"Pytanie to w tytule postawione tak śmiało, choćby z największym bólem rozwiązać by należało...". To nie ja, to wspaniały poeta Konstanty Ildefons Gałczyński. Był problem z ogórkiem. Teraz i na zawsze problemem staje się demografia.

Podobno nikniemy w oczach. Prokreacja się nie opłaca. Istnieje na ten temat wiele poglądów, teorii i podejrzeń. Wygląda na to, że najwięcej dzieci mają biedacy. Jak się ma niewiele, każde dziecko to prawdziwy kapitał. Więcej do kochania, więcej rąk do pracy, więcej dumy z potencji... Biedne narody mnożą się na potęgę. Jak się ma dużo pieniędzy, dziecko paradoksalnie staje się luksusem. Ma to być "następca tronu" z oxfordzkim dyplomem. W trakcie zdobywania dużych pieniędzy nie planuje się dzieci. Lepiej inwestować w co innego. Bogate narody cechuje ubytek demograficzny. Starzeją się. Jesteśmy narodem na dorobku. W dzieci na razie nie opłaca się inwestować, bo i tak na nas nie zapracują w dobie bezrobocia. Przetrwanie gatunku załatwią Hindusi i Chińczycy. Jaka różnica? Podobno najwięcej dzieci rodzi się w okresie głębokiego kryzysu i tuż przed wybuchem wojny. Da się to wytłumaczyć psychologicznie. A więc jeszcze nie wszystko stracone.

Nie siedzimy jednak z założonymi rękami na pustych kanapach, czekając na wyludnienie. Nasze kolejne rządy podejmują nieustanny wysiłek zwany "polityką prorodzinną", dając wyraźnie do zrozumienia, że dotychczasowa polityka była "antyrodzinna". I jakoś dzieci było więcej! Politycy są przekonani, że wskaźnik urodzeń da się podnieść przy pomocy pieniędzy. Trzeba po prostu "kupić" dziecko od takiej prokreacyjnej pary. "Becikowe" to nagroda za to, że kobieta chciała urodzić. Jednorazowy datek zaledwie na wyprawkę. Niczego to nie podnosi, ale nieco uspokaja polityczne sumienie. Ostatnio pojawił się kolejny pomysł w szeregach partii chłopskiej PSL (chłop tu nie jest bez winy), koalicjant lojalny wyłącznie wobec KRUS-u, wykręcił PO niezły numer. Chce storpedować reformę emerytalną. A wszystko przez ten nieszczęsny spadek demograficzny. Ludowcy postulują, żeby polskie kobiety bardziej zmobilizować do aktów przez wcześniejsze przechodzenie na emeryturę w zależności od ilości urodzonych dzieci. Nie napiszę, co mi to przypomina z niedawnej historii... Czy to poprawi "dzietność"? Skądże! Zwiększy tylko bezrobocie wśród kobiet i obniży wysokość ich emerytur. A co z nadprodukcją dzieci? Wyjadą w świat za chlebem. PSL zabiega o żeński elektorat i to wszystko.

Bawi mnie ten cały harmider w temacie rozmnażania narodu. Nastały takie czasy, czy to się komuś podoba, czy nie. Wymarcie nam nie grozi. Chociaż, gdyby pewien procent wymarł, byłoby spokojniej. Nie znikniemy z mapy Europy. Prezes może spać spokojnie. Pozwólmy kobietom i mężczyznom na suwerenną decyzję w tej sprawie. Kościół, któremu niby zależy na nowych katolikach, bo to nowa kasa, jednocześnie walczy z prezerwatywą i globulką, która nie daje dzieci i z in vitro, co je daje. Zawracanie głowy. A tak w ogóle - żeby się rozmnażać, trzeba wiedzieć po co. Wiesz, Narodzie?

Moje Trzy Grosze

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!