Nasza mistrzyni nart, Justyna Kowalczyk, od dawna cierpi na bóle w piszczelach. Dokuczają jej tak mocno, że jest zdecydowana poddać się za kilka tygodni zabiegowi medycznemu.

Justyna Kowalczyk zmaga się na trasie biegów narciarskich nie tylko z silnymi konkurentkami, ale i bólami w nogach. W czwartkowym biegu na 15 km stylem dowolnym w Toblach, najbardziej obawiała się nie sportowej walki, lecz własnej batalii z bólem piszczeli. W marcu liderka Tour de Ski podda się zabiegowi chirurgicznemu.

"Proszę sobie wyobrazić, że parówka puchnie i chce rozerwać folię, w której się znajduje, ale nie może. Prawdopodobnie taką osłonkę na mięśnie w piszczelach Justyny trzeba będzie przeciąć" - tłumaczy lekarz Justyna Kowalczyk, Robert Śmigielski, o czym czytamy w serwisie sport.pl.

Od dawna nasza zawodniczka odczuwa bóle piszczeli w biegach "łyżwą". Pomocne miały być specjalne buty i wkładki. Niestety, w niczym nie pomogły. Bóle nie ustały, ani nawet nie są mniejsze. Skąd się one biorą, tłumaczy prof. Szymon Krasicki, z Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, który według Justyny Kowalczyk jest największym autorytetem w Polsce, w dziedzinie teorii biegów narciarskich.

"Specyfika biegu łyżwą jest taka, że nartę trzeba ustawiać pod skosem do kierunku biegu. To powoduje, że - po odbiciu od śniegu - całą nartę unosi się, zginając stopę podeszwowo, a więc unosząc ją w górę palcami. Robi to, m.in. mięsień piszczelowy, znajdujący się po lewej stronie kości piszczelowej. On się napina, a - jak każdy mięsień - znajduje w powięzi, w otoczce i właśnie ta otoczka u Justyny jest za ciasna" - wyjaśnia profesor krakowskiej AWF.

Zdaniem profesora, wprawdzie ten mięsień wykonuje krótką pracę, ale jednak musi zrobić tysiące napięć, dlatego boli i trzeba temu bólowi zaradzić. Przyznaje, że słyszał o ustaleniu Justyny, że na wiosnę zgłosi się do zabiegu medycznego u doktora Śmigielskiego. Wie, że aby zaradzić jej dolegliwości, trzeba będzie to zrobić - jak mówi - zabiegowo, po prostu należy tę "powięź mięśniową rozciąć" - dodaje profesor Krasicki.

Jesteśmy umówieni z Justyną na marzec - potwierdza dr Robert Śmigielski. Ale jeszcze nie jest w stanie powiedzieć dokładnie na czym będzie polegał zabieg. Musi być najpierw przeprowadzony cykl badań funkcjonalnych, żeby dobrze sprawdzić dokładne momenty, w których pojawia się ból piszczeli.

Doktor Śmigielski wyraża przekonanie, że zabieg będzie mniej inwazyjny od poprzedniego, któremu Justyna Kowalczyk musiała się poddać w marcu 2012 roku. Wtedy operowano jej kolano, a ono dokuczało podczas każdego biegu. Bóle piszczelowe pojawiają się natomiast głównie w czasie "biegu łyżwą".
Jeśli zabieg Justyny będzie polegał na przecięciu osłonki, to już kilka dni po nim będzie musiała założyć narty i zacząć biegać "łyżwą". Organizm tę osłonkę odtworzy, ale od razu trzeba zacząć wykonywać dokładnie te ćwiczenia, które powodowały dolegliwości.

Trzeba więc zacząć ćwiczenia z tego względu, wyjaśnia dr Śmigielski, żeby w realnej sytuacji zbadać kilka bardzo istotnych kwestii: zobaczyć jak wszystko działa; żeby organizm zaczął odbudowywać otoczkę na miarę powiększającego się mięśnia. Doktor Robert Śmigielski przekonuje, że błyskawiczny powrót po zabiegu do treningu, nie narazi naszej mistrzyni na złapanie infekcji. Zapewnia, że wszystko zostanie zrobione tak, żeby bardzo szybko mogła normalnie funkcjonować.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Sport

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!