Fundusz socjalny w oświacie to dziedzina, w której współczesna oświatowa nomenklatura operuje sporymi środkami poza wszelką kontrolą. Sprzyjają temu: jednoosobowy decydent (dyrektor szkoły) oraz uznaniowość w przyznawaniu świadczeń.

Na podstawie art. 53 ust. 2 ustawy zwanej Kartą Nauczyciela (i innych przepisów) w polskich szkołach tworzy się fundusz socjalny, dokonując tzw. "odpisów", które w 2009 roku wynosiły:
- na pełnozatrudnionego nauczyciela 2.395,65 zł rocznie,
- na nauczycieli będących emerytami i rencistami w wysokości 5 proc. pobieranych rent i emerytur – około 800 zł rocznie,
- na pracownika obsługi (kadry, księgowość, sekretariat, pracownicy fizyczni) –
1 000,04 zł.

Część z 2 395,65 zł odpisu na nauczyciela jest "zamrożona" - musiała być temu nauczycielowi wypłacona jako tzw. "świadczenie urlopowe" w wysokości 1000,04 zł minus podatek 180 zł co daje 820,04 zł do ręki.

Wszystkie te "odpisy" wrzuca się do jednego worka, zwanego "zakładowym funduszem świadczeń socjalnych". Już na starcie mamy nieźle przygotowane poletko do uprawiania ludzkiej zawiści: różne wysokości "odpisów", ale prawa do korzystania z funduszu jednakowe.

Działanie całego systemu można najlepiej poznać, obserwując jego praktyczne skutki (po owocach go poznacie...). Co leży na wątrobie bezpośrednim uczestnikom wydarzeń, czyli nauczycielom polskich szkół? Oto kilka cytatów znalezionych na internetowych forach:

"fundusz socjalny? a co to właściwie jest? w mojej szkole te sprawy załatwia się po cichu, żeby jak najmniej ludzi wiedziało bo do podziału nie jest za dużo..." .

"U nas w pracy panuje model krótkiego trzymania i zastraszania nauczycieli. Ostatnio dyrektorka nagadała nam, że fundusz socjalny jest nie z naszych pieniędzy i ona może z nim zrobić co zechce. Jak będzie miała kaprys, to da jednej sprzątaczce (zatrudnionej na pół etatu) 600 zł, a nam nie da nic. Zaczęło się od tego, że od ubiegłego roku nie widzimy socjalnego, nawet symbolicznego. Nauczyciele innych szkół w naszym mieście dostają jakieś talony na święta i w różnej formie te pieniążki wracają do nich. Teraz dyrektorka łaskawie postanowiła dać talony na jakieś 100, abyśmy się odczepiły. Komisja socjalna w naszej szkole funkcjonuje tylko po to, aby napisać protokół i podpisy złożyć..."

"wstyd mi się przyznać nawet, że jestem w takiej komisji socjalnej, która jest na papierze... i co szanowna dyrektorka ustali.. to my podpisujemy... a pieniądze.. ciągle słyszymy, że ich nie ma..."

"U nas była dzisiaj awantura o socjalny. Dostali go tylko pracownicy zatrudnieni na umowę stałą. Malutka szkółka, zatrudnionych na stałe 5 osób, pozostali mają umowy na czas określony. Są to przeważnie nauczyciele dochodzący z innych placówek. Co się okazało? W swoich macierzystych placówkach dostali socjalne proporcjonalnie do liczby godzin, w szkole o której piszę nic."

"Napiszcie proszę jak jest u was dzielony fundusz socjalny na dzieci - czy macie paczki świąteczne (w jakiej formie), ekwiwalent na wakacje dla dzieci i inne dodatki. Proszę o informację ponieważ u mnie w szkole już od kilku dobrych lat nic nie ma - zero paczek, na wakacje dostaje się pieniądze po przedstawieniu rachunków. Czy jest jakaś instytucja, która kontroluje ten fundusz?"

Z przytoczonych wypowiedzi można wysnuć zastanawiające wnioski: nauczyciele często nie mają pojęcia, jakie kwoty mają szkoły do dyspozycji w ramach funduszu socjalnego, czują się bezradni - nie chcą, a często boją się walczyć o swoje prawa, w polskich szkołach niejednokrotnie panuje zasada, że prawo prawem, a sprawiedliwość jest po stronie dyrektora.

Nauczyciele - emeryci


Z "odpisem" na fundusz socjalny dla nauczycieli emerytów sprawa jest dziwaczna. Przechodząc na emeryturę rozwiązują oni stosunek pracy. Co więc łączy ich z byłym pracodawcą? Poza szczegółami dotyczącymi zachowania tajemnicy służbowej - nic. Jeżeli sobie nie życzą, nie powinni być w żaden sposób zmuszani do kontaktów z byłym pracodawcą, a czynienie tego za pomocą ustawy świadczy o tym, że pojęcie wolności człowieka nie jest posłom i senatorom znane.


Z emerytami były i inne problemy: przepisy nastręczały służbom finansowym szkoły wiele problemów z zebraniem kompletnych danych od byłych pracowników. Często nie chcieli oni przekazywać informacji o wysokości swoich emerytur i rent, zwłaszcza, jeżeli nie korzystali z tego funduszu (korzystanie przymusowe nie jest).

Jest to zupełnie naturalne. Nauczyciel przed przejściem na emeryturę może w danej szkole pracować nawet tylko rok, więc niekoniecznie potem sobie życzy, aby obce mu osoby znały wysokość jego emerytury. Problem został rozwiązany w sposób dla naszego ustawodawcy typowy: w ustawie o danych osobowych zrobiono wyjątek. Niby wszyscy są równi wobec prawa, ale w tej sytuacji emeryt (nawet ten, który rezygnuje ze "świadczeń") ma jakby prawa równe inaczej.

Jak dzieli się kasę?


Wróćmy teraz do zakładowego funduszu świadczeń socjalnych, a konkretnie do tego, jak się dzieli kasę. Otóż powołuje się komisję, nad którą czuwa dyrektor i ona zajmuje się podziałem według zasad opisanych w przepisach ustawowych i wywodzącego się z nich, a uchwalonego w szkole regulaminu. Tu warto zwrócić uwagę, że emerytów w tej komisji nie ma, a jak wiadomo, nieobecni racji najczęściej nie mają. Komisja tylko opiniuje wnioski i poddaje propozycje, ostatecznym decydentem jest dyrektor.

Najogólniej rzecz ujmując, zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 20 sierpnia 2001r. (I PKN 579/00, OSNP/14/331): pracodawca administrujący środkami zakładowego funduszu świadczeń socjalnych nie może ich wydatkować niezgodnie z regulaminem zakładowej działalności socjalnej, którego postanowienia nie mogą być sprzeczne z zasadą przyznawania świadczeń według kryterium socjalnego, tj. uzależniającego przyznawanie ulgowych usług i świadczeń wyłącznie od sytuacji życiowej, rodzinnej i materialnej osoby uprawnionej do korzystania z funduszu.


Mamy jasne przesłanie: biednym dawać w pierwszej kolejności! Taka jest teoria. A praktyka?
Sposobów na beztroskie wydawanie pieniędzy istnieje mnóstwo i zapewniam, że są one stosowane. Wszystko zależy od pomysłowości tych, którzy całym funduszem zarządzają i często nie mają te wydatki nic wspólnego z celem, dla którego fundusz został stworzony.
Jest to najzwyczajniej w świecie przykryta pozorem państwowej opiekuńczości metoda na rozdysponowanie niezłej kasy poza jakąkolwiek kontrolą.

Dla osób bez wyobraźni algebraicznej podaję kwotę, jaką dysponuje szkoła, w której jest 100 nauczycieli, 40 emerytów i 30 pracowników obsługi: około 301 000 złotych rocznie! Jest co kraść?

Wnioski



Fundusz socjalny (jak i inne tego typu pozostałości po rządach socjalistów z PZPR) jest niesłychanie demoralizującym narzędziem. Nauczyciele zamiast tworzyć w szkole zgrane i przyjazne grono kłócą się o jakieś paczki, dofinansowania i inne socjalne świadczenia.

W praktyce nigdy zgody nie osiągną, gdyż każdy socjalny system w swojej istocie jest niesprawiedliwy: jakieś kryteria trzeba przyjąć ze względu na ograniczoność środków, czyli np. ten, kto ma dochód 1999 zł świadczenie otrzyma, a ten co ma dochód 2001 zł - nie. Tak więc zawiść, chęć do oszukiwania przy ustalaniu dochodu itp. ludzkie przywary mają się gdzie rozwijać.

Może warto byłoby rozpocząć oddolną rewolucję i zlikwidować cały ten fundusz socjalny, a o środki na niego przeznaczone zwiększyć płace? Ale gdzie tam... Nomenklatura nie pozwoli - przecież z tego żyje.

Tadeusz Socha
Matura z matematyki

Portfel

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!