Sypnęło czystym śniegiem. Temperatura zatrzymała się ciut poniżej zera. Ogłosiliśmy powrót zimy. -Panie, przed laty to były mrozy i śnieg po kolana -zżymają się najstarsi mieszkańcy wsi kiedy słyszą, że ludzie się teraz przeziębiają.

„ Zimy były bardziej śnieżne i mroźne - wspomina Tadeusz Piotr Baka w swojej książce „Lata dwudzieste… lata trzydzieste… czyli wieś we władzy cepa, kosy i łojowej świeczki”. Wieś Mizary oraz gmina i miasto Stoczek Łukowski w latach 1920-1939. Wyd.2015 r.

- Mróz zachodził głęboko na metr w ziemię. Śnieg leżał na polach, na pół metra grubo, a zaspy we wsiach, lasach i przy wszelkiego rodzaju wzniesieniach i przeszkodach terenowych nawet na parę metrów.

Kartofle przechowywane były w kopcach. Na ziemiach piaszczystych trochę wkopywanych w ziemię, a na ziemiach zupełnie nieprzepuszczalnych całkiem na wierzchu.

Trzeba było usypać i wyrównać pryzmę kartofli, okryć je 15 centymetrową warstwą słomy, a potem ziemią.

Na zimę okrywało się drugą warstwą słomy i ziemi. Ale to już w czasie gdy mróz ściął ziemię, było zimno i kartofle się schłodziły. Inaczej mogły się zagrzać i zgnić, zwłaszcza jeśli trafiła się lekka, ale śnieżna zima i śnieg zawalił wszystko na głucho.

Mniejsze gospodarstwa oszczędzały słomę i drugie okrycie było z liści lub kolek nagrabionych u siebie w podwórzu i w lesie.

Liście i kolki używane były do ocieplania chałup i obór przez obstawianie ścian, a także wykładanie stropów grubą warstwą.

Jedną ze stałych prac mężczyzn zarówno jesienią jak i zimą było młócenie zboża. Zależnie od tego czy był jeden młocarz, czy dwóch oraz od wielkości klepiska, rozkładało się 6 lub więcej snopków i waliło cepami w całe, związane snopki, głównie w kłosy.

Potem przekręcało się snopki podkładając dzierżak tj. dłuższy kij i przerzucało na druga stronę. I znowu łup, łup, łup po kłosach. Taka porcja snopków nazywała się podcepie, a ta wstępna obróbka kłosowanie.

Kobiety zajmowały się przędzeniem. Nici ze szpulki przewijały na motowidło. Grube pasma po 36 lub 42 nici stanowiły talki, które następnie prało się we fluorku, aby zmyć kurz i szary kolor wełny. Płukało w sadzawce, w przerębli.

Gospodynie potrzebowały wełny na spódnice, swetry, kilimy. Mężczyźni chodzili w portkach bawełnianych z gęstej, zbitej tkaniny. Do tego bluza, waciak i ciepła bielizna z bai. Większość miała kożuchy.

Wieś nie traktowała święta jako okazji do zwiększonych zakupów. Nawet choinka była rzadkością.

Prezenty? - Rzecz nieosiągalna" - twierdzi autor książki Tadeusz Piotr Baka.

Cywilizacja

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!