Okładka powieści z ilustracją Paula Kidby Okładka powieści z ilustracją Paula Kidby

Okładka powieści z ilustracją Paula Kidby (© Okładka ze strony www Domu Wydawniczego REBIS)

Oczekiwania statystycznego miłośnika twórczości Terry'ego Pratchetta są jasno określone: miejscem akcji ma być Dysk, dźwigany przez cztery słonie stojące na skorupie gigantycznego żółwia, a przekładu powinien dokonać Piotr W. Cholewa.

Najnowsza książka Pratchetta nie spełnia tych wymagań - autor sprowadza nas na ziemię (dosłownie i w przenośni), unika jak ognia fantastyki, natomiast tłumaczenie jest dziełem współpracującego z Domem Wydawniczym REBIS Macieja Szymańskiego. Mimo to ręczę, że czytelnik nie poczuje się zawiedziony, a jako czepialski filolog dziękuję tłumaczowi za staranny przekład, który pozwala bez przeszkód cieszyć się lekturą.

Pisarz dedykuje "Spryciarza z Londynu" Henry'emu Mayhew, który w czasach królowej Wiktorii wytrwale zapuszczał się w najbardziej niebezpieczne, brudne i cuchnące zakamarki tego miasta, aby potem w pracy "London Labour and the London Poor" pokazać niewesołą egzystencję najuboższych mieszkańców stolicy imperium niezachodzącego słońca. Książka jest również hołdem złożonym Karolowi Dickensowi - nieprzypadkowo tytułowy "Spryciarz" nosi taki sam przydomek, jak jedna z najbardziej wyrazistych postaci na kartach "Olivera Twista". Gdyby ktoś uparł się uznać ten fakt za zbieg okoliczności, to powinna go przekonać obecność samego Dickensa w gronie bohaterów i jego niebagatelny wpływ na rozwój wypadków.

To, że drogi zaangażowanego społecznie dziennikarza i sympatycznego londyńskiego cwaniaczka mogą się skrzyżować, wydaje się prawdopodobne, nawet jeśli ten ostatni, jak sam przyznaje, czytuje tylko etykiety na butelkach z piwem. (I, nie ukrywajmy, nie pachnie najlepiej, bo utrzymuje się z podnoszenia tego, co zamożniejsi od niego zgubili w rynsztoku, a na domiar złego dzieli siennik z kundelkiem imieniem Onan.) Ale jak w sposób wiarygodny połączyć losy Dodgera z dwoma wybitnymi politykami, najbogatszą kobietą Anglii i samą królową? Jak się okazuje, dla Pratchetta nie ma rzeczy niemożliwych.

Jak przystało na powieść utrzymaną w klimacie epoki wiktoriańskiej, akcja rozpoczyna się burzliwą nocą, w ciemnościach rozjaśnianych tylko światłem błyskawic. W strugach deszczu ze zgrzytem unosi się klapa studzienki kanalizacyjnej i z tunelu wyłania się dzielny młodzieniec, by ocalić z rąk oprawców pobite dziewczę. Od tej chwili nic już nie będzie takie samo, w życiu Dodgera nastąpią zaskakujące i nieodwracalne zmiany. Nie zmieni się tylko on sam - i bardzo dobrze, bo jak czytamy na okładce, "Dodger zawsze wychodzi z twarzą". Może tylko pod koniec jest to twarz cokolwiek czystsza...

"Spryciarz z Londynu" to nie tylko powieść przygodowa - to jednocześnie malowniczy obraz dziewiętnastowiecznego miasta. Czytelnik dowie się między innymi, kim byli peelersi, na czym polegało zajęcie węża, gdzie zbierały kwiaty londyńskie kwiaciarki, jak przestrzegano podziałów klasowych w łaźni tureckiej i co można było znaleźć w Tamizie.
Niejeden zdecyduje się poszerzyć wiedzę, sięgając po książki Dickensa, a wielu przekona się, że Londyn i Ankh-Morpork to wcale nie tak odległe światy, jakby się mogło wydawać.

Terry Pratchett, Spryciarz z Londynu
Przekład Macieja Szymańskiego
Dom Wydawniczy REBIS
Poznań 2013

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!