Jak wyglądałyby losy Romea i Julii, gdyby przenieść je do żydowskiego świata? I jaką rolę odgrywa w tej historii dybuk? Tego dowiemy się podczas spektaklu Mai Kleczewskiej i Łukasza Chotkowskiego.

Spektakl "Dybuk" w reżyserii Mai Kleczewskiej to znana żydowska legenda, będąca jidyszową wersją "Romea i Julii" Williama Szekspira. To historia nieszczęśliwej miłości Lei (Magdalena Koleśnik) i Chunona (Piotr Stramowski), obiecanych sobie jeszcze przed narodzinami, która kończy się tragicznie śmiercią młodzieńca. Jednakże śmierć nie jest końcem, a dopiero początkiem problemów. Bowiem duch zmarłego ze zgryzoty Chunona wstępuje w ciało ukochanej tuż przed jej ślubem z Menaszem (Marcin Błaszak). Od tej pory Lea nie jest sobą, jest opętana przez dybuka...

"Dybuk" powstał w oparciu o dramat Szymona An-skiego, który swoją prapremierę miał w 1920 roku. Następnie sztukę tę reżyserowali Andrzej Wajda (w 1988 roku w Starym Teatrze w Krakowie) oraz Krzysztof Warlikowski (w 2003 roku w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu). Ten ostatni połączył utwór An-skiego z prozą Hanny Krall.

Scenarzyści Maja Kleczewska i Łukasz Chotkowski poszli o krok dalej. Do sztuki Szymona An-skiego dodali wątek Holokaustu, złamanego przymierza pomiędzy narodami oraz powracającej pamięci. Wątki dramatu przeplatają się z historiami mieszkańców warszawskiego getta, na terenie którego znajduje się obecnie Teatr Żydowski. Z tego powodu przestrzeń teatru odgrywa ważną rolę w sztuce - stanowi miejsce akcji. To właśnie on staje się miejscem przecięcia historii i współczesności, punktem "przylgnięcia" zmarłych do nas żyjących, niczym tytułowy dybuk. To tu następuje zatarcie granicy między światem żywych a światem umarłych.

Ciekawym pomysłem jest to, że aktorzy czasami mówią po polsku, czasami w jidysz, a modlitwy wypowiadane są po hebrajsku (wszystko tłumaczone jest przez słuchawki). Dodatkowym atutem są projekcje wideo, które przedstawiają z lotu ptaka Nowolipki, Muranów, plac Grzybowski. Do tego dochodzi ekspresyjna muzyka Stefana Węgłowskiego, która tworzy klimat rodem z filmów grozy.

Jeśli chodzi o grę aktorską to na największe brawa zasłużyła Magdalena Koleśnik, która zagrała Leę, śliczną dziewczynę, która była opętana przez dybuka, przez co miała huśtawki nastrojów - raz była smutna, raz radosna, i tkwiła na granicy szaleństwa. Jej interpretacja tej roli była bardzo przejmująca i niezwykle wiarygodna.
Na słowa uznania zasługują także Joanna Przybyłowska w roli ducha Matki Lei, jej zachowanie było bardzo realistyczne oraz Gołda Tencer jako Lea z przeszłości, która także straciła najbliższych - jej czarny strój z naszytą białą sukienką na przedzie był bardzo symboliczny.

Bardzo podobali mi się również Marek Węglarski jako Sender, ojciec Lei, nieświadomy sprawca całego nieszczęścia, Henryk Rajfer jako Rebe Azriel, żydowski terapeuta, który wniósł nieco humoru do sztuki oraz Jerzy Walczak jako Meszulach i Muzułman z Obozu Zagłady, zupełnie wykończony i zakatowany przez wściekłego kapo.

Warto wspomnieć także o scenografii Wojciecha Pusia - sala prób teatru wypełniona stołami, krzesłami, lustrami oraz o kostiumach Konrada Parola - m.in. rozciągnięty sweter i spodnie dresowe dybuka, piękna suknia ślubna jego ukochanej, garnitury gości weselnych, tradycyjne stroje Chasydów.

Sztuka skłania do refleksji o ludzkiej pamięci i krzywdzie wyrządzonej niewinnym podczas Holokaustu. Na pewno nie jest to łatwa i zabawna tematyka, jednak nie można jej pomijać. Polecam ten spektakl osobom dorosłym.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!