Formuła 1: GP Stanów Zjednoczonych: Hamilton lepszy od Vettela

Walka o mistrzostwo świata kierowców trwa. Sebastian Vettel musiał uznać w wyścigu o GP USA wyższość Lewisa Hamiltona. Kierowca Red Bulla wciąż pozostaje liderem klasyfikacji, choć losy czempionatu jeszcze się nie rozstrzygnęły.

To już pięć lat, odkąd Formuła 1 powróciła do USA. Jego zwycięzca jednak pozostał ten sam. Gdy w 2007 roku Lewis Hamilton wygrywał w Indianapolis, jego kariera w McLarenie nabierała tempa. Mimo debiutanckiego sezonu w królewskiej kategorii wyścigowej, na tle jego partnera z zespołu i ówczesnego mistrza świata, Fernando Alonso spisywał się znakomicie. Dziś 27-letni kierowca kończy swoją przygodę z angielskim zespołem i, jak widać, dalej nie stracił pasji ścigania, mimo podjętej wcześniej decyzji o zmianie otoczenia.

Poprzednią wizytę F1 w Ameryce Północnej Sebastian Vettela również wspomina z rozrzewnieniem. To właśnie wtedy po raz pierwszy wziął udział w Grand Prix, zastępując wskutek wypadku w Kanadzie kontuzjowanego Roberta Kubicę. Debiut okazał się udany, ponieważ zakończył zawody na punktowanej pozycji (w barwach BMW zajął 8. miejsce).

Ich dwoje

Zarówno Brytyjczyk, jak i Sebastian Vettel byli podczas całego weekendu w Austin najszybsi. W kwalifikacjach górą był kierowca Red Bulla, choć Hamilton dzielnie dotrzymywał mu kroku, tracąc w czasówce tylko 0,1 sekundy. Co ciekawe, tylko trzeci Mark Webber i czwarty Romain Grosjean stracili na swoim najszybszym okrążeniu do zdobywcy pole position mniej niż sekundę. To pokazuje nie tylko świetną jazdę Vettela oraz Hamiltona, ale również idealny dobór ustawień do nowego obiektu w Austin. Szczególną trudność sprawiało zawodnikom zmuszenie opon do efektywnej pracy, bowiem Pirelli na to Grand Prix przywiozło najtwardsze z możliwych ogumienie.


Bezczynnie przyglądał się temu Fernando Alonso. Mimo kolejnej porcji poprawek, jakie Ferrari przywiozło do Stanów, Hiszpan nie dość, że w Q3 zajął dziewiąte miejsce, znalazł się za Felipe Massą (to drugi taki przypadek w sezonie). Sytuację mistrza świata 2005 i 2006 poprawiła nieznacznie kara dla Romaina Grosjeana (Lotus), wskutek wymiany skrzyni biegów. Ferrari postanowiło jednak zrobić jeszcze jeden krok i poświęcając Felipe Massę, zerwano plombę z układu przeniesienia napędu w jego F2012. Efekt? Przesunięcie Brazylijczyka na 11. pozycję i awans Alonso na 7. Fernando nie pozostało więc nic innego, jak skrzętnie wykorzystać te okoliczności, zwłaszcza że nieparzyste pole startowe, z którego startował, zapewniało lepszą przyczepność po ruszeniu spod świateł i świetną okazję do kolejnego awansu.

Nieszczęsny alternator

Tak też się stało. Kierowca włoskiego zespołu już po kilkuset metrach meldował się na czwartym miejscu, wyprzedzając Nico Hülkenberga, Michaela Schumachera i Kimiego Räikkönena. Tymczasem Hamilton przy próbie wciśnięcia się przed Vettela w pierwszym zakręcie stracił drugą lokatę na rzecz Webbera. Taka sytuacja była przysłowiową wodą na młyn dla aktualnego mistrza świata, bowiem Australijczyk od tej chwili stanowił barierę ochronną dla swojego kolegi. Nie trwało to jednak długo – w RB8 Webbera ponownie zawiódł system KERS, co skrzętnie wykorzystał Hamilton już na czwartym kółku. Jednak problemom wciąż nie było końca – do głosu ponownie słynny już alternator, który odmówił posłuszeństwa kilkanaście minut później.

Dzięki wycofaniu się Australijczyka z rywalizacji, Alonso przesunął się na trzecią pozycję, choć na tym etapie rywalizacji różnica pomiędzy nim a prowadzącą dwójką była już spora (12 sekund). W dodatku, podczas swojego pit-stopu mechanicy Ferrari mieli problem z odkręceniem prawego tylnego koła, przez co Hiszpan musiał ponownie odrabiać straty. Tymczasem jego kolega z Ferarri, Massa od początku rywalizacji sukcesywnie przebijał się do przodu. Jako ostatni z grupy kierowców, którzy pojawili się w ostatnim segmencie kwalifikacji zjechał do alei serwisowej na zmianę ogumienia, opuszczając ją na czwartej pozycji.

Sposób na Vettela

Ciężka praca czekała również Jensona Buttona, dla którego sobota nie była szczęśliwa przez problemy z pedałem przyspieszenia podczas kwalifikacji. Startujący z 12. pola kierowca McLarena wybrał odmienną strategię niż reszta stawki, ruszając do wyścigu na twardej mieszance (podobną taktykę zastosował siedemnasty Nico Rosberg). Gdy po 36 okrążeniach (tyle na swoim kompecie wytrzymał Button) role się odwróciły, w lepszej sytuacji był Brytyjczyk. Po swoim pit-stopie wrócił do rywalizacji na siódmej pozycji, po czym zdążył wyprzedzić jeszcze obu zawodników Lotusa – Grosjeana i Räikkönena.

Buttonowi w szybkiej jeździe wtórował Hamilton, choć Lewis w pierwszej fazie wyścigu prezentował się na tle Vettela bardzo nierówno. Anglik przeplatał serię kilku szybkich kółek, dzięki którym zbliżał się do lidera na różnicę jednej sekundy, z jednym lub dwoma słabszymi, w wyniku czego ponownie tracił dystans. Sytuacja odmieniła się po pit-stopie kierowcy McLarena – Hamilton mając lepiej dogrzane opony, w wyniku wcześniejszego zjazdu do boksu (okrążenie wcześniej niż Vettel), powoli niwelował dwusekundową stratę nad swoim konkurentem. Długo nie potrafił wykorzystać przewagi wynikającej z DRS-u, choć szczęście kiedyś do Lewisa musiało się uśmiechnąć.

I uśmiechnęło się czternaście okrążeń przed linią mety. Vettel podczas dublowania w najbardziej krętej partii toru popełnił błąd, co później na najdłuższej prostej obiektu wykorzystał jego rywal. W garażu McLarena zabrzmiał triumfalny wrzask, a Lewis swego prowadzenia już nie oddał.

To jeszcze nie koniec

Zwycięstwo Hamiltona przerwało passę pięciu wyścigów bez wizyty na podium. Gdyby nie pech dwa tygodnie temu w Abu Zabi, Anglik byłby bogatszy aż o pięćdziesiąt punktów, co dałoby mu awans na trzecią pozycję w mistrzostwach świata. Co prawda, po wczorajszym triumfie nadal zachowuje szanse na wyprzedzenie Kimiego Räikkönena, choć obecnie traci do Fina 16 „oczek”. Co jednak ważne, występ Hamiltona powinien zamknąć usta malkontentom, którzy twierdzili, iż po ogłoszeniu przez niego przeprowadzki do Mercedesa w przyszłym sezonie, stracił motywację do walki z najlepszymi. Zawody w USA były tego zdecydowanym zaprzeczeniem.

Dzięki triumfie w stolicy Teksasu reprezentant Srebrnych Strzał przyczynił się również do zwiększenia atrakcyjności walki o mistrzostwo świata kierowców 2012. Różnica pomiędzy Sebastianem Vettelem a Fernando Alonso, choć zwiększyła się do 13 punktów na korzyść Niemca, nadal nie przesądza o losach rywalizacji. O tym, kto założy koronę, dowiemy się po ostatnim wyścigu sezonu – GP Brazylii. Sytuacja kierowcy Ferrari nie jest beznadziejna, choć warto podkreślić, iż to Vettel od czterech eliminacji (z wyjątkiem ostatniego wyścigu w Abu Zabi) przecinał linię mety wyżej, niż Hiszpan. W dodatku, Red Bull po zakończeniu europejskiej części sezonu złapał wiatr w żagle, zapewniając już sobie kolejną mistrzowską koronę wśród konstruktorów. Jednak dobiegająca już końca tegoroczna kampania, jak zresztą przystało na jedną z najbardziej interesujących od 1982 roku, trzyma kibiców w napięciu do samego końca.

GP Stanów Zjednoczonych – wyniki:

1. Lewis Hamilton (Wielka Brytania/McLaren) – 56 okrążeń
2. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull) + 0.6
3. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) + 39.2
4. Felipe Massa (Brazylia/Ferrari) + 46.0
5. Jenson Button (Wielka Brytania/McLaren) + 56.4
6. Kimi Räikkönen (Finlandia/Lotus) + 1:04.4
7. Romain Grosjean (Francja/Lotus) + 1:10.03
8. Nico Hülkenberg (Niemcy/Force India) + 1:13.7
9. Pastor Maldonado (Wenezuela/Williams) + 1:14.5
10. Bruno Senna (Brazylia/Williams) + 1:15.1

Klasyfikacja generalna kierowców po 19 eliminacjach:

1. Sebastian Vettel (Niemcy/Red Bull) – 273 pkt
2. Fernando Alonso (Hiszpania/Ferrari) – 260 pkt
3. Kimi Räikkönen (Finlandia/Lotus) – 206 pkt
4. Lewis Hamilton (Wielka Brytania/McLaren) – 190 pkt
5. Mark Webber (Australia/Red Bull) – 167 pkt

Klasyfikacja generalna konstruktorów po 19 eliminacjach:

1. Red Bull Racing – 440 pkt
2. Ferrari – 367 pkt
3. McLaren – 353 pkt
4. Lotus – 302 pkt
5. Mercedes GP – 136 pkt
6. Sauber – 124 pkt
7. Force India – 99 pkt
8. Williams – 76 pkt

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+
Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.