Drugi zimowy dzień, obfitujący w opady, zawieje, wypadki i kolizje samochodowe. Kiedy rowy pełne wywróconych samochodów, domy bez prądu, a karetki nie nadążają zbierać rannych - w dalekiej Gruzji zrobiło się gorąco i wystrzałowo.

Wizyta naszego prezydenta w Gruzji, mająca swój wydźwięk polityczny, a również towarzyski, zajmuje dzisiejszego popołudnia wszystkich dziennikarzy, obserwatorów, komentatorów, oraz - jestem pewna - słuchaczy, widzów i czytelników. Tego wszak jeszcze nie było - padły strzały kilkadziesiąt metrów od samochodu wiozącego dwóch prezydentów: L. Kaczyńskiego i M. Saakaszwilego.

Konferencja prasowa szefa BBN W.Stasiaka, transmitowana przez TVP Info, miała dać odpowiedź na pytania zadawane przez dziennikarzy, ale nie wyjaśniła niczego. Pan Stasiak wypełnił czas konferencji klasycznym bla-blaniem, w trakcie którego wyłowiłam ostatnie pytanie niewidocznego na wizji dziennikarza; odpowiedź była jak wszystkie poprzednie - żadna w treści. A pytanie brzmiało interesująco: jeżeli prezydent chciał odwiedzić obóz dla uchodźców, to dlaczego znalazł się wiele kilometrów dalej, przy posterunku granicznym?

Odpowiedź pojawia się jakby mimo woli i w sposób nieco pośredni w materiałach wiadomości TVN z godz. 19. Otóż pan Saakaszwili - jak zdołałam zrozumieć - chciał pokazać naszemu prezydentowi, że Rosjanie ciągle są tam, gdzie ich być nie powinno. Kolumna z autobusem pełnym dziennikarzy, którzy jechali na czele, zbliżyła się do posterunku granicznego, gdzie zauważono jakąś grupę ludzi. Tam - obaj prezydenci wysiedli i w tym momencie rozległa się seria z karabinu maszynowego, skierowana nie wiadomo gdzie. A więc jacyś ludzie strzelali. Jacyś - bo mogli to być żołnierze rosyjscy, mogli to być również żołnierze gruzińscy albo jakakolwiek banda, jako że kraj spokojny nie jest i w bandy zbrojne obfituje.

Dla mnie zastanawiający jest najbardziej fakt, że p. Saakaszwili zdecydował się pokazywać swemu gościowi po ciemku coś, co nie było przewidziane w programie wizyty i zrealizowano je metodą ni stąd, ni zowąd.

Prezydent Kaczyński, na konferencji zwołanej natychmiast po powrocie do Tbilisi, uznał za stosowane zaręczyć swoim honorem, że nie była to zmowa obu panów prezydentów w celu wywołania incydentu i sprowokowania Rosjan. Jeżeli tak zaręczał, to znaczy, że takie podejrzenie się pojawiło. I ja prezydentowi Kaczyńskiemu wierzę.

Nie wierzę natomiast, że nie zorganizował tego sam Saakaszwili, bo też i na wspomnianej konferencji miał minę dziwnie zadowoloną. Faktem jest, że coraz wyraźniej mówi się iż wojna rosyjsko-gruzińska, aczkolwiek prowokowana przez Rosję - rozpoczęta została jednak przez Saakaszwilego, który spodziewał się twardych retorsji ze strony USA i EU w stosunku do Rosji. Oczekiwania Saakaszwilego nie spełniły się, a dyplomatyczna ofensywa Rosji i prowadzone z nią rozmowy z pewnością go zniecierpliwiły na tyle, że postanowił rozegrać skandal międzynarodowy z udziałem zaprzyjaźnionego i - niestety - chyba naiwnego prezydenta Polski.

I aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć punkt widzenia i postępowanie naszego prezydenta, to wydaje mi się że - mówiąc kolokwialnie - w najlepszej wierze wpuścił się w maliny; broniąc wolności Gruzji, popiera przy okazji osobę niegodną zaufania. Zaczyna to wszystko zakrawać na tragifarsę.

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!