Pikantna komedia Pietro Aretino opowiada o "tajemnicach alkowy" z perspektywy słynnej rzymskiej kurtyzany Nanny.

Spektakl "Jak Nanna swą córeczkę Pippę na kurtyzanę kształciła" w reżyserii Grzegorza Mrówczyńskiego to komedia obyczajowa z XVI wieku, w której Pietro Aretino w zabawny sposób przedstawił świat, w którym rządzi seks. Jego książka mogła uchodzić za pewnego rodzaju poradnik dla pań, z którego mogły dowiedzieć się, jak zadowolić próżnych mężczyzn za pomocą seksu i komplementów. Jednak tak naprawdę była to ostra satyra, pełna pikanterii i humoru, w dodatku śmiała, nawet jak na włoski renesans.

Przewodniczką po tym zdemoralizowanym świecie jest Nanna (Joanna Górniak), słynna rzymska kurtyzana, bogata i powszechnie szanowana. Z uwagi na to, że osiągnęła sukces w swoim fachu, postanowiła nauczyć go swoją córkę Pippę (Dominika Łakomska). Najstarszy zawód świata kusi Pippę, jednak zanim zacznie go wykonywać, musi przejść specjalne szkolenie, oparte na ćwiczeniach teoretycznych i praktycznych.

Jak tłumaczy Nanna swej córce: Sztuka polega nie na tym, żeby zyskiwać kochanków, ale na tym, żeby ich przy sobie zatrzymywać. Aby tego dokonać, wystarczy kilka prostych sztuczek, jak choćby ta: Obejmij go za szyję, daj mu kilka pocałunków. A teraz chwyć jego łodygę i gnieć ją tak długo, aż go szał opanuje. Kiedy już będzie tryskał ogniem, daj mu wejść w siebie. Po chwili westchnień, jakbyś już była gotowa. Pokazuje jej także niektóre pozycje, z których najbardziej intrygujące to: żuraw, czapla, po baraniemu oraz na dzwonnicę.

Pippa będzie musiała zapoznać się z wieloma mężczyznami, potencjalnymi klientami, by móc pozytywnie zaliczyć szkolenie. Czy Nannie uda się wyszkolić ją na sławną kurtyzanę?

Walorem spektaklu były krótkie piosenki wplecione w zabawne dialogi. Słowa uznania należą się Tomaszowi Bajerskiemu, który odpowiadał za muzykę. Jeden utwór szczególnie zapadł mi w pamięć: Mama mia co ty na to, chce wziąć ze mną ślub Donato. Ja go lubię, lecz po ślubie zechce robić to co tato. Robi każdy z nich to samo, jak to zwykle tata z mamą. Ja już wcale się nie żalę, nie myśl długo, wychodź za mąż.
Dużym atutem przedstawienia była także świetna obsada. Najbardziej podobali mi się Joanna Górniak jako Nanna, sławna rzymska kurtyzana, która potrafiła omotać każdego mężczyznę oraz Andrzej Niemirski, któremu przypadło w udziale aż 6 ról - Przybysza, Spryciarza, Francuza, Żyda, Wenecjanina, Obłudnika I oraz Kaznodziei. Trzeba przyznać, że każdą z tych ról grał całym sobą i był przy tym niezwykle zabawny.

Bardzo podobali mi się także Dominika Łakomska jako Matka Nanny oraz Pippa, córka Nanny, która także chciała zostać kurtyzaną; Maciej Gąsiorek, który zagrał aż 6 ról - Namiętnego Starca, Hiszpana, Niemca, Neapolitańczyka, Obłudnika II oraz Cukiernika; a także Magdalena Cwen-Hanuszkiewicz jako Antonina, matka chrzestna Pippy i kurtyzana. Aktorka ta miała także świetne wyczucie chwili, gdy na widowni rozległ się długi dźwięk telefonu, powiedziała "jaka piękna pozytywka", co wywołało śmiech wśród publiczności i miejmy nadzieję, zawstydziło właściciela komórki.

Warto wspomnieć także o scenografii Jerzego Rudzkiego - pokój schadzek z dużym łożem, na którym odbywały się miłosne igraszki oraz kościół, a także o kostiumach, przypominających XVI-wieczne kreacje. W niektórych przypadkach postawiono na dosłowność - jak w stroju Przybysza, z którego zwisały 3 frędzelki.

Choć sztuka jest pikantna, to wszystko zrobione jest z wyczuciem i z przymrużeniem oka. Niemniej jednak spektakl polecam osobom pełnoletnim, które nie boją się odważnych tematów.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!