W pewną niedzielę wybrałem się do Warszawy, pod najbardziej znany adres radiowy w Polsce, czyli do siedziby radiowej Trójki, do audycji Grzegorza Zembrowskiego, Mikrokosmos. Dwie godziny miłej rozmowy i tak powstał ten wywiad.

W pewną zimową (o zgrozo) niedzielę wybrałem się do Warszawy, pod najbardziej znany adres radiowy w Polsce, czyli do siedziby radiowej Trójki. Wyjazd został przygotowany przez grupę wsparcia mojej ukochanej audycji radiowej Mikrokosmos (spotkać nas można na stronie mikrokosmos.info.pl), a całość uzyskała błogosławieństwo prowadzącego audycję, Grzegorza Zembrowskiego. Z pewną nieśmiałością zameldowałem się na ulicy Myśliwieckiej. Jednak nim dotarłem do tego sławnego budynku, miałem okazję poznać wiele osób z naszej grupy, a także wielu fanów MiniMaxu czy Trójki w ogóle. To fantastyczne spotkanie z fantastycznymi ludźmi na długo pozostanie w mojej pamięci i z przyjemnością wybiorę się na kolejne. Wreszcie nadszedł oczekiwany moment i trafiliśmy – już w węższym gronie, jako delegacja grupy – do magicznego budynku.

Pod opiekę Grześka, który przyjął nas jak rodzony ojciec własne dziatki, czyli bardzo ciepło i serdecznie. Nie wiedzieć kiedy, minęły nam dwie godzinki do audycji. Poświęciliśmy je na miłą rozmowę z prowadzącym, czego krótki i autoryzowany poniższy tekst jest wyrazem. O samej audycji nie będę pisał, bo po pierwsze, kto nie słuchał, ten trąba, a po drugie – audycja jest dostępna w archiwaliach, a info na stronie audycji. Po trzecie, nic nie odda magii tego miejsca, ciepła i profesjonalizmu prowadzącego, wielkiej życzliwości wspołnalotowiczów. Żadne słowa nie opiszą wzruszeń, humoru czy treści nieantenowych rozmów – trzeba tam być i to poczuć. A poza tym, żenująco słabo tam wypadłem. Zapraszam na rozmowę z Grzegorzem.

kinta: Witaj, Grzegorzu, udało nam się wreszcie poznać osobiście i powiem, że dla mnie to zupełnie nowe doświadczenie. Masz tak samo, czy raczej przyzwyczaiłeś się już do popularności i bycia rozpoznawalnym?
Grzegorz Zembrowski: Nie, w moim przypadku chyba nie ma czegoś takiego jak rozpoznawalność czy popularność, to jest taka praca. Marek Niedźwiecki mówi, że on jest szarym niedźwiedziem i ja chyba mam podobnie. Mam pełną świadomość tego, że ludzie z reguły nie mogą słuchać radia o tak dziwnych porach, w których ja pojawiam się na antenie, wiec na rozpoznawalność czy popularność mierzoną w dziesiątkach, czy setkach tysięcy ludzi nie ma co liczyć. Ale wiem, że robię coś, co ma wpływ na ludzi, w związku z czym czasem odrobinkę tego, o co pytasz, mogę poczuć.

Cieszysz się, że masz kontakt z Twoimi fanami, czy też fanami Twojej audycji? Taki żywy, bezpośredni kontakt?
Cieszę się, że mam kontakt, dlatego że ta audycja bez słuchaczy, byłaby zupełnie inna. Ona jest dużo pełniejsza, dużo więcej elementów się w niej znajduje właśnie dlatego, że jest odzew ze strony słuchaczy. Nie traktuję ludzi po drugiej stronie jak fanów, oni są mi potrzebni, by ten program był lepszy, audycja jest najważniejsza.

Z góry uprzedzam, że jako wielki fan Twojej audycji będę nieobiektywny. Więc gdybym za bardzo słodził, kopnij mnie w kostkę (śmiech). Grzegorzu… jak to się wszystko zaczęło, czyli skąd przygoda z Trójką?
Ja będę starał się być obiektywny, nie ma problemu (śmiech). Tu trzeba by sięgnąć bardzo głęboko, do początków mojej przygody z radiem i muzyką w ogóle, ale jeśli chodzi o samą Trójkę, to tak naprawdę zaczęło się dosyć późno, bo to był chyba 2003 rok. Przyszedłem do radia po raz pierwszy jako słuchacz, zobaczyć, jak to wygląda w środku. Jakimś cudem udało mi się wejść do studia podczas Minimaxu, posiedzieć tam po cichutku trzy godziny, powiedziałem nawet trzy słowa do mikrofonu (śmiech).

Po tej audycji, Piotr (Kaczkowski) powiedział do nas, bo byliśmy tam większą grupą, że gdybyśmy jeszcze kiedykolwiek chcieli przyjść, to trzeba napisać maila i wtedy po umówieniu się będzie można przyjść bez zaskoczenia, legalnie. Rok później, kiedy zaczynałem pracę w radiu studenckim, przypomniałem sobie o tym. Napisałem więc email, przyszedłem do studia, posiedziałem trzy godziny, po audycji zapytałem czy mogę przyjść na kolejną audycję, Piotr popatrzył na mnie badawczo, pomyślał chwilę i powiedział, że mogę. No i w czwartek, bo wtedy Minimax był dwa razy w tygodniu, w niedzielę i w czwartki po północy, przyszedłem do radia, przesiedziałem dwie godziny, zapytałem czy mogę przyjść w niedzielę i tak dalej, i tak dalej.

Kiedy przychodziłem do radia już przez jakieś pół roku, pojawiła się potrzeba, żebym znalazł dla Piotra informacje, nowy utwór czy coś w tym stylu, już nie pamiętam. Piotr poprosił mnie żebym się tym zajął i dostarczył do audycji, więc oczywiście przygotowałem wszystko. Może pół roku później pojawił się jakiś wywiad, który trzeba było zmontować i tak powolutku, takimi małymi kroczkami uczyłem się radia. Po mniej więcej czterech latach takiego przychodzenia, uczenia się, a nawet współtworzenia Minimaxu zadzwonił telefon, w poniedziałek albo we wtorek rano, i głos w słuchawce powiedział, że mam przygotować nazwę i opis audycji, i że zaczynam za tydzień w poniedziałek o 2 w nocy. I już, bardzo prosto i łatwo się to wszystko zaczęło.

Uprzedziłeś moje pytanie na temat samej audycji, ale skoro wszystko już jasne, zapytam inaczej – trochę „bandyckie” pasmo dostałeś. Nie chciałbyś robić audycji o 13? Hehe, nie no żartowałem, ale o 22 na przykład?
No byłaby to jakaś alternatywa dla tego, co robię i wiadomo, że pora nadawania Mikrokosmosu, to najgorszy dzień w tygodniu i najgorsza godzina w tygodniu, jeśli chodzi o możliwość słuchania. Ale miejsca i czasu się nie wybiera, na to trzeba sobie zapracować. Wiem, że za krótko pracuję jeszcze w radiu, umiem już dużo, może nawet wystarczająco dużo, ale jest takie powiedzenie, że trzeba mieć na liczniku tysiąc godzin przed mikrofonem, żeby czuć się na antenie swobodnie, ja nie mam tysiąca godzin, może około 800.

Jest też drugie powiedzenie, że żeby być dobrym dziennikarzem trzeba włączyć sobie "jeden z dziesięciu" i odpowiedzieć prawidłowo na wszystkie pytania. Jestem zatem świadomy swych braków i wiem, że jeszcze duuuużo muszę się nauczyć. Z innej strony wiedza ta pozwala mi mysleć, że oczywiście, w perspektywie czasu, fantastycznie byłoby, gdyby Mikrokosmos albo jakaś inna audycja w moim wykonaniu, pojawiła się w godzinach wcześniejszych, na pewno wieczornych, albo wczesnonocnych.[/i]

Jesteś bardzo skromny, choć ja osobiście uważam, że noc to „magia”, i ta audycja o innej porze nie przemawia do mnie, bardziej optowałbym za jej przedłużeniem, ale to temat na następną rozmowę. Wróćmy jeszcze na chwilę do początków, wspominałeś o radiu studenckim, czy jesteś z wykształcenia dziennikarzem? Co studiowałeś?
Nie, nie jestem dziennikarzem z wykształcenia, nawet nie wiem, czy jestem z zamiłowania dziennikarzem (śmiech). Raczej jestem człowiekiem, który lubi słuchać muzyki i lubi się nią dzielić, dowiedzieć się, jak to powstało, kto to zrobił, dlaczego, co było wcześniej i co będzie wkrótce na kolejnych albumach - i o tym opowiedzieć. A już najważniejsza w muzyce jest dla mnie wrażliwość i raczej tu upatrywałbym definicji swojego zawodu. Jeżeli chodzi o studia, to były to studia techniczne, inżynieria materiałowa na Politechnice Warszawskiej i wracając jeszcze na moment do mojego przychodzenia do radia w środku nocy mogę powiedzieć, że jeśli wychodzi się z radia po audycji o 2.20 w nocy i idzie pieszo, to w akademiku przy Wołoskiej jest się o 3.05 (śmiech).

Pięknie… Czyli jesteś typowym radiowym samoukiem?
Samoukiem, no tak, nie ma szkoły, która uczyłaby prowadzenia audycji muzycznych. Wiadomo, że można się nauczyć ładnie mówić, można przeczytać wiele książek i wysłuchać wielu płyt, ale nie ma szkoły, nie ma jednego sposobu na robienie radia. Każdy z nas, każdy, kto mówi do mikrofonu, uprawia sztukę radiową, musiał się tego nauczyć sam i robi to we właściwy sobie sposób.

Choć zapewne są wzorce. Dla Ciebie takim wzorcem był chyba pan Piotr Kaczkowski?
Na pewno tak. Mam pełną świadomość tego, że nie da się robić takiego radia, jakie robi Piotr i nikt inny nie będzie potrafił czegoś takiego robić. Ja, z racji tego, że moja nauka radia zaczęła się właśnie przy jego boku, trochę tych sposobów radzenia sobie w różnych sytuacjach radiowych podpatrzyłem. Wiem, że to może działać na moją niekorzyść, ale wiem też, że to źródło, ten wzór jest najlepszym, jaki mógł mnie spotkać na początku mojej drogi.

Wróćmy jeszcze do audycji, skąd pomysł na taką właśnie audycję? Czy to jest odzwierciedlenie muzyki słuchanej przez Ciebie na co dzień?
Tak naprawdę, najpierw powstała audycja, dopiero potem powstała nazwa, która jest chyba odzwierciedleniem mnie, ale niekoniecznie muzyki jakiej słucham na co dzień, bo słucham niewiele. Staram się nie zaśmiecać głowy zbyt dużą liczbą dźwięków, dla przyjemności słucham rzeczy, które już znam, ale z drugiej strony, przygotowując się do audycji, próbuję za każdym razem znaleźć coś, co będzie budowało może nie historię, ale jakąś całość, żeby te różne elementy się dopełniały. Wiem, że być może jestem jedną z niewielu osób w Polskim Radiu, które aktywnie szukają muzyki, które interesują się wszystkim, co nowe. Ale robię to na potrzeby audycji, bo chciałbym się jakoś odróżniać, robić coś innego, niż wszystko to, co słuchacze radia już znają. Najistotniejsze jest to, co się dzieje na antenie, bez względu na wszystko.

Zdaję się, że wpadam w pewien szablon, utożsamiający Ciebie całkowicie z radiem, wyobrażając sobie, że prywatnie poświęcasz radiu bardzo dużo czasu, natomiast widzę, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim, radio to radio, a życie prywatne, to życie prywatne?
To jest akurat oczywiste, ale jest też tak, że stopień mojego zainteresowania muzyką wynika z zapotrzebowania na to moje zainteresowanie. Ja nie potrzebuje dla własnej przyjemności co tydzień słuchać 100 nowych płyt, skoro mogę zagrać z 15. Jeżeli przesłucham 15 i znajdę tyle muzyki, że audycja będzie pełna i stanowiła jakąś całość, to niestety nie mają sensu dalsze poszukiwania. Ta reszta, brzydko mówiąc, musi odpaść.

Albo poczekać do następnej audycji?
Albo poczekać do następnej audycji, tyle tylko, że tydzień później ukazuje się następne 100 płyt (śmiech). Mam na półce ciągle płyty, które są zafoliowane i ciągle ich nie przesłuchałem, ale nie dlatego, że nie chciałem ich posłuchać, ale dlatego, że brak miejsca w audycji. Zawsze na antenie narzekam na to, że chciałbym więcej, a się nie da.

Czyli potrzebujesz dłuższej audycji, żeby móc słuchać więcej muzyki? (śmiech)
(śmiech) Nie, to ta rozmowa doprowadziła do takich wniosków.

OK. A tak nawiązując do muzyki, tylko słuchasz? Czy może jakieś doświadczenia z własną twórczością gdzieś kiedyś były?
Nie, własna twórczość to nie, choć dużo grałem na fortepianie i chyba nawet nieźle. Ale z racji tego, że znam trochę tej muzyki, znam trochę wykonawców, znam trochę płyt i trochę dźwięków, to wiem, że są tacy, którzy zawsze będą robić to lepiej ode mnie. W związku z czym mi pozostaje tylko odtwarzanie na antenie.

Co za wrodzona skromność. Na chwilę jeszcze wrócę do Trójki, obaj wiemy, że Trójka, to najlepsza stacja radiowa, ale… Zapytam przewrotnie, dlaczego Trójka?
Wydaje mi się, że Trójka jest jedną z ostatnich stacji radiowych, na pewno ostatnią o tak dużym zasięgu, w której jest jeszcze miejsce na trochę radia absorbującego. Nie chcę dzielić na komercyjne i niekomercyjne, bo jeżeli dzielę radia na jakieś rodzaje, to raczej na absorbujące i towarzyszące. Ja chciałbym, żeby choć trochę jeszcze tego radia absorbującego uwagę słuchacza zostało i staram się, tworząc moją audycję, wkładać w nią coś więcej, niż tylko dobrą zabawę. I Trójka jeszcze potrafi być takim radiem.

To dlatego, między innymi, Twoja audycja jest na żywo?
Audycja musi być na żywo!

Tylko patrząc, co dzieje się na antenach innych stacji…
Jeżeli chcemy robić radio, które będzie absorbujące, to ono musi być na żywo, musi reagować, musi być jak żywy organizm. Jeżeli ma tylko towarzyszyć, to żaden problem – włączam jakąś playlistę, odzywam się co trzeci kawałek i jest po sprawie.

Nie będę banalnie pytał, czy lubisz to co robisz, bo bez wątpienia lubisz, ale zapytam co dalej, jakieś inne radiowe plany, marzenia?
Ojej. Jeżeli chodzi o plany i marzenia, to miałem ich zdecydowanie więcej, kiedy zaczynałem. Teraz jest ich trochę mniej, bo widzę jakie mam możliwości z racji chociażby godziny nadawania, więc nie wiążę jakiejś niezwykłej przyszłości z radiem. Po prostu – to mi sprawia olbrzymią przyjemność, to mi daje odrobinę pieniędzy (tak, odrobina to odpowiednie słowo) i nie oddałbym tego za nic. Nie wyobrażam sobie innej rzeczy, którą mógłbym robić w życiu, która by sprawiała taką frajdę, jaką sprawia mi radio. Więc na dzień dzisiejszy, moim marzeniem jest robić dalej to, co robię i robić to lepiej.

Dobra, trochę prywaty, co robi Grzegorz Zembrowski poza anteną? Jakieś hobby? Pasje? Rodzina? Pikantne szczegóły? (śmiech)
Jest tego sporo: uwielbiam „Top Gear”, siedzę całymi dniami przy komputerze, szukam, czytam, interesuję się światem, psychologią, socjologią, gram w gry, chodzę na piwo, szukam pracy… Myślę, że pod tym względem nie różnię się od większości osób w moim wieku, tyle tylko, że ja mam dużo czasu, a inni muszą pracować. (śmiech) A rodzina, nie, wiesz, jak pracujesz w radiu, to nie mówię, że trochę to radio poślubiasz, ale coś w tym jest, że człowiek, który pracuje w radiu, wiąże się z nim w pierwszej kolejności i reszta musi poczekać na swoją kolej.

Na koniec, czego Ci życzyć? Bo wiem czego ja bym Tobie życzył… Mikrokosmos dwa razy dłuższy i najlepiej dwa razy w tygodniu, tylko czy Ty byś to wytrzymał? Czego sam sobie byś życzył?
Jeżeli chodzi o radio, to po pierwsze, żeby to radio było bardziej otwarte na rzeczy inne, mniej komercyjne, głębsze, a po drugie chciałbym doprowadzić do takich sytuacji, żeby było mnie na antenie więcej, żebym mógł uczyć się radia intensywniej. Wtedy mógłbym więcej tego swojego świata pokazać i podzielić się nim ze słuchaczami, bo wiem ilu artystów, którym należy się miejsce w świadomości słuchaczy, nigdy do tej świadomości nie dociera. Ale musiałbym wtedy słuchać większej liczby płyt (śmiech).

Hehe, nawet o tak dziwnej porze jak druga w nocy?
Nawet, bo ta druga w nocy ma swoje uroki i – wbrew pozorom – to bardzo dobra godzina dla radia, które ja staram się tworzyć.

Więc tego Ci właśnie życzę i bardzo dziękuję za rozmowę i wspaniałą audycję. Do usłyszenia więc w następną mikrokosmiczna noc.
Ja również bardzo dziękuję, pozdrawiam wszystkich słuchaczy Trójki i zapraszam na moją audycję.

Mikrokosmos – audycja muzyczna Grzegorza Zembrowskiego, nadawana w programie Trzecim Polskiego Radia w każdą niedzielę między 2 a 4 w nocy. Zdobywca 4. miejsca w plebiscycie "Zdobywcy Eteru 2010" w kategorii "Perełka Radiowa".

Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie.. Niewielka przestrzeń, w której jak w lustrze odbija się cały wielki świat. Gdzie podróż z jednego krańca świata na drugi trwa tyle, co mgnienie oka, bo nie ma ani czasu ani przestrzeni. Jak w podróż to tylko z muzyką. Odwiedzamy tylko najbardziej poruszające miejsca, tylko te zapadające w pamięć i niepozwalające przejść obojętnie. Interesuje nas tylko esencja, żaden erzac, nie ma wersji light. W poniedziałki od 2 do 4 zaprasza Grzegorz Zembrowski.

Znajdź nas na Google+

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!