Założona w 711 r. przez ponad siedem wieków była siedzibą królów arabskich i ośrodkiem sztuki mauretańskiej. To tu narodziły się hiszpańskie tapasy i rozwinęło flamenco. Dziś Grenada rozkochuje w sobie podróżników i studentów z całego świata.

Hiszpańskie przysłowie mówi: kto nie widział Grenady, ten niczego nie widział. Pewne jest, że nie miał okazji znaleźć się równocześnie we współczesnej Europie i trzynastowiecznym królestwie Maurów. Grenada jest bowiem doskonałym obrazem fuzji prądów i motywów, jakie składają się na znaną nam dziś kulturę hiszpańską.

Zacznijmy od czasów, kiedy stąd władcy arabscy zarządzali swoim imperium. To dzięki nim mamy dziś najwspanialszy okaz architektury i sztuki mauretańskiej w całej Andaluzji - Alhambrę. Ten trzynastowieczny zespół pałacowy Nasrydów, przebudowywany później przez chrześcijańskich królów, zachwyca zarówno kunsztem zdobień jak i wykorzystaniem prostych pomysłów dla osiągnięcia mistrzowskich efektów estetycznych. Wnętrza pałacowe przepełniają słynne azulejos (kafelki), stiuki ornamentowe i malowidła ścienne. Zbiorniki wodne zostały zaaranżowane w ten sposób, aby odbijały się w nich fasady sąsiadujących budynków - prosty trick, wrażenie niesamowite!

Cała przestrzeń sprzyja relaksacji i wyciszeniu, jako że spacerując, w każdym miejscu całej Alhambry możemy słyszeć szmer płynącej wody, mimo, że jej nie widać. Również wspaniałe ogrody, prowadzące do wakacyjnej rezydencji królów, Generalife, pozwalają rozkosznie zgubić się w labiryntach krzewów i drzewek magnoliowych. W sąsiedztwie ogrodów znajduje się dziś scena plenerowa, gdzie do 31 sierpnia można codziennie oglądać spektakl flamenco poświęcony Federico García Lorce, hiszpańskiemu pisarzowi i dramaturgowi. Tym z Was, którzy będą mieli okazję odwiedzić Grenadę do tego czasu, gorąco polecam. Muzyka na żywo, Narodowy Balet Flamenco i królewskie ogrody to iście magiczne połączenie! Link do informacji o tym wydarzeniu

Innym wartym uwagi elementem Alhambry jest piętnastowieczny pałac Karola V, zbudowany już po przejęciu miasta przez chrześcijańskich władców na znak triumfu religii katolickiej. Do dziś uznawany jest za jedno z największych dzieł renesansu.

Ze szczytu twierdzy obronnej Alhambry, Alcazar, rozciąga się widok na całą Grenadę, w tym na leżącą na przeciwległym wzgórzu Albaicín , z klimatem mauretańskiej dzielnicy. Spacerując wąskimi uliczkami między pobielanymi kamieniczkami, możemy zatrzymać się tam w jednej z herbaciarni na kubek arabskiego naparu, hummus, czy shishę. Z samego szczytu dzielnicy - Mirador de San Nicolas, możemy z kolei oglądać panoramę miasta "od drugiej strony". Widok jest szczególnie zapierający dech w piersiach w ciągu dnia, kiedy znad wież Alhambry, w tle wyłaniają się ośnieżone szczyty Sierra Nevada.

Idąc w dół, trafimy do centrum starego miasta, Paseo de los tristes , czyli Promenady Zasmuconych. Ulica biegnie wzdłuż płynącej pomiędzy dwoma wzgórzami rzeki Darro, a nazwę swą zawdzięcza orszakom pogrzebowym, które niegdyś właśnie tędy zmierzały ku znajdującemu się za Alhambrą cmentarzowi. Dziś ulicą przechadzają się mieszkańcy i turyści, zatrzymując się w licznych sklepikach pamiątkowych, lodziarniach, cervecerías (piwiarniach) i tapas barach.

Cała tradycja tapas wywodzi się właśnie z Grenady. Legenda mówi, że jeden z królów nakazał karczmom na swoim dworze serwowanie posiłku do każdego wypijanego alkoholu, aby zapobiec szybkiemu upijaniu się i późniejszemu złemu samopoczuciu dworzan. Tak oto do dziś, zamawiając piwo, czy tinto de verano ("letnie" wino czerwone z lemoniadą), dostaniemy małą przekąskę w postaci oliwek, patatas bravas, mini-hamburgera czy też sera i szynki. Wachlarz tapasów jest szeroki, a co więcej, Grenada jest jedynym miastem w Hiszpanii, gdzie nie musimy dodatkowo płacić za jedzenie. Nie ma więc lepszego miejsca na nocne życie. Nocne, bo jak wiadomo, Hiszpanie zaczynają towarzyskie spotkania dosyć późno. Zazwyczaj około 22 lub 23 umawiają się ze znajomymi, jedzą kolację (zwykle tapas), a potem, najwcześniej o 24, ruszają do pubów i klubów. A tych jest tu bez liku.

Kawałek drogi od centrum historycznego znajduje się dzielnica studenckiego życia nocnego z centrum na Calle de la Paz. Tam właśnie znajdziemy wszystko, czego szalona dusza zapragnie: kluby punkowe, rockowe, popowe, house'owe, bary z muzyką na żywo i salsoteki. Nic dziwnego więc, że to właśnie Grenada z całej Hiszpanii cieszy się największą liczbą zagranicznych studentów uczestniczących w Erasmusie, czy innych wymianach. Przyciąga ich zarówno bogactwo kultury i nocnego życia, jak i fakt, że po prostu dobrze się tu żyje. Chwalą sobie to również mieszkańcy.
Grenada nie jest droga w porównaniu do innych miast półwyspu, jest niewielka - niecałe 300 tys. mieszkańców (choć przypuszczalnie w ciągu roku akademickiego ta liczba zwiększa się dwukrotnie). Życie płynie tu spokojnie, dając czas na czerpanie radości i smaku z każdego dnia. W zależności od humoru, po godzinie jazdy samochodem możemy oddać się zimowemu szaleństwu na stokach Sierra Nevada, lub wygrzewać w słońcu na jednej z plaż Costa del Sol.

Szczególne miejsce w Grenadzie zajmuje sztuka, a konkretnie muzyka i taniec. To tu rozwinął się kunszt flamenco. Spacerując ulicami starego miasta, co chwilę natykamy się na warsztat gitarowy, a śpiew i stukot obcasów można usłyszeć o każdej porze dnia z prywatnych domów, gdzie nauka flamenco stanowi ważny element tradycji. Sama sztuka wywodzi się z pueblos gitanos, czyli cygańskich wiosek. To Romowie byli prekursorami flamenco, a w późniejszym czasie zostało ono wzbogacone o napływy kultur hiszpańskich, żydowskich i arabskich.

Cante jondo, czyli głęboki, pełen uczucia śpiew, po raz pierwszy popłynął jednak z ust tułacza- hiszpańskiego Cygana. Tak i w Grenadzie najlepsze tablaos, czyli bary z muzyką flamenco na żywo, znajdują się w Sacromonte, cygańskiej dzielnicy. Nad mieszkalną częścią tej strony miasta wznosi się nagrzane słońcem wzgórze, pełne kaktusów i... jaskiń. Mało który turysta zapuszcza się w tamte strony. Być może z lenistwa - na górę trzeba się wspiąć - a może z obawy przed zetknięciem z kolejnym, innym światem Grenady. Wspomniane wyżej jaskinie są bowiem zamieszkiwane przez ludzi. Współcześni jaskiniowcy to hippisi lub bezdomni, szukający harmonii z naturą lub nieposiadający warunków na to, aby żyć w dole, w mieście.

Grenada fascynuje nie tylko połączeniem kultur i charakterów, ale faktem, że historia spotyka się tu z teraźniejszością, a każde miejsce, które przemierzamy jest przesączone opowieścią i legendą. To stąd imperium Arabów opanowywało południe Hiszpanii - Al-Andaluz. Przynieśli z sobą nie tylko karczochy i większość hiszpańskich słów zaczynających się na "a", ale także zamiłowanie do sztuki i nauki. Właśnie to miejsce było finałem zwycięskiej rekonkwisty Królów Katolickich w 1492 roku. DO dziś zarówno Izabela i Ferdynand Katoliccy, jak i słynna Joanna Szalona spoczywają w podziemiach Capilla Real, w tutejszej Katedrze.

Kiedy Boabdil, ostatni arabski władca, został wraz z matką wypędzony z Grenady, spojrzał na nią po raz ostatni z nieopodal leżącego wzgórza i zapłakał. Matka powiedziała mu wtedy: "Płaczesz jak kobieta za tym, czego nie potrafiłeś obronić jak mężczyzna". Historia pisze barwne scenariusze. Grenada jest natomiast miejscem, gdzie w wyjątkowy sposób możemy to poczuć. A opuszczając to miasto warto wybrać się na wspomniane wyżej wzgórze, dziś El suspiro del moro , czyli Westchnienie Maura, aby ostatni raz zerknąć w stronę Grenady i jak nigdy zapragnąć powrotu...

Styl życia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!