W okresie panowania w kraju władzy PiS, bardzo wiele do powiedzenia miało CBA. Szukało afer, układów, ścigało podejrzanych winnych, wobec których z braku dowodów budowano intrygi i podejrzenia, podrabiano dokumenty, wymyślano afery.

Przed kilkoma dniami Mariusz Kamiński, były szef CBA, a dziś zastępca Jarosława Kaczyńskiego w partii PiS, cieszył się jak dziecko. To zdarzyło się mu pewnie pierwszy raz w życiu. Zawsze, odkąd go znamy, jest śmiertelnie poważny, posępny i jakby nadęty. Taka gra teatralna na odstraszanie przeciwnika - to jasne. Ostatnio grał inaczej. Do kamer telewizyjnych wystawił twarz w radosnych uśmiechach. Miał powody.

Po tym jak kilka lat temu prokuratura rzeszowska wzięła się za byłego szefa CBA, za aferę gruntową, Mariusz Kamiński stanął w obliczu podejrzenia, że odpowiada za uknucie afery, której nie było. Z tego też powodu wielu ucierpiało, w tym politycy i biznesmeni. Ucierpiał boleśnie Jarosław Kaczyński, bo stracił funkcję premiera.

Afera gruntowa uśmierciła koalicję PiS-Samoobrona-LPR i w przedterminowych wyborach PiS musiał oddać władzę. Cała wina za dramat upadku władzy PiS spadł na głowę i barki, m.in. byłego szefa CBA. Ale jemu się upiekło. Pozostał przy władzy. Niedługo. Wmotał się w kolejną aferę, z udziałem Platformy.

Śledztwo w sprawie afery gruntowej ciągnęło się jak przysłowiowy włoski makaron, aż w końcu oskarżenie winnych trafiło do sądu. Sąd dostrzegł zawiłości w aferze i umorzył sprawę. Mariusz Kamiński odetchnął. Zachłysnął się świeżym powietrzem. Ze szczęścia roześmiał się od ucha do ucha. Zapowiedział, że chce wrócić na poprzednie stanowisko, które stracił przez premiera Tuska. Oświadczył: "Bez wahania złożę mandat".

Dziś okazuje się jeszcze raz w praktyce stare porzekadło, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Rzeszowska prokuratura oświadczyła, że wkrótce złoży zażalenie "na decyzję Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście, o umorzeniu procesu byłego szefa CBA, Mariusza Kamińskiego i jego trzech podwładnych" – cytuje tvn24.pl.

Cała czwórka - były szef i jego zastępca oraz dwóch byłych dyrektorów CBA - została oskarżona o rażące nadużycia prawa przy wyjaśnianiu i prowadzeniu tzw. afery gruntowej. Według prokuratury rzeszowskiej, argumentacja warszawskiego sądu jest nieprzekonująca.

Zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie, Jaromir Dybczak, wyjaśnił: "Naszym zdaniem istniały pełne podstawy faktyczne i prawne do skierowania aktu oskarżenia wobec tych czterech funkcjonariuszy publicznych". W jego ocenie, zaskakujący jest "tryb wydania decyzji przez sąd". Prokurator Jaromir Dybczak wyjaśnił, że aż do złożenia przez obronę oskarżonych wniosku o umorzenie postępowania, sąd warszawski uważał i traktował tę sprawę za wyjątkowo zawiłą.

Prokurator Dybczak uzasadnił szerzej podstawy zażalenia na wyrok sądu. "Do orzekania powołano trzyosobowy skład zawodowych sędziów, a taki powołuje się właśnie w przypadku spraw wyjątkowo zawiłych". Dodał ponadto, iż wcześniej, z powodu zawiłości sprawy, Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście złożył wniosek o przekazanie jej do sądu okręgowego, ale wniosek ten został odrzucony. I, co też istotne, decyzja o umorzeniu postępowania wobec czterech oskarżonych, nie była jednogłośna.

Przed dwoma dniami, Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście, w specjalnie zabezpieczonej sali w Sądzie Najwyższym, na posiedzeniu za zamkniętymi drzwiami, podjął decyzję o przychyleniu się do wniosku obrony, o umorzenie sprawy byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego (obecnie posła PiS), byłego wiceszefa CBA Macieja Wąsika (obecnie stołecznego radnego PiS) oraz byłych dyrektorów Zarządu Operacyjno-Śledczego CBA: Grzegorza Postka i Krzysztofa Brendela.

Sprawa zaczęła się ponad dwa lata temu. We wrześniu 2010 roku Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie oskarżyła tych czterech funkcjonariuszy służby specjalnej, "o przekroczenie uprawnień, nielegalne działania operacyjne CBA (w tym podsłuchy) oraz podrabianie dokumentów i wyłudzenie poświadczenia nieprawdy".

Według rzeszowskiej prokuratury, CBA spreparowało, czyli stworzyło fikcyjną sprawę odrolnienia ziemi, nie mając wcześniej żadnej wiarygodnej informacji o przestępstwie. Zgodnie z prawem, tylko taka informacja pozwala służbom specjalnym zacząć akcję "kontrolowanego wręczenia korzyści majątkowej" wobec podejrzewanych. Całej czwórce groziło do ośmiu lat więzienia. Nie przyznali się jednak do zarzutów.

Przed otwarciem procesu, obrona wniosła do sądu o umorzenie sprawy, z braku cech przestępstwa. Uzasadniła, że CBA działało zgodnie z prawem. Natomiast prokuratura i pokrzywdzeni byli przeciwni umorzeniu. Trzyosobowy skład sędziowski Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście ogłosił niejawnie "decyzję o umorzeniu w całości postępowania". Ale jeden z trojga sędziów złożył zdanie odrębne, które jednak – co znamienne - nie zostało wygłoszone.

Stanisław Cybruch

Znajdź nas na Google+

Wydarzenia

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!