Jak osiągnąć sukces w Polsce i dlaczego to jedno z najlepszych miejsc na świecie na rozwój i spełnianie marzeń? W rozmowie dla Wiadomosci24.pl - człowiek sukcesu - Jakub Kokoszka, prezes Art&Business Magazine S.A.

Ma 24 lata i jest najmłodszym prezesem spółki notowanej na rynku New Connect. Wierzy w to, że Polska jest naturalnym środowiskiem dla tych, którzy pragną spełnić marzenia i osiągnąć wielki sukces.

Jak tego dokonać? W którym miejscu łączą się dla niego sztuka i biznes, po co inwestować w dzieła sztuki i czego od ambitnego studenta oczekuje jako pracodawca?

Z zainteresowaniem słucham historii o spełnianiu marzeń.

Katarzyna J. Markiewicz: Czuje się Pan człowiekiem sukcesu?
Człowiekiem sukcesu? Myślę, że jestem jeszcze za młody na to, żeby tak powiedzieć...

W dowodzie osobistym 24 lata, ale Pana CV już pęka w szwach od dużych tytułów. W obszarze Pana dzisiejszej działalności: Abbey House, Art&Business i Abbey Art Fund. Przybliżymy trochę te nazwy?
To trzy spółki, które działają niezależnie. Pierwsza, nasza spółka "matka" - Abbey House (Dom Aukcyjny), która weszła na giełdę 5 maja 2011, to firma która ma w tej chwili umowy z 12 żyjącymi artystami, m.in. ze Stasiem Młodożeńcem, Andrzejem Cisowskim, z Anią Szprynger. Jesteśmy też właścicielem kolekcji reprodukcji rysunków Andrzeja Wajdy. Abbey House to podmiot, który oferuje możliwość tworzenia i zarządzania kolekcją firmową, możliwość wpisania w koszty uzyskania przychodów wydatków poniesionych na zakup dzieł sztuki, możliwość zakupu na raty, czyli artleasingu, opcję doradztwa. Też organizujemy wystawy i to jest nasza podstawowa działalność.

Z drugiej strony Abbey House ma 60 proc. akcji "Art&Business", najstarszego w Polsce wydawnictwa dotyczącego rynku sztuki, które od 1989 r. non stop wydaje "Art&Business" oraz posiada trzy portale internetowe (www.artbiznes.pl; www.sjaksztuka.pl; www.artifakt.pl ) i wreszcie nasza trzecia noga - fundusz inwestycyjny, który jest najnowszym dzieckiem, bo działa od ósmego sierpnia zeszłego roku. Inwestuje pośrednio w inne światowe fundusze sztuki, w spółki działające na rynku sztuki oraz w wybrane kolekcje dzieł o muzealnej wartości.

Dlaczego, Pana zdaniem, warto inwestować w sztukę?
Każdy obraz jest one-off. Nie ma drugiego takiego samego, nie ma substytutu. W tym wypadku mamy więc do czynienia z inwestowaniem w dobro rzadkie. Historycznie dzieła sztuki nie tracą na wartości. Oczywiście nie chodzi o to, aby inwestować wszystkie swoje oszczędności w dzieła sztuki i jeszcze zastawiać pod to dom, tylko o to, by taka inwestycja stanowiła kilka, kilkanaście procent portfela. Historia nam pokazuje, a przebadaliśmy 30 tys. transakcji w Polsce od 1989 r., że to jest opłacalne. W ten sposób na przestrzeni ostatnich dwóch dekad można było zarabiać średnio rocznie około 20 proc. W przypadku inwestycji w dzieła sztuki mamy skończoną liczbę prac, których nie będzie więcej, mamy artystów, którzy pracują nad swoim rozwojem, pokazują swoją twórczość za granicą. Jak pokazuje historia, w przeciągu 100 lat większość spółek bankrutuje, waluta może się wielokrotnie zdewaluować, a obraz na pewno nie będzie wart mniej niż cena, za którą został kupiony.

W którym miejscu łączy się sztuka i biznes w Polsce? Na jakim etapie jesteśmy?
Świat sztuki, moim zdaniem, wreszcie dopuścił do siebie myśl, że bez obcego finansowania nie jest w stanie robić tego, na co miałby ochotę. Tu jest szereg przykładów, najlepszym są chyba muzea, które wiedzą, że taki strategiczny partner jest bardzo pomocny i dużo bardziej pomaga niż przeszkadza. Artyści, targi, organizowane w Polsce wystawy mają coraz częściej wielu patronów medialnych, czasami sponsorów. Po latach różnych działań, kiedy świat sztuki istniał w oderwaniu od świata biznesu, pojął wreszcie, że to jest ten moment, że inwestor, który jest w stanie docenić przedsięwzięcia artystyczne i w jakiś sposób je sponsorować, jest na wagę złota.

Inwestycja w sztukę? W Polsce?
Niedawno wróciliśmy z forum w Wiedniu, gdzie Polska była pokazywana tak naprawdę jako lider w regionie, jako taki tygrys, gdzie najwięcej się dzieje na rynku medialnym, na rynku sztuki, gdzie inicjatyw tego rodzaju podejmowanych jest bardzo, bardzo dużo. Przykład inwestora Next Edition Partners, który kupił kilka procent udziałów w Art&Business Magazine SA tuż przed debiutem 2 października pokazuje, że tego typu zagraniczne firmy, które mają duży portfel różnych projektów związanych ze sztuką, widzą wartość w rynku polskim i widzą wartość w spółkach działających na tym rynku. Polska jest teraz takim oczkiem w głowie inwestorów z zagranicy, my się naprawdę bardzo dynamicznie rozwijamy! Pamiętam jednego z prelegentów z Niemiec, który mówił, że jak obserwuje tempo zmian, które zachodzą np. we wschodnich Niemczech do Polski, Czech czy Węgier, to jest w szoku, jak prężnie ten rozwój u nas postępuje.

A więc Polska to dobre miejsce na rozwój, na samorealizację, na sukces?
Oczywiście! Gdybyśmy siedzieli dzisiaj w Japonii, Hiszpanii, Grecji, Portugalii (mogę tak wymieniać) albo we Włoszech lub w wielu innych miejscach, to mielibyśmy dużo gorsze miny i dużo mniej byłoby wolnych środków na rynku, gorszy byłby rynek pracy, dużo wyższy wskaźnik bezrobocia, dużo większy brak pewności co do tego, co przyniesie jutro itd. Polska miała być drugą Irlandią, Japonią, Grecją, drugą Hiszpanią. A dzisiaj każdy życzy nam, żebyśmy nie byli, żebyśmy nie mieli tych problemów. Uważam, że Polacy są ekstremalnie pracowici i nawet jeśli mamy wysoki wskaźnik bezrobocia, to myślę, że wiele z tych osób tak naprawdę jest gdzieś zatrudnionych i realnie zarabia cash, tylko po prostu zgłasza się jako bezrobotny, żeby dostać zasiłek. Nikt w Polsce z głodu nie umiera. To, że nasz system bankowy jest konserwatywny i oddziały polskich banków nie inwestowały w jakieś bardzo skomplikowane ryzykowne rozwiązania, które brały na siebie instytucje w Niemczech czy we Francji, to też znowu dobrze, ten nasz konserwatyzm nie zawiódł i jest tak naprawdę naszą silną stroną. Dzięki temu, że inwestowaliśmy tak mocno pasywnie, możemy dzisiaj spokojnie oszczędzać.Trudno mi uwierzyć, by polskim inwestorom z łatwością przychodziło uwierzyć w potencjał inwestycji w sztukę...
Łatwo nie jest, ale jeśli nic nie będziemy z tym robić, to będzie jeszcze gorzej albo przynajmniej tak samo trudno. To jest nasza naczelna misja - staramy się edukować o możliwościach inwestowania w sztukę w sposób bardzo przystępny, zrozumiały także dla osób, które przygodę z kolekcjonerstwem dopiero planują zacząć. Jako pierwsi wprowadziliśmy możliwość zakupu na raty dzieła sztuki w formie artleasingu. Dla ludzi, którzy nie chcą wybierać dzieł sztuki, nie mają ich jak przechowywać wprowadziliśmy możliwość zainwestowania poprzez fundusz. Gazeta, która miała 600 prenumeratorów ma ich w tej chwili kilkanaście razy więcej. Poprzez magazyn "Art&Business" i jego edukacyjną misję, cykle edukacyjnych artykułów, dotrzeć do osób, które na inwestycję w sztukę stać. Potrzeba czasu, ale te pozytywne trendy zachodzą, ludzie zaczynają kupować "Art&Business", są takie punkty, jak, lotnisko Okęcie czy salony Traffic, gdzie nasza gazeta zaczęła wyprzedawać się do zera.

U nas problem rynku sztuki to w dużej mierze zasługa historii. Jedyne czego nam brakuje w porównaniu z wymienianymi przeze mnie wcześniej krajami to tradycja. W Wielkiej Brytanii czy w Szwajcarii ludzie dziedziczą od pokoleń. Polacy mają za sobą trudną historię. Każdy miał dziadka, który walczył na wojnie albo babcię, która wszystko straciła, kiedy weszli Rosjanie i tak na dobrą sprawę - artystycznie musieliśmy zacząć od zera. Przed wojną Warszawa była nazywana Paryżem Północy! Ja będę prawdopodobnie pierwszym pokoleniem, które coś odziedziczy, a do tej pory były to raczej pojedyncze przedmioty. Bywa, że z całego majątku została tylko jedna, jedyna cukiernica albo szafa - my mniej więcej mamy taką relację dziedziczenia. Przez pierwsze dwadzieścia lat wolnego rynku ludzie koncentrowali się przede wszystkim na tym, żeby mieć pierwsze mieszkanie, pierwszy samochód, to naturalne. W tej piramidzie potrzeb Maslowa docieramy do sztuki dopiero teraz. A tempo rozwoju jest niesamowite, bardzo szybko łapiemy wzorce zza granicy.

Najlepszy przykład to kolejka po bilety do teatrów w Warszawie. Bywa, że aby zarezerwować bilet do Teatru Wielkiego czasami nawet kilkutygodniowe wyprzedzenie nie wystarczy. My jesteśmy chłonni, tylko ta oferta jest uboga. Jak jest Noc Muzeów, to w Warszawie przewija się przez to 200 tys. osób. Bardzo dużo się zmienia, obserwujemy to chociażby po tym jaki jest stosunek muzeów do współpracy z "Art&Business". Ta pielęgnowana od lat niechęć do muzeów ma swoje źródła pewnie m.in. w formie edukacji, w tym, jak te dzieci na wycieczkach są w muzeach męczone, zanudzane.

Pan za to nie nudzi się chyba nigdy. Mówią, że już od 6. roku życia interesował się Pan giełdą, później przygoda ze sportem, pierwsza praca w wieku 16 lat... Nigdy Pan nie żałował, że niemal całe życie poświęca i podporządkowuje pracy?
Niezupełnie tak jest. Mam czas na odpoczynek, biegam, jeżdżę na rowerze, w tym roku byłem dwadzieścia dni na wakacjach, więc to nie jest tak, że nie wychodzę z biura! Co do tego zainteresowania giełdą od 6. roku życia - to trochę przesada. Od zawsze czytałem na ten temat z zainteresowaniem, przeglądałem ekonomiczne gazety, ale nie pamiętam dokładnie, kiedy to się zaczęło. Pierwszą pracę rzeczywiście zacząłem, kiedy miałem 16 lat. Byłem instruktorem narciarstwa i żeglarzem jachtowym, mam też patent motorowodny, jestem też pomocnikiem instruktora polskiego związku narciarskiego. Wtedy to była moja pierwsza umowa-zlecenie, przez dwa tygodnie uczyłem dzieci jeździć na nartach we Włoszech, później uczyłem jeszcze w Austrii.

Sportowe doświadczenie pomaga w podejmowaniu ryzykownych decyzji w pracy?
Zdecydowanie! Miałem szczęście od 2000 do 2006 r. ścigać się na windsurfingu, byłem zawodnikiem w Pucharach Europy, w Pucharach Świata, kończyłem karierę w wieku 18 lat na Mistrzostwach Świata Juniorów. Myślę, że to bardzo dużo mi dało - olbrzymia samodyscyplina, rygor, podzielenie dnia na: rano - trening, jakiś posiłek, potem czas dla siebie, drugi trening po południu; konieczność olbrzymiej koncentracji, planowania, wyjazdów, przygotowywania sprzętu, ćwiczenia itd. Sport nauczył mnie strukturyzować sobie dzień, układać obowiązki, ustalić rytm pracy, to ważne. Moje dzieci na pewno będą sportowcami za młodu.

Panie Prezesie, zdradzi nam Pan, jak osiągnąć tak spektakularny sukces?
Ciężko mi oceniać poziom spektakularności tego, co udało mi się zrobić, ale na pewno trzeba mieć w sobie taką cechę, która uczy nie patrzeć na innych, nie porównywać się, nie stawiać sobie szklanych sufitów.

Bez względu na wiek, najważniejsze jest zawsze to, co realnie potrafimy i to, co sobą reprezentujemy. Moja rada dla osób, które szybko chciałyby zrobić coś dużego: nie można sobie wmawiać, że "skoro jestem studentem, to w wakacje muszę pojechać na żagle na trzy miesiące" albo "jestem studentem, to pójdę na praktyki i przynajmniej będę miał luz przez wakacje, znajomi też tak robią".

Nie można siebie szufladkować, ani porównywać. Przypominam, że studia to jest coś, co w tej chwili ma prawie każdy. Standardem jest dziś tytuł magistra, dobra szkoła, języki obce, więc to nie jest nic, co nas wyróżnia! Z perspektywy pracodawcy mogę powiedzieć, że bardzo cenię osoby, które już zdobywały doświadczenie na tym wcześniejszym etapie. No, i niestety - polskie szkoły to nie jest Harvard, to nie jest Oxford, my w rankingach jesteśmy w czwartej setce na świecie. Czasem warto taki naturalny okres wakacji poświęcić na jakieś naprawdę płodne, fajne zajęcie, niekoniecznie imprezy i plażę, ale coś, co pozwoli się rozwinąć. Może jakiś epizod za granicą.

Od 5 lat jesteśmy w Shengen. Do Berlina dojedziemy dziś w 5 godzin samochodem, do Londynu i Wiednia dolecimy w 2. Niedawno LOT uruchomił bezpośrednie połączeniu do Pekinu. Musimy potrafić to wykorzystać! Do boju!

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Portfel

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!