Honorat Stróż, zawodnik który przeszedł z Kotwicy Kołobrzeg do niemieckiego klubu VfL Germania Leer. Opowiedział mi o nowym klubie, władzach i beach socckera. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

Justyna Borowiecka : Od 2011 r. kiedy ostatnio rozmawialiśmy, wiele u Ciebie się zmieniło. Zmieniłeś klub, przeszedłeś z Kotwicy Kołobrzeg do VfL Germania Leer w Niemczech. Opowiedz jak dostałeś się do tego klubu?
Honorat Stróż:
- Będąc w Kotwicy Kołobrzeg poznałem i zaprzyjaźniłem się z Marcinem Wachowiczem. Dobrze się dogadywaliśmy i dużo rozmawialiśmy na temat piłki i nie tylko. Któregoś dnia zadzwonił do niego kolega Waldemar Kowalczyk, który niegdyś grał również w Kotwicy. Obecnie od 14 lat mieszka i gra w piłkę w Niemczech. Waldek zaproponował Marcinowi wyjazd za granicę do klubu i pracy, a Marcin zapytał czy ja też nie chciałbym spróbować - za co jestem mu bardzo wdzięczny. Długo się nie zastanawiając spakowałem się, rozwiązałem umowę z klubem i razem z „Wachem” wyjechałem do Niemiec. Nie chciałem już, co chwilę zmieniać klubu, myślałem o tym, by związać się z jakimś zespołem na dłużej. Miałem nadzieję, że będzie to Kotwica Kołobrzeg. Niestety po raz kolejny działacze klubu utwierdzili mnie w przekonaniu, że dopóki będą zarządzać klubem, w Kołobrzegu nie będzie piłki na wysokim poziomie. Uważam, że dla dobra kołobrzeskiej piłki powinien wrócić Pan Andrzej Kargul, który był prezesem klubu, gdy grałem w nim w drugiej lidze.


Liga niemiecka stoi na coraz wyższym poziomie, nawet druga, trzecia liga jest już coraz lepsza, nie żałujesz decyzji o zmianie klubu?
-W Polsce liczą się dobre kontakty lub pieniądze, bez tego na nic się zdadzą doświadczenie i umiejętności. Chciałem spróbować czegoś nowego i nie żałuję. Poznałem wspaniałych ludzi - Waldemara Kowalczyka i jego rodzinę, którzy bardzo mi pomogli i przygarnęli do siebie. Waldek zabrał nas na trening do Rheden, do swojego byłego trenera, u którego grał w Wilhelmshaven i był kapitanem. Byli ze mnie zadowoleni i chcieli abym odbył z nimi obóz przygotowawczy, lecz ja zdecydowałem się na testy w Oldenburgu. To większe miasto i większe możliwości. Pierwszy sparing wypadł znakomicie, drugi już trochę gorzej. Graliśmy ciężki sparing z drugą drużyną Werder Bremen, posiadanie piłki 70 do 30 na korzyść Bremen. Nie udało mi się przekonać trenera do siebie, ale > zaproponował mi przyjazd za cztery miesiące. Na ten okres poszedłem z Marcinem do niższej ligi Sv Peheim. W między czasie jeździłem z Waldkiem do klubu w Leer, w którym jest grającym trenerem. Po 3 treningach trener Werner Pastorek był mną zachwycony i powiedział, że od przyszłego sezonu chce mnie mieć u siebie w drużynie. Tak właśnie trafiłem do Leer w letnim okienku transferowym.



Jakie pierwsze wrażenie zrobił na Tobie ten klub i władze?
-Klub zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Profesjonalizm od a do z, wszystko jest dokładne jak w szwajcarskim zegarku. Tutaj można poczuć się jak zawodowiec. To jest bardzo ważne, bo wynik drużyny zaczyna się od sztabu szkoleniowego. Tu każdy wie, jakie ma zadania, nie ma ludzi z przypadku, wszyscy wiedzą, co robić i jak zarządzać klubem, by osiągać największe wyniki. Niestety w Polsce członkowie zarządu zazwyczaj patrzą na to jak podzielić pieniądze, by najwięcej przyznać sobie, nie biorąc pod uwagę zawodników i wyników zespołu.


Widzisz różnice pomiędzy VfL Germania a polskimi klubami, w których miałeś wcześniej okazję występować?
-Różnic jest bardzo dużo. Przede wszystkim podejście klubu, ludzi, zarządu, trenera. Tu wszystko jest na 100%. Każdy daje z siebie maksimum możliwości. Warto wspomnieć też o finansach. To, co najważniejsze - są zawsze wypłacane na czas.


Trenuje Was Werner Pastorek, jak oceniasz współpracę z tym trenerem?
-Trener to bardzo miły człowiek i dobry szkoleniowiec. To profesjonalista, widać, że każdy jego ruch jest przemyślany. Chce żebyśmy grali jak Barcelona (uśmiech!)



Kilka dni temu w Ustce odbył się turniej beach soccer, w którym brałeś udział. Jak Ci się tutaj podoba?
-Zarówno turniej jak i Ustka bardzo mi się podobają. Jestem na turnieju już trzeci raz, ale Ustkę znam z dzieciństwa. Często tu przyjeżdżałem, ponieważ wychowałem się niedaleko w Darłowie. Jako Darłowianin zapraszam na wypoczynek do Darłowa (uśmiech!)


Jak poznałeś Pana Daniela Kaniewskiego?. Który warto dodać jest właścicielem jednego z salonów marki Puma w Polsce i jednym ze sponsorów beach socckera.
-Daniela Kaniewskiego poznałem, kiedy grałem w Gryfie Słupsk, do którego ściągnął mnie Wojciech Polakowski i Paweł Kryszałowicz. Daniel był wtedy managerem drużyny, dzięki niemu mieliśmy w klubie wszystko. Nawet piłkami graliśmy takimi jak w ekstraklasie. Myślę, że ten człowiek powinien a nawet musi działać wyżej w polskim beach soccerze. Jego zapał, charyzma i skłonność do nie poddawania się idealnie wpasowują się w ten sport. On i Robert Chuchla żyją piłką plażową. To jest ich pasja. Właśnie takich ludzi potrzeba w PZPNie. Przykładem jest turniej Amber Cup, którego obaj Panowie są organizatorami. To jeden z najlepiej zorganizowanych turniejów halowych w Polsce. Czy istnieje jakieś niedopatrzenie z ich strony? Nie, wszystko jest zrobione na dwieście procent!



Lubisz występować na tym turnieju?, uczysz się tutaj czegoś nowego?
- Muszę przyznać, że beach soccer to sport, który mnie zafascynował. W tej dziedzinie chciałbym również pracować, rozwijać się i osiągać najwyższe cele. Każdy turniej to dla mnie nowe doświadczenia, nabywanie umiejętności i popatrywanie najlepszych, którym chce się jak najszybciej dorównać.


Dziękuję za rozmowę i życzę Ci wszystkiego dobrego i do zobaczenia podczas kolejnej naszej rozmowy (uśmiech!)
-Dziękuję również i mam nadzieję, że wkrótce znów porozmawiamy (uśmiech!)

Z Honoratem Stróżem rozmawiała: Justyna Borowiecka

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!