Pensylwania to górniczy ośrodek w USA . Wiele kopalni przetrwało do dziś, wkomponowując się w pofałdowany krajobraz. Piękne wzgórza i góry zachwycają swoim urokiem, zwłaszcza jesienią. Bogactwo fauny i flory czyni tę krainę rajem dla przyrodników.

Był zimny, jesienny poranek, gdy postanowiliśmy ujrzeć najpiękniejsze widoki Pensylwanii. Wspólnie z Bartkiem, kolegą z Polski oraz Kim i Michaelem narodowości amerykańskiej oczekiwaliśmy z niecierpliwością na ten dzień. Wolny od pracy weekend należy jak najlepiej wykorzystać.

Wyjechaliśmy z małego miasteczka Mount Carmel. W Pensylwanii nie ma wiele dużych miast, najbliżej mi do Filadelfii, która uzyskała sławę po ekranizacji filmu „Rocky” z Sylwestrem Stallone w roli głównej. Mount Carmel zaś
jest małym, zaniedbanym miasteczkiem, charakterystycznym dla USA. Drewniane domki, przypominające pudełka z zapałek, puste ulice, na rogach automaty z napojami, jakiś lokalny bar, kilka kościołów i stadion miejscowej drużyny baseballowej. To wszystko, co można zobaczyć. Dla kogoś, kto lubi podróże nie ma tutaj nic ciekawego. Postanowiliśmy udać się w okolice Filadelfii. Trasa przez Portsville, Lebanon i Lancaster, mieściny nie różniące się zbytnio od siebie, pozwoli nam rozkoszować się pięknymi krajobrazami.

Wstąpiliśmy wcześniej na stację benzynową, tankując nasze terenowe suzuki. Benzyna w USA kosztuje grosze i cały czas tanieje. Mimo kryzysu, o jakim było niedawno głośno, gospodarka ma się dobrze i nie wygląda na to, aby sytuacja miała ulec zmianie.

Mijamy opuszczoną kopalnię. Pensylwania to górniczy region. Złoża węgla tworzą ogromne pagórki. Zza szyb samochodu obserwuję interesujący widok. Obok zardzewiałego, ogromnego budynku stoją różnorakie maszyny, nieużywane od lat pojazdy. Dominują barwy żółci oraz brązu. Kopalnia oraz jej okolica byłaby dobrym miejscem do nagrania filmu o Apokalipsie. Najwidoczniej ktoś zapomniał o uprzątnięciu złomu. Ruszamy dalej.

Nim dojechaliśmy do Hyner Viev State Park minęło kilka godzin,
Samochód z łatwością wjechał na sam szczyt wzgórza. Wysiadamy z ociąganiem. Mimo iż jest pięknie, zimno przeszywa ciała aż do kości. Amerykanie są zadowoleni. Rzadko decydują się na podróże, cały dzień w samochodzie to dla nich nie lada osiągnięcie. Kim chce zobaczyć wyścigi psów zaprzęgowych niedaleko Allentown. Ostatni raz była tam z rodzicami, gdy była dzieckiem. Trasa, którą zaplanowała, jest dokładnie taka sama jak przed laty. Powrót do młodości...

Chodząc po parku trafiam na pomnik. Dedykowany jest strażnikom, którzy w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat wiernie służyli, zajmując się lasami. Zauważam spory kamienny murek na skraju lasy. Zbliżam się do niego. Towarzysze usiedli na nim. Robię to samo. Moim oczom ukazuje się piękna panorama niskich gór i rzeki. Czuję się wolny. Wokół mnie otwarta przestrzeń, stoję na szczycie jednej z gór. Najwyższym szczytem w Appalachach, systemie górskim we wschodnim USA oraz Kanadzie jest Mount Mitchell znajdujący się 2037 m n.p.m. Niestety szczyt leży w Karolinie Północnej, zbyt daleko jak na jednodniowy wyjazd. Stoję na znacznie niższym punkcie, mając przed sobą widoki lasów. W Pensylwanii najwyższe wzniesienie nie osiąga wysokości 1000 m n.p.m. Niewiele, ale i tak dużo, gdy stąpa się po stromym zboczu. Spoglądam w dół. Szansa na zejście istnieje, jednak bez przygotowania i sprzętu ryzyko jest zbyt duże. Łatwo sobie skręcić kark. Wolę nie próbować. Odchodzimy.

Jedziemy zygzakowatą drogą. Wydaje się, iż drogi w Pensylwanii były projektowane niezdarną ręką małego dziecka. Ostre zakręty w niedalekiej odległości od siebie nie pozwalają osiągnąć dużej prędkości, choć stan dróg jest bardzo dobry. To Appalachy same wyznaczyły drogę, która powstała tam, gdzie najłatwiej dało się ją zbudować.

Docieramy do miejsca, gdzie odbywają się wyścigi psów zaprzęgowych. Szczekanie słychać już z daleka.
Na parkingu znajdującym się w środku lasu stoi wiele samochodów. Klnę, okazując swoje niezadowolenie z komercyjności "dzikich" miejsc w USA. Nawet zapuszczając się w głąb lasu można napotkać ścieżkę, a przed lasem kosze na śmieci i toalety. Nie mam nic przeciwko czystości, ale w lasach nie czuje się tutaj klimatu dzikości i odosobnienia. Wszystko jest ucywilizowane. Drzewa wyglądają jakby dziwnie poukładane, zza krzaków może w każdej chwili wyjść strażnik. I to w miejscu, gdzie wiją się jadowite węże, nietrudno o spotkanie z niedźwiedziem i... skunksem. Dobrze choć, że w środku lasu nie ma budki z hamburgerami.

Jestem trochę zdegustowany. Kolega z Polski ma podobne odczucie, Amerykanie odbierają to inaczej. Dla nich to normalne, tak się wychowali. Przerywamy rozmowę i kierujemy się po odgłosach i charakterystycznym, nieprzyjemnym zapachu. Na środku dużego placu stoją samochody. Widzę dużą metalową furgonetkę. Ma otwory w ścianach. Przez te otwory wyglądają psy różnych ras. Raczej nie mają dużo powietrza i przestrzeni, ale to tylko pozory. Amerykanie dbają o swoje zwierzęta i najczęściej dobrze je traktują. Wiele psów jest przywiązanych do aut. Oglądają się za właścicielami, czekając na swoją kolej. Rozglądam się wokoło. Dominują husky oraz alaskany. Pierwsza osoba zaprzęga powóz. Krzyczy na zwierzęta. Ludzie opierają się o drewniane barierki. Zaprząg rusza do przodu. Psy wytężają mięśnie, próbując osiągnąć jak największą szybkość. Widać, że są wyszkolone. Kolejne osoby zaprzęgają psy i ruszają przed siebie. Większość zgromadzonych to rodziny z dziećmi. Nie ma tutaj młodzieży, która widocznie ma inne zainteresowania.

Po dwóch godzinach ruszamy w trasę powrotną, tworząc na mapie duże koło. Jadąc wzdłuż gór trochę znudziliśmy się krajobrazami. Są co prawda cudowne, ale nie różnią się zbytnio od siebie. Wydaje się, że nic już nie zwróci naszej uwagi, aż napotykamy kilka samochodów, stojących się na poboczu. Dołączamy do nich. Chociaż w okolicy jest dużo domostw, na polanie, kilkanaście metrów przed nami, pasie się stado jeleni. Jest ich ponad dwadzieścia. Amerykanie zebrali się w grupie, pstrykając setki zdjęć. Zwierzęta nie okazują niepokoju, widać są do tego przyzwyczajone. Ogromny samiec też spokojnie skubie trawę. Można do niego podejść i go pogłaskać. Bez zainteresowania przygląda się turystom. To niespotykane, aby dzikie zwierzęta były tak przywykłe do widoku człowieka. Czy one aby na pewno są dzikie?

Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!