie można zobaczyć sześć jego filmów.

Kim Ki-Duk to jedna z najważniejszych postaci współczesnego kina autorskiego. Urodził się 20 grudnia 1960 roku na północy prowincji Kyungsang w miejscowości Bonghwa, w Korei Południowej.

Dzieciństwo spędził w górzystej wiosce. Po przeprowadzce wraz z rodziną do Seulu podjął naukę w szkole rolniczej, lecz jako siedemnastolatek zmuszony był z niej zrezygnować. Aby się utrzymać, od 18 roku życia pracował w fabryce. Po dwóch latach odszedł jednak z pracy i wstąpił do piechoty morskiej, w której służył przez kolejne pięć lat. Wspominał tamten okres mówiąc: „Nikt nie marzy w dzieciństwie, żeby zostać prostytutką albo gangsterem. (…) Kiedy byłem mały, też nie planowałem, że nigdy nie skończę studiów. Później moi koledzy chodzili na zajęcia, a ja siedziałem w fabryce. Wtedy zacząłem myśleć, że tak naprawdę nie wybieramy swojego życia, ale możemy jedynie przyjmować to, co nam się zdarza”.

Po zakończeniu służby wojskowej postanowił zostać duchownym. Wstąpił do klasztoru, gdzie spędził dwa lata, w trakcie których rozwijał swój talent malarski. Po raz kolejny porzucił jednak swoje plany i w 1990 roku wszystkie zebrane pieniądze przeznaczył na bilet do Paryża. Miał 30 lat. Mieszkał na ulicy. Żył ze sprzedaży swych obrazów. Jednocześnie studiował na Wydziale Sztuk Pięknych.

W czasie pobytu w Europie po raz pierwszy poszedł do kina (sic!) i zafascynował się filmem. „Milczenie owiec” i „Kochankowie na moście” to produkcje, które zrobiły na nim największe wrażenie. Swoją osobistą przygodę ze światem filmu Kim Ki-Duk rozpoczął jako autor scenariuszy, które zaczął pisać tuż po powrocie do Korei. W 1993 roku zdobył pierwszą nagrodę w tej dziedzinie. Educational Institute of Screenwriting wyróżnił jego scenariusz „Malarz i przestępca skazany na śmierć”. Jak wspominał: „O tym, że chcę być reżyserem, zdecydowała podróż po Europie. Jeździłem pociągiem, zwiedziłem piętnaście krajów i zrozumiałem, że mogę mieć marzenia”.

W 1996 roku Kim Ki-Duk zadebiutował jako reżyser. Jego pierwszy film – „Krokodyl” (Ag-o) – opowiada o grupie bezdomnych żyjących na skraju rzeki Han. Główny bohater, nazwany Krokodylem, ratuje życie kobiety chcącej popełnić samobójstwo. Następnie zaczyna wykorzystywać ją seksualnie. To zdarzenie ma wpływ również na jego własne życie, gdyż dokonuje się w nim wewnętrzna przemiana. Sam reżyser wielokrotnie mówił, że postać ta jest jego pokrewną duszą. Pierwszy film, który ukazuje i wyznacza specyficzny styl Kim Ki-Duka, doceniony został jedynie przez Pusan International Film Festival.

Na arenę międzynarodową nazwisko Kim Ki-Duka wypłynęło dopiero za sprawą "Wyspy" ("Seom") z 2000 roku. Film znalazł się w głównym konkursie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. „Wyspa” to opowieść o dziewczynie prowadzącej hotelik dla rybaków, którym od czasu do czasu świadczy również usługi seksualne. Z jednym spośród nich bohaterka nawiązuje specyficzną relację. Porozumiewają się ze sobą właściwie bez słów – wzrokiem, dotykiem, gestami, pomrukami. W miarę zbliżania się do siebie, sposób komunikacji staje się gwałtowniejszy, a relacja coraz bardziej okrutna. Film uzyskał Honorowe Wyróżnienie na weneckim festiwalu.

Jednak prawdziwy przełom w karierze Kim Ki-duka nastąpił dzięki produkcji o buddyjskiej tematyce „Wiosna, lato, jesień, zima ... i wiosna” (Bom yeoreum gaeul gyeoul geurigo bom/ Spring, Summer, Fall, Winter... and Spring). To filozoficzna opowieść o ludzkim życiu i nieuniknionym przemijaniu. Głównymi bohaterami są mistrz i uczeń – dwaj buddyjscy mnisi, żyjący na odludziu w małej świątyni.

Kolejne filmy Kim Ki-Duka charakteryzuje podobna perspektywa, której celem jest uważne przyjrzenie się międzyludzkim relacjom. Na takim schemacie opiera się między innymi „Pusty dom” (Bin jip/3-Iron), opowiadający historię Tae-suka włamującego się do opuszczonych domów, w których może schronić się na noc i napotkanej przypadkowo kobiety, czy będący historią miłosnego trójkąta „Łuk”.

Wyjątkowym w całej karierze Kim Ki-Duka jest jeden z ostatnich jego filmów – „Arirang”. Stanowi on coś w rodzaju filmowego dziennika. Koreański reżyser po nieszczęśliwym wypadku na planie filmu „Sen”, w wyniku którego omalże nie zginęła jedna z aktorek, spędził dwa lata na dobrowolnym wygnaniu, w chacie na koreańskiej prowincji. Był to czas, w którym reżyser analizował źródła własnej twórczości, emocje i kompleksy.
Zmagania z codziennością i z myślami utrwalił na taśmie filmowej. Przejmującym komentarzem do tego, co widać na ekranie jest tytułowa pieśń, opowiadająca o męczącej przeprawie przez przełęcz. Utwór ten metaforycznie odnosi się do procesu poznania samego siebie. „Zrobiłem „Arirang”, bo chciałem się wyspowiadać. Ale powstał dziwoląg – ani dokument, ani fabularny dramat” – szczerze deklarował reżyser.

W 2011 roku na festiwalu w Cannes film otrzymał nagrodę przeglądu „Un Certain Regard”. Kim Ki-Duk otrzymał też wiele innych nominacji i nagród na prestiżowych festiwalach filmowych. Między innymi Nagrodę Publiczności
za film „Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna” na MFF w San Sebastián w 2003 roku, czy Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszego reżysera za film „Samarytanka” na Berlinale w 2004 roku.

Choć Kim Ki-Duk jest uważany za jednego z najlepszych współczesnych koreańskich reżyserów, to jego osoba budzi skrajne opinie. Jedni uważają go za geniusza, twórcę niepowtarzalnego stylu, inni wypominają mu brak profesjonalnego wykształcenia filmowego. W swych produkcjach ukazuje wykluczone grupy społeczne oraz brutalność życia. Szczególne kontrowersje wzbudziły jednak sceny związane z okrucieństwem wobec zwierząt. Kim Ki-Duk nazywany był przez krytyków „psychopatą”, „potworem” czy „bezużytecznym reżyserem”.

Dzieła koreańskiego reżysera cechuje niespotykana symbioza delikatności i brutalności. Intymność, symbolika, prostota – to główne wyznaczniki filmowego stylu Kim Ki-Duka. Koreańczyk ogląda świat w mikroskali. Bada rzeczywistość bardzo bliskich relacji. Bohaterowie Kim Ki-Duka to postaci ze środowisk zmarginalizowanych, pozbawionych praw, funkcjonujące poza głównymi nurtami średniej i wyższej klasy koreańskiego społeczeństwa. Reżyser określa swoje filmy jako kolejne sekwencje życia. Ich realizacja jest według niego procesem przemiany niepojętego w zrozumiałe. Kim Ki-Duk ma niezaprzeczalny talent do sugestywnego obrazowania. Jego filmy są bardzo plastyczne, ale za to dialogi zostają w nich zredukowane do minimum. Wykreowany przez niego świat jest specyficzny i należy go również specyficznie odbierać – pozaintelektualnie i wyostrzonymi zmysłami. Jak bowiem sam deklaruje: „Dla mnie robienie filmów to specyficzne doświadczenie, kiedy mózg wchodzi w trans”.

Widzowie, którzy przyjdą do kina Świt zobaczą w sumie sześć filmów reżysera z Korei: Time, Łuk., Wiosna, lato, jesień, zima... i wiosna, Oddech, Krokodyl, Samarytanka. Przed każdym filmem krótką prelekcję wygłosi krytyk filmowy Mikołaj Wojciechowski.
Znajdź nas na Google+

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!