Okładka książki Jarosława Kreta Okładka książki Jarosława Kreta

Okładka książki Jarosława Kreta. (© www.swiatksiazki.pl)

Jeśli wziąć pod uwagę wykonywaną profesję, Jarosław Kret większości z nas kojarzy się jako „pogodynek” z telewizji publicznej. Czytelnicy prasy zwanej kolorową utożsamiają go jako byłego już partnera Agaty Młynarskiej. Tymczasem Świat Książki wypuścił niedawno na rynek "Moje Indie", piątą już książkę w dorobku tego popularnego prezentera pogody.

Zdaję sobie sprawę, że zawężanie działalności Jarosława Kreta do prezentowania prognozy pogody jest bardzo dla niego krzywdzące. Z wykształcenia egiptolog, z zamiłowania podróżnik, fotografik i popularyzator, Kret realizuje się we wszystkich tych dziedzinach (teraz doszedł mu jeszcze dubbing w filmie „Ryś i spółka”, który obecnie krąży po ekranach naszych kin). Ostatnim jego zawodowym dzieckiem, poza programem „Planeta według Kreta”, który można oglądać na antenie TVP Info, jest właśnie rzeczona książka promowana przez samego autora podczas zakończonego niedawno w Kazimierzu Dolnym festiwalu Dwa Brzegi.

"Moje Indie" to bardzo osobiste spojrzenie Jarosława Kreta na ten kraj, właściwie: subkontynent. Dziennikarz trafił doń trochę przez przypadek; miał to być pobyt incydentalny (chodziło o zrobienie reportażu telewizyjnego z wystawienia "Ślubu" Gombrowicza przez studentów szkoły teatralnej w New Delhi), tymczasem przekształcił się w częstą, by nie powiedzieć stałą obecność Kreta w Indiach (także z powodu jego związku uczuciowego z tamtejszą gwiazdą Bollywood, Tannishthą Chatterjee, związku na tyle poważnego, że dziennikarz decyduje się na wręczenie łapówki w wysokości 150 rupii strażnikowi, by ten nie wzywał policji do przyłapanej na całowaniu się w miejscu publicznym polsko - hinduskiej pary).

Większość, jak sądzę, z nas, która w Indiach nie była, może potraktować książkę Jarosława Kreta jako swoisty elementarz, kompendium podstawowej wiedzy o tym kraju. Znajdziemy tu bowiem wskazówki jak się ubierać, by tutejszy upał nie był dla nas torturą; jak kupować bilety na pociąg (co w Indiach nie jest czynnością tak prostą, jak w Polsce), a także jak uniknąć kłopotów, gdy indyjscy handlarze biżuterią będą chcieli nas wykorzystać jako przemytników.

Ale przede wszystkim jest to książka o tym ciekawym kraju i ludziach go zamieszkujących. Kret opisuje słynne zabytki Indii, z Tadż Mahal na czele; tutejsze zwyczaje i obyczaje związane z takimi świętami, jak Holi, Durga Pudźa, Nawarami czy Dasara; mówi o religii, utrzymującym się wciąż kastowym układzie społeczeństwa indyjskiego, o aranżowanych małżeństwach i o tzw. „popsutych”, czyli hidżrach albo inaczej po prostu eunuchach, którzy planowali porwać naszego, polskiego 183–centymetrowego blondyna o niebieskich oczach. Niezwykle ciekawy jest też historyczny wątek przyjaźni polsko – indyjskiej (adopcja przez Maharadżę Dźama Saheba tysiąca sierot po polskich żołnierzach z armii Andersa).

Oczywiście jest i o świętych krowach - przy okazji Kret wyjaśnia, skąd wzięło się przekonanie, że tylko krowa nie zmienia swoich poglądów. Zaskakujące są przedstawione w "Moich Indiach" poglądy Hindusów na temat białych (uważają nas oni za... brudasów) i cywilizacji europejskiej. Jedna ze spotkanych przez Kreta osób mówi: - "Wasza cywilizacja to cywilizacja przedmiotów. Przedmioty te mają wam ponoć ułatwić życie, ale zamiast tego powoli was osaczają, komplikują wam życie, powodują, że chcecie ich coraz więcej i więcej, zaczynają za was myśleć”.

Jest też o ideale kobiety w stylu bogini. Zdradzę tylko, iż według "Natjaśatry" powinna być ona m.in. prawdomówna, szczera, szczodra, nie może chorować, pocić się i ... przejawiać nadmiernej namiętności seksualnej. Jarosław Kret wyjaśnia też, co oznacza bindi, czyli kropka na czole indyjskich kobiet. Z jego książki dowiadujemy się ponadto, iż słowo pani w tutejszym języku oznacza wodę, a matka - dzban, co zważywszy na panujący w tym kraju klimat nabiera metafizycznego sensu.

Ogromnym walorem "Moich Indii" Jarosława Kreta są niezliczone zdjęcia autorstwa znanego "pogodynka", które uzupełniają pisaną warstwę książki. Trochę denerwuje fakt, iż podpisane są one fragmentami (czasami zbyt rozbudowanymi) wziętymi wprost z narracji. Nie zawsze korespondują one z odpowiednimi fragmentami książki. Jarosławowi Kretowi zdarza się też powtarzać pewne informacje (np. te o kastowości hinduskiego społeczeństwa czy aranżowaniu małżeństw), co może brać się z właściwej dziennikarzowi gadatliwości. Trochę monotonne jest też opisywanie typów kobiecości, związanych z podobieństwem do zwierząt. Generalnie jednak książka Jarosława Kreta warta jest przeczytania, bo to wciągająca lektura.

Jarosław Kret, Moje Indie
Świat Książki
Warszawa 2009

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!