Dobra passa Sebastiana Vettela trwa nadal. Mistrz świata w ostatnich trzech eliminacjach zdobył komplet punktów, zostając tym samym nowym liderem tegorocznej kampanii.

Niemal cały weekend Formuły 1 w Korei Południowej przebiegał pod dyktando ekipy Red Bulla, której najmocniejszym ogniwem był rzecz jasna Vettel. Niemiec od początku do końca prezentował tempo, do którego trudno było się zbliżyć nawet jego zespołowemu koledze. Ponownie nastał czas, w którym ten najważniejszy, obok Fernando Alonso, kandydat do zgarnięcia kolejnego tytułu mistrzowskiego odlatywał reszcie stawki na kilka dziesiątych sekundy.

Dominacja ta mogła nie mieć już końca, gdyby nie pewien facet, którego obdarowanie mianem „mistrza jednego okrążenia” byłoby czynem zgoła przesadnym. To właśnie on stanął na drodze Vettelowi do zwycięstwa w kwalifikacjach i to on w niedzielę stanął najbliżej pierwszego zakrętu na polach startowych. Mowa o Marku Webberze, który przez moment skomplikował misterny plan austriackiej ekipy względem aktualnego mistrza świata.

Nie zbliżać się do swojego kolegi

Bezpośrednio po kwalifikacjach zastanawiano się czy Red Bull zostawi swoim podopiecznym wolną rękę w kwestii rozegrania wyścigu czy jednak wrzuci swoje "trzy grosze" i jeszcze przed zgaśnięciem czerwonych świateł na starcie wyda im pewne polecenia. W tym wypadku działania teamu spod znaku czerwonych byków byłyby uzasadnione, jeśli można wziąć pod uwagę sytuację Vettela i Webbera w klasyfikacji indywidualnej mistrzostw świata. Po udanej zeszłotygodniowej batalii w Japonii Niemiec zniwelował stratę do lidera Alonso na cztery punkty. Z kolei Australijczyk „bije” się z Lewisem Hamiltonem o czwarte miejsce w tym zestawieniu, ustępując ponadto pola pozostającemu nadal bez zwycięstwa w tegorocznej rywalizacji Kimiemu Raikkonenowi. Kolejnym kamyczkiem do ogródka Marka Webbera są jego starty. Australijczyk wielokrotnie tracił pozycję wypracowaną w kwalifikacjach już na pierwszych metrach.

Taktyka była więc prosta. Starszy na starcie oddaje pozycję młodszemu, dodatkowo wstrzymując stawkę na tyle skutecznie, by po kilkunastu okrążeniach zamknąć marzenia rywali o zwycięstwie na rzecz kolegi. Tak też się stało. Sebastian Vettel ponownie zgarnął pełną pulę, jednak jego triumf Korei aż do ostatniego kółka stał pod znakiem zapytania. Tym razem sen z powiek Niemcowi spędził nie wadliwy alternator, a prawa przednia opona, która pod koniec zawodów była w opłakanym stanie. Większym problemem było zadbanie o dojechanie z tym ogumieniem do mety, niż ewentualne zagrożenie ze strony Webera. Z resztą, czy biorąc pod uwagę wspomniane wyżej okoliczności byłoby to w ogóle możliwe?

Podobnie, lecz w bardziej ostentacyjny sposób Ferrari dało do zrozumienia Felipe Massie, że większym priorytetem dla zespołu jest „trzymanie” Fernando Alonso na jak najwyższej pozycji względem najgroźniejszych rywali. Co prawda Hiszpan po niedzielnym wyścigu stracił pozycję lidera mistrzostw świata na rzecz Vettela, jednak jego strata do niego wynosi nie dziewięć a sześć punktów. Choć wszystko rozgrywało się wokół trzech „oczek”, każda jakakolwiek różnica na niekorzyść Alonso mogłaby przesądzić o utracie szans na końcowe trofeum. Dlatego Massa, którego tempo z okrążenia na okrążenia było lepsze w stosunku do jego zespołowego partnera, musiał w pewnym momencie odpuścić i utrzymywać trzysekundowy odstęp pomiędzy nim a jego zespołowym partnerem.
Ponowny brak McLarena na podium

O ile forma Ferrari od ostatniego tygodnia pnie się w górę, o tyle McLaren dostaje coraz większej zadyszki. To już drugie zawody z rzędu, w których ani jeden reprezentant angielskiej ekipy nie stanął na podium. Pewną regułą do niedawna było to, że gdy jeden z nich nie najlepiej radził sobie w wyścigu, drugi wyrównywał tę dysproporcję. Teraz Jensona Buttona i Lewisa Hamiltona można częściej zobaczyć „na drugim planie”.

Zbiegiem okoliczności, dość często skądinąd rozchwytywanym przez zwolenników teorii spiskowych, jest czas, na który przypada zjazd McLarena po równi pochyłej. Odejście po tym sezonie Lewisa Hamiltona do Mercedesa zbiegło się z nienajlepszymi wynikami tej ekipy w późniejszym okresie, jednak z czysto sportowego (a właściwie technicznego) punktu widzenia MP4-27 po prostu nie jest w stanie jechać szybciej. Zawodnicy „Srebrnych Strzał” narzekają na słabo zbalansowaną konstrukcję i niską przyczepność.

Dodatkowo na słaby rezultat teamu z Woking złożył się również pech obu zawodników. Hamilton, męcząc się w drugiej połowie pierwszej dziesiątki z nadmiernie zużywającym się ogumieniem (Brytyjczyk na całym dystansie wyścigu odwiedził swych mechaników aż trzykrotnie) oraz teoretycznie słabszymi od niego rywalami, pod koniec zawodów najechał na kawałek sztucznej trawy. Ta zaś przyczepiła się do samochodu, co spowodowało spadek na 10. miejsce. Z kolei Jenson Button (podobnie jak Nico Rosberg) musiał wycofać się z rywalizacji po przejechaniu zaledwie 1,5 kilometra.

Cicho o Grosjeanie, głośno o Kobayashim

Obu do rozpaczy doprowadził Kamui Kobayashi, na przykładzie którego doskonale sprawdza się treść sentencji „od bohatera do zera” (lub do „idioty”, jak nazwał go Button). Tydzień wcześniej na oczach wielotysięcznej japońskiej publiczności został trzecim w historii reprezentantem tego kraju, który stanął na podium w wyścigu Formuły 1. Cztery dni później na łamach prasy narzekał na brutalne realia królowej sportów motorowych, gdzie decydującym czynnikiem świadczącym o zatrudnieniu danego kierowcy jest obecność w jego pobliżu szczodrych sponsorów, aniżeli samo posiadanie wysokich umiejętności. Kobayashi obecnie nie może liczyć na wsparcie finansowe z zewnątrz, dlatego oczywistym jest, że chce pokazać się z jak najlepszej strony przed potencjalnym pracodawcą. Jednak takie incydenty jak wczorajszy mogą zaszkodzić mu w znalezieniu satysfakcjonującej go posady.

Tym razem negatywne odzywki ze strony innych kierowców ominęły Romaina Grosjeana. Francuz po nieudanym GP Japonii ponownie znalazł się w ogniu krytyki światka F1. 26-latek znajdował się pod szczególną presją, bowiem kolejne wybryki z jego udziałem mogłyby ponownym wycofaniem z kolejnych eliminacji. Tym razem reprezentant Lotusa, startując z 7. pola uniknął jakiegokolwiek kontaktu na pierwszych metrach, a następnie przez większość dystansu ścigał się z Nico Hulkenbergiem. I choć raz udało mu się go wyprzedzić (ostatecznie Hulkenberg znalazł się przed Grosjeanem) to było widać, że nie może znaleźć idealnego balansu pomiędzy szybką i agresywną jazdą a unikaniem kolizji. Okazuje się, że bez ultraofensywnego podejścia do ścigania się Romain nie przynosi zespołowi sporego zastrzyku punktowego.
Co innego Kimi Raikkonen, który, mimo że nie stanął w niedzielę na podium, to jednak zaliczył kolejny solidny wyścig. Fin w dalszym ciągu utrzymuje się na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej kierowców, jednak raz po raz udowadnia, że jest wartościowym zawodnikiem Lotusa. Co prawda mistrzowi świata 2007 wśród tegorocznych sukcesów brakuje jeszcze zwycięstwa, to szefostwo ekipy nie ma prawa mieć do niego zastrzeżeń w kontekście wykonanej przez niego pracy na rzecz stajni.

GP Korei - wyniki:

1. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull) - 55 okrążeń
2. Mark Webber (Australia/ Red Bull) plus 8.2
3. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) plus 13.9
4. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) plus 20.1
5. Kimi Raikkonen (Finlandia/Lotus) plus 36.7
6. Nico Hulkenberg (Niemcy/Force India) plus 45.3
7. Romain Grosjean (Francja/Lotus) plus 54.8
8. Jean-Eric Vergne (Francja/Toro Rosso) plus 1:09.5
9. Daniel Riccardo (Australia/Toro Rosso) plus 1:11.7
10. Lewis Hamilton (Wielka Brytania/McLaren) plus 1:19.6

Klasyfikacja generalna kierowców po 16 eliminacjach:

1. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull Racing) - 215 pkt
2. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) - 209 pkt
3. Kimi Raikkonen (Finlandia/Lotus) - 167 pkt
4. Lewis Hamilton (Wielka Brytania/McLaren) - 153 pkt
5. Mark Webber (Australia/Red Bull Racing) - 152 pkt

Klasyfikacja generalna konstruktorów po 16 eliminacjach:

1. Red Bull Racing - 367 pkt
2. Ferrari - 290 pkt
3. McLaren - 284 pkt
4. Lotus - 255 pkt
5. Mercedes GP - 136 pkt

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!