Tegoroczną Galę Polskiej Piosenki Filmowej "KamerTon" w ramach Forum Kina Europejskiego Orlen Cinergia uświetnił koncert Katarzyny Groniec. Kilka minut po występie miałem przyjemność rozmawiać z Artystką. Zapraszam do lektury wywiadu.

Adam Sęczkowski: Dużo Pani koncertuje. Czy jest jakieś konkretne miejsce, do którego lubi Pani wracać z występami?
Katarzyna Groniec: Nie mam takiego miejsca. Zapamiętuję koncerty głównie emocjonalnie. Pamiętam te, które strasznie źle poszły lub te, które były uskrzydlające. Po udanym występie nie powtarzam sobie, że jak tu wrócę to będzie znów wspaniale, bo bywa to złudne.

Co Pani daje muzyka? Relaks? Wolność? Wyzwolenie emocji? Uruchomienie wyobraźni?
- Gdybym była wyrachowana to powiedziałabym, że pieniądze, bo niestety, muzyka stała się moim zawodem. (śmiech) I odkąd tak jest, ekonomia stała się równie ważnym tematem co: jak i po co. I to mnie trochę dołuje. Od dziecka interesowałam się muzyką. Chodziłam do szkoły muzycznej, do ognisk muzycznych, śpiewałam w chórach. Wszystko co było z nią dostarczało mi niezwykłych przeżyć. Byłam dzieckiem nieśmiałym i zamkniętym w sobie. Śpiewanie dawało mi poczucie komunikacji, było dla mnie furtką do szczęścia. I wciąż tak bywa kiedy zaczynam śpiewać. Kończy się kiedy rusza machina promocyjna. I trzeba mówić o muzyce. Planować. Sprzedawać. Zgroza.

W jakim stopniu w tekstach śpiewanych przez Panią możemy znaleźć przeszłość lub teraźniejszość Katarzyny Groniec?
- W bardzo dużym stopniu inaczej nie miałoby to dla mnie sensu. Wszystkie teksty filtruję przez siebie, swoje doświadczenia i emocje, wyobraźnię i czucie. To on staja się codziennym warsztatem pracy.

Łatwiej jest Pani mówić czy śpiewać o trudnych sprawach w życiu?
- Zdecydowanie łatwiej jest mi śpiewać.

Pani piosenka pt. "Dzięki za miłość" znalazła się na składance "The Best Polish Love Songs... Ever!" zawierającej wybrane polskie piosenki o miłości. Czy to także Pani ulubiona polska piosenka o miłości?
- Raczej nie. Chyba nie mam takiej piosenki, którą postawiłabym ponad inne, ale darzę ją wielkim sentymentem. Pochodzi z mojej pierwszej płyty pt. "Mężczyźni", którą wyprodukował Grzegorz Ciechowski. To był dla mnie bardzo ważny moment w życiu.

Pani koncert uświetnił dziś Galę Polskiej Piosenki Filmowej "KamerTon". Jakie są Pani ulubione filmowe motywy muzyczne?
- Cóż, muzyka filmowa to osobne dzieło, które dodatkowo musi współbrzmieć z obrazem. Napisać świetną muzykę filmową tak, żeby pomogła filmowi to nie lada wyczyn i moim zdaniem nie tak znowu częsty. Twórcy takiej muzyki muszą nie tylko słuchać siebie samego, ale także umieć współpracować z dziełem, które zostało stworzone przez reżysera. Czasem świetny efekt można osiągnąć w bardzo prosty sposób np. słynne gwizdanie w "Kill Bill".

Kontynuując jeszcze przez chwilę krąg filmowy; zagrała Pani w filmie "Wrota Europy", w teatrze telewizji "Wieczory i poranki", w dokumencie "W poszukiwaniu utraconych lat". Nie kusiła Panią kariera aktorska?
- Oczywiście. Wydawało mi się, że wszystko można harmonijnie połączyć. I śpiewanie i granie. Ale nie skończyłam szkoły aktorskiej, nie wiedziałam jak się załapać na castingi, nie jestem osobą super przebojową. Muzyka za to wciągnęła mnie w sposób naturalny, była jak oddychanie, sama się działa i pochłonęła mnie na dobre.

Pierwszą płytę wydała Pani w 2000 roku, a najnowszą piętnaście lat później. Jak przez ten okres zmieniło się Pani postrzeganie świata?
- Zmieniło się diametralnie. W 2000 roku byłam zupełnie inną dziewczyną, a zupełnie inna osoba teraz przez Panem siedzi. Fundament oczywiście jest ten sam, ale w głowie przemeblowanie. Pod każdym względem dzieli nas przepaść.

Na Pani stronie internetowej czytamy, że od płyty "Przypadki" z 2007 roku jest Pani w pełni świadomą artystką. Co to oznacza?
- Płyta "Przypadki" była moim kamieniem, nie chcę powiedzieć milowym, ale może takim półmilowym. Pomyślałam sobie, że teraz już wszystko wiem. Potem pojawiły się okoliczności, które pokazały, że nadal nie wiem, a potem znów, że wiem. I od tej pory tak w kółko. Bywam świadoma, a za chwilę gubię się we mgle.

Co jest dla Pani sukcesem zawodowym?
- Chyba największym sukcesem zawodowym jest trwanie w tym zawodzie. Spektakularny debiut to jest naprawdę fajna rzecz i stosunkowo łatwa, ale bycie na scenie w czasie kiedy mody się zmieniają, przychodzą młodzi, fantastyczni ludzie to jest to sukces. Ważne jest także, aby zmierzyć się z upływem lat, z wypaleniem zawodowym. Trzeba się dwa razy bardziej starać, żeby być wciąż wiarygodnym i świeżym nie zapominając kim się jest.

Dziś podczas koncertu zabrzmiały piosenki z Pani najnowszej płyty pt. "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej". Jak narodził się pomysł na tą płytę?
- To był pomysł Agaty Passent, która jest Prezesem Fundacji Okularnicy im. Agnieszki Osieckiej. Od wielu lat ta Fundacja robi jesienią konkurs, na który przyjeżdżają młodzi ludzie i śpiewają piosenki, ścigają się na interpretacje. Poproszono mnie, abym stworzyła koncert galowy tego konkursu. Szczerze mówiąc nie podskoczyłam wysoko z radości bo też miałam świadomość, że piosenek Agnieszki Osieckiej jest bardzo dużo w przestrzeni publicznej. Ostatnimi laty powstało wiele wspaniałych płyt z piosenkami Osieckiej m.in. znakomite płyty zespołu Raz Dwa Trzy, Katarzyny Nosowskiej czy Stanisława Soyki. Każdy kto przygotowuje tę galę chciałby jakoś uwiecznić swoją pracę. Pomyślałam, że jeśli znajdziemy pomysł to podejmę się wyzwania. Agnieszka Osiecka napisała tysiące piosenek i gdyby nie lenistwo, które pozwala nam znać tylko kilka z nich to mielibyśmy przyjemność słuchania wielu mniej znanych znakomitych utworów. Wyszukałam te, które były dla mnie spójne muzycznie i one stworzyły ten koncert.

Piotr Derlatka - autor książki "Zdradziecka Agnieszka Osiecka" powiedział, że epoka "poetów piosenki" już się skończyła. Jak Pani się odniesie do tej tezy?
- Może te dzisiejsze teksty są rzeczywiście bardziej tekstowe, aniżeli poetyckie, ale chyba tak brutalnego sformułowania bym nie użyła. Myślę, że każde pokolenie tęskni za poezją, różnią się jedynie czasy. "Komórka" i "laptop" mogą być równie poetyckie co niegdyś "gęsie pióro".

Jacy współcześni artyści Panią zachwycają?
- Olbrzymie wrażenie robi na mnie Fiona Apple, która tworzy wspaniałe piosenki z tak powyginaną frazą muzyczną, undergroundowy muzyk Devendra Banhart, amerykańska wokalistka Cat Power. Uwielbiam też słuchać, niestety nieżyjącej już artystki, która nazywa się Lhasa de Sela. Zmarła na raka piersi jako trzydziestokilkuletnia kobieta. Nagrała kilka płyt, a "The Living Road" jest moim ulubionym albumem.

Kiedy Pani kolejna płyta autorska ujrzy światło dzienne?
- Mam nadzieję, że w przyszłym roku. Kiedy przyszła propozycja przygotowania piosenek Osieckiej już pracowałam nad tą płytą. Myślałam, że zagramy około 20 koncertów prezentujących "Zoo z piosenkami Agnieszki Osieckiej" i wrócimy do tematu, a tu proszę, niespodzianka. Dziś zagraliśmy po raz 142.

Czy czuje się Pani spełniona życiowo i artystycznie?
- Życiowo tak, pozostaje podlewanie i dbanie o ogródek. I tak jest najlepiej. Zawodowo poczucie spełnienia nie jest wskazane, bo to jest równoznaczne z tym, że niewiele rzeczy mnie ciekawi. Trzeba za wszelką cenę uciekać od takiego samopoczucia.

Życzę Pani zatem tego niespełnienia zawodowego, zachwycania nas kolejnymi utworami i zapraszamy ponownie do Łodzi.
- Przyjmuję zaproszenie, pozdrawiam czytelników i dziękuję Panu za rozmowę.

Kultura

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!